Wpisy archiwalne w miesiącu
Grudzień, 2014
| Dystans całkowity: | 1535.68 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 23:27 |
| Średnia prędkość: | 25.14 km/h |
| Suma podjazdów: | 6096 m |
| Liczba aktywności: | 30 |
| Średnio na aktywność: | 51.19 km i 11h 43m |
| Więcej statystyk | |
Nic
Czwartek, 11 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 0.22 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Środa, 10 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 39.62 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 186m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano -4`C i częściowo szron na drogach. Na powrocie +1`C i trochę wiało.
Kotometria
Wtorek, 9 grudnia 2014 Kategoria Kotometria, do 50
| Km: | 40.12 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 158m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd pracowy, nic szczególnego.
Dziś mój kolega Roddos http://www.bikestats.pl/rowerzysta/RODDOS , w nawiązaniu do http://kot.bikestats.pl/1258030,25000-km.html,
wymyślił coś takiego:
"Proponuję wprowadzić nową jednostkę długości, mającą zastosowanie przy wskazywaniu rowerowych przebiegów.
Byłby to zatem 1 Kot (w skrócie 1 K), równy 25 000 km.
Dla większości dystans 1 K to tak ogromna jednostka, że mało kto się do tego osiągu zbliża. Ja na ten przykład za 2014r. mam zaledwie 0,64 K.
Można byłoby zatem pomyśleć o wprowadzeniu podwielokrotności Kota.
A więc taki decyKot (dK) oznaczałby 2 500 km, a cK (centyKot) 250 km.
Nadwielokrotności Kota (dajmy na to kiloKot – kK, czy megaKot – MK), to jednostki tak gigantyczne, że dla celów rowerowych nieużyteczne. Ale dla mierzenia odległości w kosmosie – kto wie…"
Prawda, że fajne? Mnie się podoba. A teraz zadanie domowe: siadamy i się uczymy podwielokrotności Kota :)).
A nadwielokrotności, które są zdecydowanie kosmiczne, uczy się tylko robert1973 :)
Dziś mój kolega Roddos http://www.bikestats.pl/rowerzysta/RODDOS , w nawiązaniu do http://kot.bikestats.pl/1258030,25000-km.html,
wymyślił coś takiego:
"Proponuję wprowadzić nową jednostkę długości, mającą zastosowanie przy wskazywaniu rowerowych przebiegów.
Byłby to zatem 1 Kot (w skrócie 1 K), równy 25 000 km.
Dla większości dystans 1 K to tak ogromna jednostka, że mało kto się do tego osiągu zbliża. Ja na ten przykład za 2014r. mam zaledwie 0,64 K.
Można byłoby zatem pomyśleć o wprowadzeniu podwielokrotności Kota.
A więc taki decyKot (dK) oznaczałby 2 500 km, a cK (centyKot) 250 km.
Nadwielokrotności Kota (dajmy na to kiloKot – kK, czy megaKot – MK), to jednostki tak gigantyczne, że dla celów rowerowych nieużyteczne. Ale dla mierzenia odległości w kosmosie – kto wie…"
Prawda, że fajne? Mnie się podoba. A teraz zadanie domowe: siadamy i się uczymy podwielokrotności Kota :)).
A nadwielokrotności, które są zdecydowanie kosmiczne, uczy się tylko robert1973 :)
Praca
Poniedziałek, 8 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 39.95 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 169m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
W drodze do pracy deszcz, wiatr w twarz i +2`C. Do tego nowy napęd działał jak automat, tzn. biegi zmieniały się same. Łańcuch wykazywał wesołą inwencję własną i skakał jak oszalały po kasecie. Dobrze, że jechałam w SPD, bo przy takim przeskakiwaniu oparcia w pedałach jednak nie ma i można walnąć zębami w kierownicę.
Na powrocie już dużo lepiej - bez deszczu i prawie bez wiatru. Widziałam nawet jakieś mdłe promyki słońca. Łańcuch nadal skakał i w związku z tym gdy wyprzedzałam ciągnik rolniczy duszę miałam na ramieniu.
Tyle dobrego na dzisiaj :).
Na powrocie już dużo lepiej - bez deszczu i prawie bez wiatru. Widziałam nawet jakieś mdłe promyki słońca. Łańcuch nadal skakał i w związku z tym gdy wyprzedzałam ciągnik rolniczy duszę miałam na ramieniu.
Tyle dobrego na dzisiaj :).
25.000 km
Niedziela, 7 grudnia 2014 Kategoria do 100
| Km: | 61.89 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 234m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Tak się złożyło, że
się udało :). Pogoda okazała się wyjątkowo łaskawa, a ja… potraktowałam ją niczym
cytrynę, którą wycisnęłam do cna. Po wczorajszym Gnieźnie do 25.0000 km
brakowało już tylko 51,95 km. Niczego wielkiego na dziś nie planowałam, miałam
natomiast ochotę napić się kawy w Pobiedziskach. Wczoraj kończąc trasę jechałam
obok tamtejszej cukierni. Nie miałam jednak zapięcia do roweru, musiałam się
więc obejść ze smakiem. Popatrzyłam tęsknym okiem przez szybkę na ludzi
kupujących ciastka, na stoliki, przy których można siąść z kawą i… pociągnęłam
kilka łyków zimnej wody z bidonu ;).
Bardzo wstępnie byłam umówiona na dziś po 11.00 w Pobiedziskach z rmk i Jurkiem57 (w zasadzie było to tylko luźne gadanie, że wszyscy planujemy dziś tam być w mniej więcej tym samym czasie). W Pobiedziskach jestem o 11.20. Chłopaków nie ma, jadę więc kawałek za miasto. Gdy wracam na rynek, nadal ich nie ma. Przypinam rower i wchodzę do cukierni. Zamawiam kawę i ciastko. Jaka to miła świadomość – siedzieć tak sobie i wiedzieć, że wystarczy już tylko wrócić do domu i będzie 25.000km. Piję i jem bez pośpiechu. Wychodzę z cukierni równo o 12.00 (z chłopakami nie udaje mi się spotkać). Po drodze do domu jeszcze odbicie w bok (ładna, boczna droga – dawno mnie tam nie było). W międzyczasie wybija 25.000km. Ale radość! Jeszcze kilka dni temu zupełnie nie wierzyłam, że to się uda i podchodziłam do sprawy z dużą pokorą. A tu proszę – jednak!
Teraz może sobie spaść śnieg ;).
Bardzo wstępnie byłam umówiona na dziś po 11.00 w Pobiedziskach z rmk i Jurkiem57 (w zasadzie było to tylko luźne gadanie, że wszyscy planujemy dziś tam być w mniej więcej tym samym czasie). W Pobiedziskach jestem o 11.20. Chłopaków nie ma, jadę więc kawałek za miasto. Gdy wracam na rynek, nadal ich nie ma. Przypinam rower i wchodzę do cukierni. Zamawiam kawę i ciastko. Jaka to miła świadomość – siedzieć tak sobie i wiedzieć, że wystarczy już tylko wrócić do domu i będzie 25.000km. Piję i jem bez pośpiechu. Wychodzę z cukierni równo o 12.00 (z chłopakami nie udaje mi się spotkać). Po drodze do domu jeszcze odbicie w bok (ładna, boczna droga – dawno mnie tam nie było). W międzyczasie wybija 25.000km. Ale radość! Jeszcze kilka dni temu zupełnie nie wierzyłam, że to się uda i podchodziłam do sprawy z dużą pokorą. A tu proszę – jednak!
Teraz może sobie spaść śnieg ;).
Grudniowe Gniezno
Sobota, 6 grudnia 2014 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
| Km: | 120.57 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 376m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mój poranek (wcale
nie wczesny): herbata, radio, Internet, gazeta, a na talerzyku kanapka z serem
pleśniowym. Jak dobrze, że kanapka, a nie surowe, ociekające krwią mięso! Sen o
surowym mięsie męczył mnie dziś w nocy. To był jeden z tych snów, które nie
dają za wygraną nawet wtedy, gdy człowiek się na chwilę wybudzi. Całą noc
spędziłam na wystawnym przyjęciu jedząc surowe mięso i na ustach mając pełno
krwi. Na szczęście to był tylko sen.
Bo pogoda taka ładna!
Po śniadaniu kawa i czekolada. Czas jakoś tak ucieka przez palce. Szperam po Sieci, ale to dalsze marnowanie czasu. Spoglądam na zegarek. Żadnego planu na dziś. Trasa? Jaka trasa? No tak, można gdzieś pojechać. Choćby na chwilę. Bo pogoda taka ładna! Mgła, +3`C, bezwietrznie. Jak na grudzień – świetnie. Do 25.000 km jeszcze trochę mi brakuje. Jeśli chcę mieć taki przebieg w tym roku, to właśnie teraz muszę się postarać. Wspominam dzień wczorajszy: do pracy po oszronionej drodze, śliski zjazd przed pracą, marznący deszczyk po pracy. Żarty się skończyły, zima lada moment zaatakuje i będzie dla mnie po zawodach.
Schować się
Szukając inspiracji przeglądam…. własnego bikeloga ;). A może by tak do Gniezna? Taką trasę zrobiłam latem. Nic wielkiego, 120km. Szybko się szykuję do drogi i ruszam. Latem było inaczej, przyjemniej. Tamten dzień był tak gorący, że ludzie mdleli na półmaratonie biegowym, który trafiłam na trasie. Nad jeziorami było pełno ludzi. Moczyłam swoją koszulkę w zimnej wodzie. (Wtedy było tak: http://kot.bikestats.pl/1189235,Gniezno.html). Teraz jest chłodno i jestem porządnie opatulona. Panuje ziąb, powietrze stoi i przesycone jest zapachem dymu z kominów. No tak, ludzie jednak wolą schować się w cieple, zamiast wyjść z domu. Jedzie mi się bardzo dobrze i gdyby nie to, że co chwilę wypinają mi się buty z pedałów, to mogłabym pocisnąć nieco mocniej, a tak muszę jednak uważać. Każde szarpnięcie to wyrwana z pedału stopa. Raz lewa, raz prawa.
Ostrzeżenie
Podczas tej wycieczki na ulicach mijanych miejscowości widzę pojedyncze osoby. Każdy szybko przemyka. Przemykam i ja. Teraz jestem w Kiszkowie, chwilę później w Kłecku i w końcu w Gnieźnie. Tu też nie bawię długo. Jadę pod katedrę, wcinam kawałek batonika i uciekam stąd. Dym. Od tego dymu boli mnie głowa. Zupełnie zapomniałam o ostrzeżeniu na dziś, że w stojącym nieruchomo powietrzu jest wysokie zapylenie. Może lepiej jednak było zostać w domu…. Z bolącą głową jadę do domu.
Grudniowe dni
W Czerniejewie podjeżdżam pod pałac. A tu brama zamknięta. Brama częściowo zasłonięta blachą falistą. A na ziemi pełno zniczy… ależ ktoś musiał mocno walnąć! Ktoś zakończył swoją podróż właśnie tu, definitywnie… (http://gniezno112.pl/czerniejewo-uderzyl-w-mur-pal...).
Końcówka wycieczki już w szarówce, a ostatnie kilometry po ciemku. Krótkie są grudniowe dni.
Mapa:Bo pogoda taka ładna!
Po śniadaniu kawa i czekolada. Czas jakoś tak ucieka przez palce. Szperam po Sieci, ale to dalsze marnowanie czasu. Spoglądam na zegarek. Żadnego planu na dziś. Trasa? Jaka trasa? No tak, można gdzieś pojechać. Choćby na chwilę. Bo pogoda taka ładna! Mgła, +3`C, bezwietrznie. Jak na grudzień – świetnie. Do 25.000 km jeszcze trochę mi brakuje. Jeśli chcę mieć taki przebieg w tym roku, to właśnie teraz muszę się postarać. Wspominam dzień wczorajszy: do pracy po oszronionej drodze, śliski zjazd przed pracą, marznący deszczyk po pracy. Żarty się skończyły, zima lada moment zaatakuje i będzie dla mnie po zawodach.
Schować się
Szukając inspiracji przeglądam…. własnego bikeloga ;). A może by tak do Gniezna? Taką trasę zrobiłam latem. Nic wielkiego, 120km. Szybko się szykuję do drogi i ruszam. Latem było inaczej, przyjemniej. Tamten dzień był tak gorący, że ludzie mdleli na półmaratonie biegowym, który trafiłam na trasie. Nad jeziorami było pełno ludzi. Moczyłam swoją koszulkę w zimnej wodzie. (Wtedy było tak: http://kot.bikestats.pl/1189235,Gniezno.html). Teraz jest chłodno i jestem porządnie opatulona. Panuje ziąb, powietrze stoi i przesycone jest zapachem dymu z kominów. No tak, ludzie jednak wolą schować się w cieple, zamiast wyjść z domu. Jedzie mi się bardzo dobrze i gdyby nie to, że co chwilę wypinają mi się buty z pedałów, to mogłabym pocisnąć nieco mocniej, a tak muszę jednak uważać. Każde szarpnięcie to wyrwana z pedału stopa. Raz lewa, raz prawa.
Ostrzeżenie
Podczas tej wycieczki na ulicach mijanych miejscowości widzę pojedyncze osoby. Każdy szybko przemyka. Przemykam i ja. Teraz jestem w Kiszkowie, chwilę później w Kłecku i w końcu w Gnieźnie. Tu też nie bawię długo. Jadę pod katedrę, wcinam kawałek batonika i uciekam stąd. Dym. Od tego dymu boli mnie głowa. Zupełnie zapomniałam o ostrzeżeniu na dziś, że w stojącym nieruchomo powietrzu jest wysokie zapylenie. Może lepiej jednak było zostać w domu…. Z bolącą głową jadę do domu.
Grudniowe dni
W Czerniejewie podjeżdżam pod pałac. A tu brama zamknięta. Brama częściowo zasłonięta blachą falistą. A na ziemi pełno zniczy… ależ ktoś musiał mocno walnąć! Ktoś zakończył swoją podróż właśnie tu, definitywnie… (http://gniezno112.pl/czerniejewo-uderzyl-w-mur-pal...).
Końcówka wycieczki już w szarówce, a ostatnie kilometry po ciemku. Krótkie są grudniowe dni.
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Praca
Piątek, 5 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 35.75 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 161m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
"Mnie już nie ma" - w tych słowach zawiera się cały dzisiejszy dzień.
Umarł Król.... niech żyje Król.
Umarł Król.... niech żyje Król.
Praca
Czwartek, 4 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 43.80 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 175m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Do osiągnięcia 25.000km brakuje mi jeszcze 208,27km. Po pracy pokręciłam się po okolicy. Nic ciekawego. Na moich oczach zaszło słońce, nastał wieczór, na niebie pojawił się księżyc, zrobiło się ciemno....
Pojechałam ten kawałek dalej tylko dlatego, że... nie wierzę w te 25.000km. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli nagle chwyci duży mróz albo spadnie śnieg, to te 208,27km będą dla mnie nie-do-prze-je-cha-nia.
A przecież 208,27 w normalnych warunkach to nic wielkiego. Aby je mieć nie trzeba jechać ani do Krakowa, ani do Warszawy, ani do Ełku. Wystarczy pojechać do Choszczna.
A Wy? Czy wierzycie we mnie?
A Ty? Wierzysz?
Pojechałam ten kawałek dalej tylko dlatego, że... nie wierzę w te 25.000km. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli nagle chwyci duży mróz albo spadnie śnieg, to te 208,27km będą dla mnie nie-do-prze-je-cha-nia.
A przecież 208,27 w normalnych warunkach to nic wielkiego. Aby je mieć nie trzeba jechać ani do Krakowa, ani do Warszawy, ani do Ełku. Wystarczy pojechać do Choszczna.
A Wy? Czy wierzycie we mnie?
A Ty? Wierzysz?
Praca
Środa, 3 grudnia 2014 Kategoria do 50
| Km: | 39.44 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 167m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na dojeździe -2, na powrocie 0. Wiatr znacznie mniejszy niż ostatnio. Ocieplenie?
Ostatnio czuję się jakaś taka zmęczona. Ciągle mi się chce spać. Gdy dziś rano, o 5.25, zadzwonił budzik, to prawie się rozpłakałam z żałości, że muszę wstać. Bliska byłam wzięcia dnia urlopu tylko po to by SPAĆ. Obudziłam się na trochę podczas jazdy do pracy, ale gdy tylko weszłam do ciepłego, to znowu mnie zmogła senność.
Ja chcę wiosnę!!! Żeby dzień był długi i żeby było ciepło!
Ostatnio czuję się jakaś taka zmęczona. Ciągle mi się chce spać. Gdy dziś rano, o 5.25, zadzwonił budzik, to prawie się rozpłakałam z żałości, że muszę wstać. Bliska byłam wzięcia dnia urlopu tylko po to by SPAĆ. Obudziłam się na trochę podczas jazdy do pracy, ale gdy tylko weszłam do ciepłego, to znowu mnie zmogła senność.
Ja chcę wiosnę!!! Żeby dzień był długi i żeby było ciepło!





