Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2022

Dystans całkowity:645.60 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:32:18
Średnia prędkość:19.93 km/h
Suma podjazdów:3204 m
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:129.12 km i 8h 04m
Więcej statystyk

Świętokrzyskie_4

Poniedziałek, 31 października 2022 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 121.60 Km teren: 0.00 Czas: 06:46 km/h: 17.97
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 805m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Na dziś trasa krótsza, bo to dzień powrotu do domu. Przyznaję, że przyłożyłam się do planowania tej trasy tylko do gminy Smyków, a więc do 75 km. Dalsze planowanie, to już był po prostu dojazd do stacji kolejowej Włoszczowa Północ przez gminy, na terenie których byłam już kiedyś rowerem. No i niestety tą niedbałość w planowaniu drugiej części trasy odczułam.
Pierwsze 75 km było fajne. Poranek trafił się mglisty i słoneczny jednocześnie, a do tego zimny. Drogi były dobre, no i atrakcje, zwłaszcza zamek w Chęcinach i ładny chęciński rynek. W kawiarni przy zamku skusiłam się nawet na kawę i coś słodkiego.

















W drugiej części miałam głównie mocno obciążone ruchem szosy wojewódzkie. A z racji poniedziałku przed dniem Wszystkich Świętych, ruch był już zarówno świąteczny, jak i jeszcze roboczy. Nic przyjemnego. Jakoś przetrwałam. We Włoszczowie nie znalazłam żadnej godnej uwagi restauracji. Pierogarnia zamknięta, pizzeria też. Zostały jakieś kebaby, które mnie zupełnie nie przekonują. Żałowałam w tej sytuacji, że nie mam ze sobą dodatkowego liofa, w końcu było trochę czasu i miejsca, by zagotować wodę.







Zaliczone gminy: Morawica, Tokarnia, Chęciny, Sitkówka-Nowiny, Piekoszów, Strawczyn, Miedziana Góra, Mniów, Smyków.

Świętokrzyskie_3

Niedziela, 30 października 2022 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 140.90 Km teren: 0.00 Czas: 07:46 km/h: 18.14
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1333m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Był to dziwny poranek. Budzik zadzwonił, gdy jeszcze było ciemno, zgodnie z planem. A potem, niezgodnie z planem, zaczął padać deszcz. Sprawdziłam sytuację na mapie radarowej i uznałam, że warto to przeczekać. W ten sposób miałam dodatkową godzinę leżenia oraz... godzinę mniej czasu na jazdę. Nie lubię zaliczania gmin po ciemku, gdyż zaliczam po to by coś widzieć, a nie by nudzić się w ciemnościach i wyobrażać sobie widoki. Od początku zatem wiedziałam, że jeśli chcę zrobić zaplanowaną trasę, to wobec krótkiego dnia, nie mam czasu na obijanie się, ani na dodatkowe atrakcje.



Po deszczu poranek niestety jest mglisty, a na niebie wisi dużo niskich chmur, które skutecznie zasłaniają widoki na okoliczne wzgórza. Wjeżdżam na moment do Świętokrzyskiego Parku Narodowego i od razu myślę sobie, że fajniej by tu było być pieszo, a nie tak tylko na chwilę, rowerem. Początek trasy jest mocno pagórkowaty i bardzo żałuję, że akurat trafiła się taka pogoda! Z widoków nici. Pierwszą przerwę robię około 50 km trasy, na Orlenie w Łagowie. Kawa i zapiekanka są w sumie przy okazji. Głównym celem było uzupełnienie benzyny w butli od kuchenki, by wieczorem móc zagotować wodę na obiad, a rano na kawę.









Potem mijam tereny kopalniane. Przed jednym ze zjazdów przy kopalni spotykam starszą kobietę. Robię akurat zdjęcia i zaczynamy rozmowę. Lubię takie spotkania na trasie.
Dzień kończę w lesie, w okolicach Pierzchnicy. Uczucia mam mieszane. Z jednej strony mogę być zadowolona, gdyż przejechałam całą trasę na dziś zgodnie z planem, przed ciemnością. Z drugiej czuję niedosyt. Dzień jest już chyba zbyt krótki, by robić trasy tej długości w nowym terenie. W końcu nie o dystans tu chodzi, a nowe miejsca i czas, by je lepiej poznać.















Zaliczone gminy: Bieliny, Łagów, Baćkowice, Iwaniska, Bogoria, Pierzchnica.

Ciąg dalszy

Świętokrzyskie_2

Sobota, 29 października 2022 Kategoria do 150
Km: 141.30 Km teren: 0.00 Czas: 07:30 km/h: 18.84
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1066m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Budzik zadzwonił, gdy jeszcze było ciemno. Snu miałam zatem niewiele, no ale inaczej się nie dało. Do Drzewicy w końcu przyjechałam blisko północy a mimo, że to ostatnie dni października, nadal jest ciepło i w lasach już od wczesnego poranka można się spodziewać grzybiarzy. A przecież nie chcę gości na noclegu. Na samym początku dnia odwiedzam zamek w Drzewicy. Jest szaro i zamek robi raczej posępne wrażenie. Trasa, jak to podczas zaliczania gmin, mocno kluczy, w krótkim czasie przeskakuję pomiędzy aż trzema województwami: łódzkim, mazowieckim i świętokrzyskim. Jest pagórkowato, ale nie przeszkadza mi to, jedzie się przyjemnie.



Jadąc podziwiam drewniane domki. Wyglądają one świetnie, a często przy nich rosną piękne kwiaty. Często również widzę ścisłe połączenie starej, drewnianej architektury, z tą nowoczesną, gdy na jednym podwórku tuż obok siebie stoją stary, drewniany domek i okazały murowany dom.



Po 77 km jazdy docieram do Szydłowca. W mieście tym odwiedzam zamek oraz rynek z pięknym ratuszem. Z tablicy informacyjnej dowiaduję się, że z ratuszowej wieży rozpościera się piękny widok na miasto. Niestety jest zamknięte i nie mogę tam wejść.





Kawałek za Szydłowcem mijam festyn i ubrane w ludowe stroje panie. Wyglądają niesamowicie w tych kolorowych sukniach. Zatrzymuję się i pytam, czy mogę im zrobić zdjęcie. One się zgadzają i dzięki temu mam kilka fajnych zdjęć.





Mniej więcej 8 km przed Suchedniowem mam wypadek - kolizję z inną cyklistką. Było akurat w dół. Zabrałam się za wyprzedzanie jej, z zachowaniem dobrej odległości. Nie na gazetę, jak czasem potrafią się wyprzedzać rowerzyści. Kiedy byłam na jej wysokości, ona nagle, bez żadnego znaku, ostrzeżenia zaczęła skręcać w lewo. Wprost we mnie. W ułamku sekundy zdecydowałam, że mniejsze szkody będą jeśli przyspieszę, zamiast hamować. Zdążyłam jeszcze krzyknąć "kurwa, nieeee!" i spotkałyśmy się. Ona zaliczyła  solidną glebę uderzając mnie w udo i tylne koło roweru. Ja, będąc w pędzie, utrzymałam rower. Oczywiście natychmiast do niej zawróciłam, bo gleba nastąpiła dokładnie na środku drogi i leżenie tam nie było zbyt bezpieczne. Na szczęście wstała o własnych siłach, podniosła buta, który jej spadł ze stopy podczas upadku. Chyba z 5 razy pytałam ją, czy na pewno wszystko ok. Twierdziła, że tak, choć wyglądała na lekko wystraszoną całym tym zdarzeniem. W sumie ja też byłam.

A potem było jeszcze więcej górek. Za którąś z kolejnych, schowaną w lesie, rozbiłam namiot, kończąc ten dzień.











Zaliczone gminy: Gielniów, Gowarczów, Wieniawa, Szydłowiec, Jastrząb, Mirów, Skarżysko Kościelne, Łączna.

Ciąg dalszy

Świętokrzyskie_1

Piątek, 28 października 2022
Km: 1.80 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Było porządnie po 23.00, a raczej zbliżała się już północ, gdy wysiadłam z pociągu w Drzewicy. Późno, ale na ten wieczór / noc nie miałam żadnych planów, poza tym, by wjechać w jakiś przyjemny las i iść spać. Plan ten zrealizowałam bardzo szybko. Rowerem przejechałam niespełna 2 km.





Zaliczone gminy: Drzewica.

Ciąg dalszy

Żeglując z wiatrem do Łodzi

Niedziela, 9 października 2022
Km: 240.00 Km teren: 0.00 Czas: 10:16 km/h: 23.38
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
I było tak jak w tytule - pożeglowałam z wiatrem do Łodzi.
Wyjazd odbył się bez większego planu i przygotowania. Tak jakoś w sobotę wieczorem, siedząc w fotelu, pomyślałam, że może gdzieś się przejadę. Naprędce skleciłam trasę i spakowałam kilka drobiazgów na rower. Nie miałam nawet biletu na powrót. Optymistycznie i nieco beztrosko założyłam, że jak już dojadę, to jakoś przecież wrócę.
W niedzielę wyjechałam, gdy jeszcze było ciemno. Nie pamiętam godziny, ale ruszenie przed wschodem słońca w październiku nie jest jakimś wielkim wyczynem, gdyż dzień wstaje późno.



Początek nudny. Nie dość, że ciemno, to w dodatku droga krajowa nr 92. Droga ta nudna jest za dnia, a co dopiero po ciemku! Jedyne, co zaskakuje (w niestety nieprzyjemny sposób), to dość duży ruch. O tak wczesnej porze i w dodatku w niedzielę, zupełnie się tego nie spodziewałam. Na szczęście droga ta na początku była mi dwupasmówką, a potem miała szerokie pobocze, więc nie było aż tak beznadziejnie.





Swoje się wynudziłam i wstało słońce. Z krajówki zjechałam szybko, bo już po 37 km - we Wrześni. Dalsza trasa była już znacznie przyjemniejsza mimo, że po pięknym wschodzie słońca nastał zwykły, szary dzień. Za to wiało w plecy, zgodnie z oczekiwaniami. Żeglowałam sobie więc do tej Łodzi zupełnie bez wysiłku. Słońce przebiło się przez chmury dopiero nad Jeziorskiem. Widok był doprawdy piękny.



Na 180 km trasy dogoniłam szosowca. Mijając go rzuciłam krótkie "hej!" i to było wszystko, co do niego powiedziałam. No i nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie to, że kolejne 33 km spędziliśmy jadąc razem! Ów szosowiec siadł mi na kole i mniej lub bardziej efektywnie się wiózł. Kiedy tylko zauważałam, że próbuje wychodzić do przodu, dociskałam mocniej. Nie przeszkadzało mi, że się wiezie, jednak skoro wyjechałam z domu sama, to nie miałam ochoty podczas jazdy oglądać czyichś pleców, a raczej szerokie widoki, jakie oferowała ta trasa.
Kolega najwyraźniej szybko pojął moje intencje i nie trzeba było do tego żadnych słów. Po tych 33 km, również bez słów, w którymś momencie skręcił w prawo, tam gdzie ja odbijałam w lewo.

W samej Łodzi nastąpiło czyste szaleństwo. Teoretycznie miałam wracać z Łodzi Fabrycznej (o której wiele dobrego słyszałam, a na której nigdy nie byłam!). No ale dostałam z domu informację, że powinnam zdążyć na wcześniejszy pociąg. Tyle, że z Łodzi Kaliskiej. Nie miałam wgranej w GPS trasy do Kaliskiej, a będąc na styk z czasem, gnałam głównymi ulicami, zgodnie ze znakami drogowymi kierującymi na dworzec. Nie pamiętam, kiedy ostatnio aż tak wielu kierowców trąbiło na mnie, gdy jechałam rowerem. Pewnie nie byli zadowoleni z tego, że jadę ulicami.

Na Kaliską wpadłam równo 3 minuty po odjeździe tego wcześniejszego pociągu. W tej sytuacji pojechałam (już zupełnie spokojnie) na słynną ul. Piotrkowską, a potem na Łódź Fabryczną. Dworzec ten faktycznie jest niesamowity!








kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum