Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2019

Dystans całkowity:1652.85 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:14:48
Średnia prędkość:22.14 km/h
Suma podjazdów:7295 m
Liczba aktywności:26
Średnio na aktywność:63.57 km i 14h 48m
Więcej statystyk

Nad Wartą (3)

Niedziela, 31 marca 2019 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 116.75 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 387m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Budzę się tradycyjnie wcześnie. Noc była dziwna. Na wieży, około północy, pojawili się ludzie. Wrzeszczeli i chyba zrobili sobie imprezę. Cieszyłam się bardzo, że śpimy w lesie i jesteśmy niewidzialni. Dziwne to jest uczucie, gdy wszystko się słyszy. Gdy niechcący uczestniczy się w życiu innych ludzi, których wcale nie chce się znać, którzy budzą negatywne emocje. Wolę przenikać w światy innych ludzi... przez okna. Jadąc nocą i mijając domy, bloki, kamienice. Przenikać na ułamek sekundy wzrokiem w ich świat.

Michał spał snem mocnym i na szczęście ominęło go to wszystko. Tak więc obudziłam się pierwsza. Wyszłam z namiotu i popatrzyłam w niebo. Stwierdziłam, że jest czysto. Obudziłam więc Michała i poszliśmy razem na wieżę, oglądać wschód Słońca. Poranek chłodny i wietrzny. Jednak warto było. Z tyłu ciągnęły już ciemne chmury i było tylko kwestią parunastu minut, nim zakryją Słońce. Ono jednak, w międzyczasie, zdążyło wstać. Piękny spektakl na niebie. Wschody mają w sobie magię. Między innymi dlatego, że... nie są dla wszystkich. Trzeba przecież wstać. Przezwyciężyć sen, lenistwo. Ostatecznie, jest w tym trudność.



Po poranku na wieży, wracamy do namiotów na śniadanie. Należy się wiadro kawy i bułka z rybą. Po tym wszystkim wyjazd na DK 91 wydawał się czymś zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Główną tą szosą, którą znam jako trasę do Kutna, Łowicza, czy Warszawy, dojechaliśmy do wieży widokowej. Na niebie chmur sporo i warunki do fotografowania były bardzo średnie. Dalej, na DK 92, Orlen. Szybkie zakupy, bez rozsiadania się, mimo że były wygodne kanapy. Z zegarkiem w ręku trzeba niekiedy pilnować uciekającego czasu.

Nadwarciańskie wały przeciwpowidziowe. Cisza. Spokój. A na końcu Uniejów i zbiornik Jeziorsko. Chwila na fotki i już jedziemy dalej, do Sieradza, na pociąg. Wiatr trochę poprzeszkadzał. Końcówka po szosie, na krajówce, no i z wiatrem. W samym Sieradzu McD. To drugi (po Olsztynie) McD, gdzie były zamknięte kasy i trzeba było składać zamówienie przez  automat. Wtedy, w Olsztynie, byłam sama i automat... mnie pokonał. Odjechałam w lasy na nocleg głodna i zła. Teraz Michał walczył (skutecznie!) z automatem, a ja pilnowałam nam stolika.

Z pewnym przerażeniem myślę o czasach, które pewnie kiedyś nastaną, gdy wszystko będzie jeszcze bardziej zautomatyzowane, gdy nie będzie można zamówić jedzenia normalnie, przy okienku.

Czasu do odjazdu pociągu było niewiele, część jedzenia zabraliśmy więc na wynos.





Zdjęcia

Nad Wartą (2)

Sobota, 30 marca 2019 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 127.60 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 381m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Było jeszcze przed wschodem Słońca, kiedy obudziło nas tupotanie. Jakaś grupka młodych ludzi.
Jednak... nad ranem na wieżach pojawiają się inni ludzie niż wieczorami i nocami. To musieli być obserwatorzy przyrody, nie wrzeszczeli i zachowywali się zupełnie normalnie. Kiedy weszli na samą górę i zobaczyli nasze namioty, grzecznie się wycofali i rozsiedli się na niższych części wieży. Siedzieli jakieś 50 minut i chyba robili foty.

To jest zabawne, ale w sytuacji, gdy ktoś obcy jest blisko namiotu i nie bardzo ma się ochotę wyjść lub jakkolwiek dać znać, że się nie śpi - nagle pojawiają się pilne potrzeby. Np. potrzeba by zejść na dół, by się wysikać, albo potrzeba by natychmiast coś zjeść i poszeleścić foliówkami i papierkami, bo przecież bez jedzenia nie wytrzyma się już ani chwili dłużej.
Znacie to? :)

Nadwarciańskimi wałami kiedyś jeździłam. Było to bardzo dawno temu. Kiedyśmy więc teraz wjeżdżali na wały, miałam pojęcie o tym czego należy się spodziewać. Terenówka to genialny rower. Wszystkie nierówności połyka bez zająknięcia. Miło jest tak jechać po terenie, kiedy wertepy nie szarpią kręgosłupa i nadgarstków.  Jechaliśmy po terenie i trochę po szosie. Warta. Starorzecza Warty. Rozległe łąki. Coś pięknego.

Na zakończenie dnia soczysta czasówka. Ćwiczyłam zatem szybką jazdę. Mieliśmy motywację, by zdążyć na zachód Słońca. Warto było powalczyć, bo nagroda była piękna. Siedząc na wieży, obserwowaliśmy zachód Słońca. Niespodziewanie chmury gdzieś uciekły i zachodziło ono pełną tarczą. A potem siedzieliśmy jeszcze i patrzeliśmy na to jak wieczór staje się bardziej i bardziej.... jak zamienia się w noc.








Zdjęcia
Ciąg dalszy

Nad Wartą (1)

Piątek, 29 marca 2019 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
Km: 76.19 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 520m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Wieczór w WPN-ie oraz nad Wartą.
W WPN-ie ostatnio byłam wieki temu, zapomniałam już jak tam jest. Co więcej, ja właściwie nie znam WPN-u mimo, że jest tak blisko! Dużo lepiej znam Gdańsk. Albo Toruń. Bo tam bywam na rowerze relatywnie często.

Podobało nam się nad jeziorami. Na wieży na Szachtach oraz na wieży na Osowej Górze. Ładne miejsca i piękne widoki. Szkoda, że bardzo popularne, bo raczej nie wyobrażam sobie, by można było tam spać.

W Mosinie zjedliśmy późny obiad. Było już zupełnie ciemno i mieliśmy za sobą obie wieże - na Szachtach i na Osowej. Obiad pyszny. Uraczyłam się pomidorową oraz makaronem z krewetkami. Kto zna i jada owoce morza, wie jakie to dobre.

No a potem ruszyliśmy w noc. Kościół pw. św. Marcelina w Rogalinie zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Wyobraziłam sobie, jakby to było zobaczyć go w środku nocy, mając w nogach poprzednią nieprzespaną noc w siodle.
Ateny.
Bankowo bym stwierdziła, że zajechałam do Aten. To było dobre.



Dalsza droga asfaltem i pod koniec terenem. Było nieco kopnego piasku i czasami szłam trochę pieszo, a Michał czekał wtedy na mnie. Nocą... nie ma się czego bać. Jest tak samo jak w dzień, jedynie Słońca brak. Chociaż...
Dzień kończymy na wieży pod Czmońcem. Zasypiając wyobrażam sobie to co zobaczę rano. Spełni się?


Zdjęcia

Ciąg dalszy

Wtorek

Wtorek, 26 marca 2019 Kategoria do 50
Km: 25.43 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 147m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Poniedziałek

Poniedziałek, 25 marca 2019 Kategoria do 50
Km: 24.52 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 138m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze

Rzecz o szkodliwości kapci

Niedziela, 24 marca 2019 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 130.23 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 641m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Budzimy się o wschodzie słońca. Wszystko wskazuje na to, że poranek na wieży będzie zjawiskowy. Dlatego zbieramy się naprędce z biwaku. Kiedy już jesteśmy prawie gotowi okazuje się, że w rowerze Michała jest kapeć.
Cenne poranne minuty niestety uciekają...



Gdy docieramy na wieżę, słońce świeci już mocniej, ale kolory nadal są znakomite i możemy się cieszyć pięknymi widokami. Tym razem, poza nami, nie ma tu nikogo.



Drogi są najróżniejsze. Na Przemkowskim Bagnie trafia się równy, ubity grunt, ale też fragmenty mocno błotniste, z głębokimi koleinami. Za Przemkowskim Bagnem trasa jest bardzo urozmaicona - teren poprzetykany asfaltem, trochę góreczek. Jedzie nam się bardzo fajnie. W Głogowie robimy przerwę na herbatkę i lecimy dalej. Wiosnę widać coraz wyraźniej, przy drodze mijamy skupisko kwitnących fiołków.

Więcej terenu, w trudniejszej wersji, dostajemy nad jeziorem Sławskim. Spokój i piękno przyrody wynagradzają jednak wysiłek. Terenem docieramy do wysokiej, drewnianej wieży. Jest tu całkiem sporo osób, w tym młodzieży. Co dziwne, większość tych młodych ludzi ma widoczne problemy kondycyjne: idąc po schodach zatrzymują się, głośno dyszą.
Z wieży oglądamy lasy i jezioro, którego linią brzegową jechaliśmy.

W popołudniowej części trasy, gdy zmagamy się z piaskami, czuję że rower jedzie z oporem. Zatrzymuję się i sprawdzam co się dzieje, okazuje się, że to kapeć. Tracimy trochę czasu na zmianę dętki, pochylam się i.... pojawia się znajomy ból w biodrze. Dokładnie ten sam, który po zmianie dętki dopadł mnie w drodze do Gdańska. Resztę trasy jadę z bólem.

Na ostatnią wieżę weekendu docieramy akurat wtedy, gdy słońce chowa się w chmurach. Zabrakło tak niewiele! Gdyby tylko nie ten kapeć! Końcówkę robimy już częściowo po ciemku. Trochę po szosie, trochę po terenie. Wyjazd kończymy na będącej w remoncie stacji kolejowej w Kościanie.

Most, którego nie było

Sobota, 23 marca 2019 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 122.90 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 455m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Budzę się wcześnie, ale nie wstajemy jeszcze. Mamy czas. Idę zatem na spacer, zobaczyć jezioro Afryka w świetle budzącego się dnia. Wczoraj, późnym wieczorem, było widać całkiem sporo, bo noc trafiła się ładna, księżycowa. Jednak poranki mają w sobie coś magicznego. Zwiewność, delikatność.

Po śniadaniu podjeżdżamy do wieży widokowej. Wdrapujemy się na górę i podziwiamy krajobraz. Są to lasy oraz jezioro, nad którym spaliśmy. Bardzo ładne tereny. Początek dzisiejszej trasy, to trochę błądzenia - chwilowo jedziemy tylko na moim GPSie, no i nawigując  w terenie trochę nas gubię. Nawigowanie w terenie to jest zupełnie inna zabawa, niż na szosie. Łatwo o pomyłkę, trzeba być bardzo uważnym, by potem nie musieć się wracać. Po kilku próbach wbicia się we właściwą ścieżkę, jesteśmy w końcu nad rzeczką. Niestety okazuje się, że nie ma mostku, który powinien tu być. Tracimy nieco czasu na objazd inną drogą. Nic to jednak nie szkodzi - pogoda jest wprost piękna, a godzina jeszcze młoda. Czuć zapach wiosny w powietrzu, słychać śpiew ptaków i widać jak przyroda powoli budzi się do życia po zimowym śnie.

Lubuskie częstuje nas brukami. Tutaj nawet drogi wojewódzkie mają - przynajmniej w części - brukowane, stare nawierzchnie. Na rowerach MTB nie są one jednak dokuczliwe.

Nadleśnictwo Świętoszów, jezioro Święte - nasze pierwsze dzisiejsze bagna. Wchodzimy na wieżę widokową. Jest wspaniale. Cicho, spokojnie, widokowo. Jaka szkoda, że jesteśmy tu w środku dnia! Aż chciałoby się zostać do wieczora. Siedzimy tu dłuższą chwilę, a potem wsiadamy na rowery i jedziemy dalej. Czekają na nas kolejne piękne miejsca.

Późnym popołudniem docieramy do Przemkowa. Robimy zakupy na noc i na jutrzejszy poranek. Jutro niedziela bez handlu i poza stacjami paliw, trudno będzie cokolwiek kupić. Nieco obładowani jedziemy na Przemkowskie Bagno. Bardzo długa, drewniana kładka przerzucona przez mokradła prowadzi do wieży widokowej. Niektóre deseczki są już mocno podniszczone, dwie zarwane, niektóre... chybotliwe. Miejscami czuję się niepewnie - idę więc kładką ostrożnie. Kiedy docieram pod wieżę, Michał już tam jest. Poza nami są tu też inni ludzie, choć tłoku zdecydowanie nie ma. Jesteśmy w idealnym momencie - słońce powoli zachodzi i rozpoczyna się wieczorny spektakl barw.



Dzień dobiega końca, pora zejść na niepewny, podmokły ląd. Pora pojechać na nocleg.
Zdjęcia




Ciąg dalszy

Nocą

Piątek, 22 marca 2019 Kategoria Remont roweru, Kocia czytelnia, do 50
Km: 47.49 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Po raz pierwszy przejechałam się terenówką... po kilku latach przerwy. Rower po generalnym remoncie. Z początku miałam trochę obaw, jak to będzie, ale jak tylko wsiadłam i ruszyłam poczułam, że jest świetnie :).

Z pociągu wysiadłam w Żarach i było już ciemno. Chwilę się pokręciłam po mieście w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, gdzie można szybko coś zjeść na ciepło. Znalazłam stację Statoli, zamówiłam zapiekankę, zjadłam i pognałam w ciemność.

Projektując trasę nie wysilałam się zbyt mocno. Zaznaczyłam start, a potem kilknęłam, by system wytyczył drogę do celu, który był kilkadziesiąt km dalej, pod granicą niemiecką, jako "trasę dla roweru". To oznaczało, że może trafić się teren, ale tak właśnie chciałam, żeby było. Pobawić się nocą w terenie.



Szybko okazało się, że rower z pełnym zawieszeniem ładnie pracując na nierównościach powoduje równie ładne przycieranie podczepionego w torebkach bagażu o opony. Nie poprawiałam już tego, po prostu na wybojach jechałam powoli, aby zawieszenie nie uginało się zbyt mocno. Gdzieś w połowie drogi ciekawa sytuacja w jednej z wiosek: TIR utknął na trzęsawisku. Cała tylna oś utopiona w potężnym błocie. Z tej opresji usiłował go ratować ciągnik rolniczy. Niestety miał za małą moc, by wyciągnąć z bagna tak duży i ciężki pojazd. Chwilę tam postałam, bo blokowali drogę.

U celu, niedaleko wieży widokowej, byłam koło 22.00. Rozstawiłam namiot i poszliśmy spać. Miejscówka bardzo ładna, nad jeziorem.



Ciąg dalszy

Czwartek

Czwartek, 21 marca 2019 Kategoria do 50
Km: 25.41 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 153m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Pierwszy dzień wiosny

Środa, 20 marca 2019 Kategoria do 50
Km: 28.02 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 167m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy dzień wiosny, a tu o poranku -2 stopnie.

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum