Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2017

Dystans całkowity:2216.54 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:63:34
Średnia prędkość:21.01 km/h
Suma podjazdów:8174 m
Liczba aktywności:27
Średnio na aktywność:82.09 km i 15h 53m
Więcej statystyk

Ciepły poniedziałek

Poniedziałek, 31 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 27.47 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 117m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Przyjemny, cieplutki dzień i... to tyle dobrego na dziś.

Trochę boli kolano. W dodatku rozbolał mnie ząb, a Centrum Rowerowe nadal nie oddało mi pieniędzy w związku z odstąpieniem od umowy i nadal nie odpowiada na moje maile.
Czy to już wszystkie nieszczęścia? Na razie mi ich chyba wystarczy...

Upalna niedziela

Niedziela, 30 lipca 2017 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
Km: 84.63 Km teren: 0.00 Czas: 03:13 km/h: 26.31
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 279m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Cały czas walczę z kontuzją kolana. Wczoraj byłam tak przybita, że mimo pięknego dnia - nie poszłam na rower.

Dziś jakoś wykrzesałam z siebie energię do wyjścia z domu, choć grzebałam się jak mucha w smole i już myślałam, że się nie uda. Na szczęście było słonecznie i (wreszcie!) ciepło. 34 stopnie ciepła to jest to, co zdecydowanie lubię, gdy jadę rowerem. Wysmarowałam się więc obficie kremem przeciwsłonecznym i ruszyłam.

Początek bez emocji. Niezbyt szybko. Bacznie obserwowałam kolano i pilnowałam jego ustawienia względem stopy. Potem na drodze pojawili się inni cykliści. W sumie nic dziwnego, piękny dzień - idealny na rower. Wyprzedzałam wszystkich, do czasu, aż sama zostałam wyprzedzona. Młody chłopak w białej koszulce, na kolarzówce. Zwykle nawet nie próbuję siadać na kole, ale tym razem pomyślałam sobie, że to doskonała okazja, by... poobijać się trochę i dać kolanu odpocząć. No więc siadłam na koło i... nie odpadłam. Przejechaliśmy tak parę kilometrów i zrobiło mi się nieco niezręcznie, że tak pasożytuję, zagadałam więc.



Okazało się, że z grubsza i z chudsza jedziemy w tę samą stronę, więc można razem. W tym wspaniałym upale lecieliśmy razem po spontanicznych zmianach (różnej długości) przez jakieś 70 km. Trochę z wiatrem bocznym, trochę w twarz, trochę w plecy.

Tomek miał z tyłu koło Mavic Aksium. Koła Mavic ostatnio mają dziwną wadę od nowości - luz na bębenku. Ustaliliśmy więc sobie, że jak się kiedyś zatrzymamy, to sprawdzę, czy w jego kole też to jest (koło tegoroczne, majowe). Sprawdziłam - w tym konkretnym kole luzu brak! Tomek to farciarz :)

W Tucznie zaczęliśmy wysychać. Woda w taki ciepły dzień idzie jak... woda. Kolega zaproponował więc sklep. Skwapliwie się zgodziłam. Duża butelka lodowatej wody to jest to! Tomek rzecze: daj bidon!
Jaki miły gest - ochoczo podaję - wody wystarcza również dla mnie. No a potem przez dziury, pola i lasy na Kobylnicę.
To była bardzo udana wycieczka :)

Tomek - jeśli czytasz - dzięki za towarzystwo, super się jechało. Sama bym się raczej nie zmusiła do tak szybkiej jazdy. Zbyt leniwa na to jestem :).

Piątek

Piątek, 28 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 27.51 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 122m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Centrum Rowerowe - czyżby... oszuści?

Czwartek, 27 lipca 2017 Kategoria do 50, Zdaniem Kota
Km: 27.51 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 127m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Kupiłam w Centrum Rowerowym, przez Internet, koła. Niestety musiałam je zwrócić. Zrobiłam to w przepisowym terminie 14 dni. Odstąpienie do umowy wysłałam zarówno w formie papierowej (w paczce z kołami) jak i mailowo (skan). Skan odstąpienia wysłałam 29 czerwca. Paczkę z kołami odebrali 03.07.2017.

Do teraz nie mam zwrotu środków na koncie. Mimo, że dopominałam się o zwrot zarówno telefonicznie (2x) jak i mailowo (wielokrotnie). Na maile bardzo słabo odpowiadają - czasem wcale. Nie wiem jaki klucz stosują wybierając maile, na które raczą łaskawie odpowiedzieć, a na jakie nie.

Na ten moment jestem prawie 700 zł do tyłu i nadal czekam, często pisząc im maile ponaglające.

Przestrzegam przed tym sklepem. O ile chodzi o same zakupy - to wszystko zawsze było ok (kupowałam wielokrotnie). Jeśli natomiast chodzi o zwroty, to dramat.

Ciekawe jak długo jeszcze będę musiała czekać i jak długo dopominać się o swoje prawa.

Środa

Środa, 26 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 27.46 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 119m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Deszczowy wtorek

Wtorek, 25 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 26.69 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 81m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Cały dzień mocnego deszczu. Obrzydliwe jest to lato. Tego roku nie trafił się dotąd ani jeden dzień, który bym mogła określić jako gorący. Było ledwie kilka dni w miarę ciepłych. Reszta to okropna zgnilizna, deszcz, wiatr, ziąb.

Poniedziałek

Poniedziałek, 24 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 21.36 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 99m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Olsztyn - miasto

Niedziela, 23 lipca 2017 Kategoria do 50, Kocia czytelnia
Km: 14.28 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Budzi mnie nowy dzień, w namiocie robi się jasno. Wstawiam wodę na kawę 3w1. Poranek jest zimny i chmurny, ale mimo wczesnej godziny Olsztyn już nie śpi. Niedaleko mojego namiotu widzę pana idącego z pieskiem. Zauważa namiot i minę ma wystraszoną - od razu pociąga za smycz mimo, że przecież namiot stoi jakieś 30 m. od leśnej dróżki. Potem idzie jeszcze młody chłopak z pieskiem, a granicą lasu biegnie dziewczyna. Pora się zbierać :).

W starym centrum Olsztyna duży bałagan. Pod nogami i kołami papierki, plastiki, sporo śmieci po nocy. A na głównym placu, na którym stoi ratusz pełno kramów, na których sprzedawcy właśnie rozstawiają towar. Kupuję trochę prowiantu na długą drogę powrotną pociągiem (to Regio, więc ani jedzenia, ani picia w pociągu nie kupię). Udaje mi się nawet zjeść pyszne ciepłe oscypki z żurawiną. I tak mija mi czas na mieście.

Wyjazd kończę na dworcu PKP. Kupuję herbatę z cytryną i idę do pociągu, zaczyna padać deszcz, ale jestem już pod zadaszeniem. Kierownik pociągu jest tak miły, że idzie ze mną peronem i prowadzi mój rower (ja niosę tylko herbatkę), a potem wnosi mi rower do pociągu i ładnie go ustawia w wagonie :). Takie luksusy kolejowe, tylko w Olsztynie.


Z wiatrem... w twarz do Olsztyna

Sobota, 22 lipca 2017 Kategoria do 400, Kocia czytelnia
Km: 361.90 Km teren: 0.00 Czas: 18:11 km/h: 19.90
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Nigdy więcej pod wiatr do Olsztyna.

Sobotę zaczynam bardzo wcześnie rano. Szykuje się długi dzień. Trasa do Olsztyna, tj. ok. 360 km, będzie w całości pod wiatr. Poranek jest mglisty i niezbyt ciepły. Tegoroczne lato zdecydowanie nie rozpieszcza temperaturami i słonecznymi dniami. Jednak wg prognoz ma dziś przynajmniej nie padać. Dobre i to.

Pierwszą przerwę kawową robię w Janowcu Wlkp. Przejechane mam niecałe 60 km - najchętniej bym zawróciła i z wiatrem pognała do domu. Jednak poza tym, że wieje w twarz, nie mam powodów by wracać. Piję więc kawę, jem babeczkę i ruszam w dalszą drogę. Jedzie mi się w miarę dobrze do czasu gdy zaczynam czuć, że zaczyna mnie boleć kolano. Ból jest coraz mocniejszy, kłujący. Jestem akurat w Żninie i toczę się powolutku pod górkę, na której stoi kościół. Kawałek za tym kościołem jest duży przystanek autobusowy. Byle tam się dokulać - będzie można usiąść i ze spokojem przestawić blok w bucie. Może to coś da. Sporo czasu ucieka mi na tym przystanku. Blok przestawiam kilka razy. Mam nadzieję, że to pomoże, bo dalej jechać z tak silnym bólem najzwyczajniej się nie da. Dość powiedzieć, że na górkę, za którą jest przystanek ledwo-ledwo dałam radę się wgramolić.

Ruszam spokojnie. Następne 40 km upływa mi na zastanawianiu się, czy kontynuować trasę, czy może dać sobie spokój. Po zmianie ustawienia bloku jest lepiej, ale nadal nie idealnie. Da się jakoś jechać. Ale to "jakoś", to trochę mało, by mieć przyjemność z jazdy. W Rojewie zatrzymuję się na lody. Dodatkowo zmieniam też ustawienie siodła. Jeśli to nie zniweluje bólu, to zakończę trasę w Toruniu i spędzę na mieście miłe popołudnie. Trudno, nie zawsze wychodzi tak jak by się chciało. I tak jestem już sporo czasu w plecy, nawet jeśli przestanie boleć, to z pewnością nie będę starała się jechać szybciej, aby nie forsować kolana. Jeśli dojadę do Olsztyna, to... głęboko w nocy. Motywacja do jazdy spada mocno, w zasadzie to już mi się nie chce.

Toczę się do Torunia - ból tak jakby ustał. Tj. nie boli kiedy jadę, ale kolano odzywa się gdy próbuję przyklęknąć oraz podczas chodzenia. Przejazd przez Toruń jak zwykle motam. Zamiast wydostać się z miasta ul. Turystyczną i objechać je lekko od południa, ładuję się na krajówki, którymi strach jechać. Jest więc bieganie od chodnika do chodnika, jazda chodnikiem, trochę jazdy pod prąd mniejszymi uliczkami oraz przejście przez tory kolejowe w miejscu niedozwolonym. Najważniejsze jest jednak to, że udaje mi się w końcu wydostać z miasta.

Przez Golub-Dobrzyń miałam tylko przelecieć, ale nie potrafię sobie odmówić krótkiej wizyty na rynku. A skoro już tu jestem, to może mała drożdżóweczka i lody? Popołudnie zrobiło się gorące.
Droga wojewódzka wiodąca do Brodnicy jest mało przyjemna. W mieście nie zatrzymuję się. Zaczynają się na dobre pagórki. Kolano jakoś nie protestuje. Strajkować za to zaczyna palec stopy. Blok jest ustawiony kompletnie inaczej niż dotychczas, więc w sumie nic dziwnego, że zaczęły się nowe dolegliwości...

Przed Lidzbarkiem zapalam lampki i ubieram się cieplej. Jeszcze trochę i nastanie noc. Wcale nie jestem zadowolona. Do Olsztyna jeszcze tak daleko! Przecież zupełnie nie tak miało być. Ta trasa miała pójść znacznie sprawniej - nic nie miało boleć! Jadąc myślę sobie o skróceniu trasy. Skoro nic się dziś nie składa, to może dojechać do Nidzicy i nocować w ogromnych lasach za miastem? A może zjechać np. do Działdowa i koleją ewakuować się do domu?

Wieczór przechodzi w noc. Nidzicę osiągam po ciemku. Nigdy nie byłam tu za dnia. Kompletnie nie potrafię sobie tego miasta wyobrazić inaczej jak tylko w ciemnościach nocy. Naturalne wydaje mi się również to, że miasto jest rozkopane. Czy tu w ogóle jest możliwe, by nie trafić na remont, zamkniętą drogę i objazd? Pierwszą zamkniętą ulicę trafiam od razu na początku, tuż po wjeździe do miasteczka. Próbuję to jakoś sforsować, ale gps pokazuje, że dalej jest rzeczka. Najpewniej most jest w remoncie. Postanawiam więc, że poszukam objazdu, ale najpierw wpadam na stację paliw wypić kawę. Dalsza jazda zapowiada się bardzo monotonnie: ciemno, ciemno, ciemno i... znowu ciemno. I tak przez jeszcze ok 50 km, więc kawa się przyda. Na stacji jest niesamowicie wesoło. Na cały głos puszczona jest muzyka, senność mija. Po wypiciu kawy ubieram na wiatrówkę kurtkę deszczową. Nie pada, ale jest tylko 13 stopni. Po całym dniu jazdy pod wiatr, zimno odczuwam dotkliwiej niż zwykle.



Wydostanie się z Nidzicy to koszmarek. Najpierw objazd do drugiego mostku na Nidzie, potem przejazd przez rynek. Po raz pierwszy widzę nidzicki rynek. Nawet fajny jest. A dalej... moja droga wylotowa na Olsztyn jest zamknięta. Nie bardzo da się to ominąć, trzeba sforsować. Szczęśliwie nie ma już żadnych rzeczek. Są za to grupki podpitych facetów. Siedzą na murkach, chodzą ulicami. Przez ten okropny remont i ulicę całą w piachu nie idzie się stąd szybko wydostać. Czuję się mało komfortowo. Nie mam ochoty mijać się w tym piachu z żadną z grupek. Chowam się więc za ścianą jednego z budynków i czekam aż rozkopana ulica zrobi się pusta. Trochę to trwa, ale w końcu udaje się. Wreszcie jest spokój.

Jakieś 10 km za Nidzicą zaczyna się zwarty kompleks leśny, który ciągnie się aż do Olsztyna. Tu jedzie się przyjemnie - jest spokojnie, prawie bez ruchu samochodowego. Mijam drogowskaz na Czarny Piec, Rączki i Moczysko. Jak zwykle wyłonił się z kompletnej ciemności. Chwilę później powiało chłodem - droga przykleiła się na około 6 km do jez. Omulew. Potem jeszcze na chwilę wjazd na DK 58. Kompletnie pustą o tej porze. Dalej ponad 20 km jazdy przez lasy. Las się kończy, zaczyna się Olsztyn. Robię fotkę na wjeździe do miasta i zawracam kawałek, by poszukać noclegu.

Nocleg jest zupełnie byle jaki. Jak to zwykle pod Olsztynem. Tym razem są to zarośla, do samego lasu nie sposób się wbić - tak gęsty jest. Nie mam już ochoty na szukanie czegoś lepszego. Z braku laku, dobry kit.


Mapa:



Zdjęcia

ciąg dalszy

Piątek

Piątek, 21 lipca 2017 Kategoria do 50
Km: 29.79 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 137m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum