Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2018
| Dystans całkowity: | 1151.79 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Suma podjazdów: | 7512 m |
| Liczba aktywności: | 24 |
| Średnio na aktywność: | 47.99 km |
| Więcej statystyk | |
Nic
Piątek, 4 maja 2018 Kategoria do 50
| Km: | 27.80 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 193m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kraków
Czwartek, 3 maja 2018 Kategoria do 100, Kocia czytelnia, Kot w wielkim mieście
| Km: | 74.55 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 172m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kiedy byłam już utwierdzona w przekonaniu, że nie lubię Małopolski, ta rzuciła mi pod koła najpiękniejszy las, jaki kiedykolwiek widziałam.

Od rana spędziłam jakieś pół godziny na robieniu zdjęć. Żadne nie oddaje tego niesamowitego piękna.

Dalej Małopolska również mile mnie zaskoczyła, zacierając wczorajszy niesmak. Wjechałam na Wiślaną Trasę Rowerową. Od Nowego Brzeska naście kilometrów asfaltowego dywanika na wiślanym wale. Potem jeszcze kawałek tą trasą o nawierzchni gruntowej (w budowie). Aż w końcu wyjazd na szosę. Udało mi się chyba dobrze zaplanować wjazd do Krakowa, bo mijałam całe grupy cyklistów i ruch samochodowy był mały.

Blisko Krakowa trafiały się i takie widoki:

W Krakowie:

Kraków

Wawel

Zaliczone gminy: Niepołomice.

Od rana spędziłam jakieś pół godziny na robieniu zdjęć. Żadne nie oddaje tego niesamowitego piękna.

Dalej Małopolska również mile mnie zaskoczyła, zacierając wczorajszy niesmak. Wjechałam na Wiślaną Trasę Rowerową. Od Nowego Brzeska naście kilometrów asfaltowego dywanika na wiślanym wale. Potem jeszcze kawałek tą trasą o nawierzchni gruntowej (w budowie). Aż w końcu wyjazd na szosę. Udało mi się chyba dobrze zaplanować wjazd do Krakowa, bo mijałam całe grupy cyklistów i ruch samochodowy był mały.

Blisko Krakowa trafiały się i takie widoki:

W Krakowie:

Kraków

Wawel

Zaliczone gminy: Niepołomice.
Podsumowanie:
Na majówkę miałam nie jechać. Tak się jednak złożyło, że miałam aż 3 dni tylko dla siebie. Trasę zaplanowałam na szybko, bez większego zastanawiania się, bez gminnej optymalizacji. Brałam pod uwagę przede wszystkim kryterium pogodowe (nie miałam ochoty przez 3 dni marznąć i moknąć). W drugiej kolejności szukałam atrakcji i jedyne co mi przyszło go głowy, to szlak Orlich Gniazd. Zupełnie nie miałam czasu na wczytywanie się, czy ten szlak w całości jest szosowy, więc naprędce skleciłam własną, szosową trasę, oczywiście bez dróg krajowych.
Na resztę trasy - po Orlich Gniazdach - zupełnie nie miałam pomysłu, więc zrobiłam łuk w okolicy Krakowa. Drogi wojewódzkie, które na tym łuku się pojawiły były niestety paskudne do jazdy rowerem. Drugiego dnia jazdy miałam dużo ruchliwych szos, których szybko miałam dość. Dużo czasu spędziłam na przystankach autobusowych. Siedziałam tak sobie... bo nie miałam ochoty jechać. Wkurzał mnie okropnie cały ten uliczny smród i hałas. Dzień sobie uciekał, a ja prawie stałam w miejscu.
Kiedy już doszłam do wniosku, że serdecznie nie lubię Małopolski i mocno zmodyfikowałam trasę, trafiłam w miejsce wyjątkowej urody - do Puszczy Niepołomickiej. W tak wspaniałym lesie nie byłam nigdy wcześniej. Jadąc tamtędy wieczorem, dnia drugiego i słysząc pohukiwanie sów, czułam się więcej niż zachęcona, by wejść w ten las na nocleg. Noc była wspaniała. Sowy. I kompletna, nieprzenikniona ciemność. Rankiem na biwaku spędziłam aż 2 godziny, z czego dobre 30 minut chodziłam po tym lesie, robiąc zdjęcia. Zaczarowane miejsce. Żal było wychodzić i jechać dalej.
Dalsza droga to była Wiślana Trasa Rowerowa. Trafiłam na nią przypadkiem: wąski asfaltowy dywanik biegnący rzecznym wałem. Łącznie WTRem przejechałam 15 km, z czego niewielka część miała nawierzchnię gruntową (szlak jest cały czas w budowie). Dojazd do Krakowa przyjemny - bocznymi drogami. A samo miasto? Cóż, przyznaję, że gubiłam się. W ścisłym centrum tłum ludzi, w dodatku dzień zrobił się skwarny. Ze 2-3 godziny kręciłam się po centrum. Próbowałam zjeść jakiś obiad w którymś z licznych ogródków, ale... nie udało się. Na zewnątrz ponoć nie można ustawiać rowerów i przypinać do ogrodzenia, bo straż miejska wlepia za to mandaty. Do ogródka z rowerem nie sposób było się wcisnąć.
W tej sytuacji, jedyne co dałam radę kupić i zjeść - będąc z rowerem - to były lody. Zjadałam łącznie aż 6 gałek lodów, w ramach obiadu. W pociągu powrotnym, ścisk. Dużo ludzi, mimo środka majówki. Na szczęście miałam miejscówkę i na szczęście działała klimatyzacja. A w Poznaniu - inny świat. Czułam się trochę tak, jakby ktoś z hiszpańskiego lata wrzucił mnie w lato norweskie. Kraków żegnałam w upale, Poznań natomiast powitał mnie chłodem i padającym deszczem.
TrasaNa majówkę miałam nie jechać. Tak się jednak złożyło, że miałam aż 3 dni tylko dla siebie. Trasę zaplanowałam na szybko, bez większego zastanawiania się, bez gminnej optymalizacji. Brałam pod uwagę przede wszystkim kryterium pogodowe (nie miałam ochoty przez 3 dni marznąć i moknąć). W drugiej kolejności szukałam atrakcji i jedyne co mi przyszło go głowy, to szlak Orlich Gniazd. Zupełnie nie miałam czasu na wczytywanie się, czy ten szlak w całości jest szosowy, więc naprędce skleciłam własną, szosową trasę, oczywiście bez dróg krajowych.
Na resztę trasy - po Orlich Gniazdach - zupełnie nie miałam pomysłu, więc zrobiłam łuk w okolicy Krakowa. Drogi wojewódzkie, które na tym łuku się pojawiły były niestety paskudne do jazdy rowerem. Drugiego dnia jazdy miałam dużo ruchliwych szos, których szybko miałam dość. Dużo czasu spędziłam na przystankach autobusowych. Siedziałam tak sobie... bo nie miałam ochoty jechać. Wkurzał mnie okropnie cały ten uliczny smród i hałas. Dzień sobie uciekał, a ja prawie stałam w miejscu.
Kiedy już doszłam do wniosku, że serdecznie nie lubię Małopolski i mocno zmodyfikowałam trasę, trafiłam w miejsce wyjątkowej urody - do Puszczy Niepołomickiej. W tak wspaniałym lesie nie byłam nigdy wcześniej. Jadąc tamtędy wieczorem, dnia drugiego i słysząc pohukiwanie sów, czułam się więcej niż zachęcona, by wejść w ten las na nocleg. Noc była wspaniała. Sowy. I kompletna, nieprzenikniona ciemność. Rankiem na biwaku spędziłam aż 2 godziny, z czego dobre 30 minut chodziłam po tym lesie, robiąc zdjęcia. Zaczarowane miejsce. Żal było wychodzić i jechać dalej.
Dalsza droga to była Wiślana Trasa Rowerowa. Trafiłam na nią przypadkiem: wąski asfaltowy dywanik biegnący rzecznym wałem. Łącznie WTRem przejechałam 15 km, z czego niewielka część miała nawierzchnię gruntową (szlak jest cały czas w budowie). Dojazd do Krakowa przyjemny - bocznymi drogami. A samo miasto? Cóż, przyznaję, że gubiłam się. W ścisłym centrum tłum ludzi, w dodatku dzień zrobił się skwarny. Ze 2-3 godziny kręciłam się po centrum. Próbowałam zjeść jakiś obiad w którymś z licznych ogródków, ale... nie udało się. Na zewnątrz ponoć nie można ustawiać rowerów i przypinać do ogrodzenia, bo straż miejska wlepia za to mandaty. Do ogródka z rowerem nie sposób było się wcisnąć.
W tej sytuacji, jedyne co dałam radę kupić i zjeść - będąc z rowerem - to były lody. Zjadałam łącznie aż 6 gałek lodów, w ramach obiadu. W pociągu powrotnym, ścisk. Dużo ludzi, mimo środka majówki. Na szczęście miałam miejscówkę i na szczęście działała klimatyzacja. A w Poznaniu - inny świat. Czułam się trochę tak, jakby ktoś z hiszpańskiego lata wrzucił mnie w lato norweskie. Kraków żegnałam w upale, Poznań natomiast powitał mnie chłodem i padającym deszczem.
Małopolska
Środa, 2 maja 2018 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
| Km: | 129.50 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 1446m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Olkusz. Dojazd do miasta był nieprzyjemny. Drogi z dużym ruchem. Od rana brzydko: zimno i mżawka. Czas w Olkuszu spędziłam przede wszystkim na zastanawianiu się, czy pada na tyle, by ubierać deszczówkę, czy jednak pozostać w wiatrówce. Deszczówka wygrała. Ale ostatecznie... to deszcz przegrał.

Ucieczka z Olkusza - każda droga jest dobra, by uciec od ruchliwej wylotówki z Olkusza - także ta, gruntowa. A... szlak czerwony by to wszystko trafił! ;)

Rabsztyn - z oddali ten zamek wygląda najładniej.

Tam się wgramolę - na majówkę pojechałam z niedziałającą przerzutką tylną. Tzn. działała tylko czasami - najczęściej wtedy, gdy zupełnie się nie spodziewałam, że zadziała. To nie była kwestia zwykłej regulacji. Coś się blokowało w manetce. Na górkach było wesoło, ale wpychu żadnego nie zaliczyłam. Wszystko w siodle.

Okienna wiosna.

Błękitny Ojców.

Kościółek na wodzie, Ojców. Cały czas jest zimno, od czasu do czasu leci mżawka.

Ruiny zamku w Ojcowie.

W Pieskowej Skale.

Dolina Prądnika, zaczęło wychodzić słońce.

Patchwork. W Naramie czekał ostry podjazd. Jak już wrzuciłam młynek, to nie mogłam z niego wyjść prawie do końca dnia. Manetka oszalała i kompletnie odmówiła współpracy. na szczęście działała przerzutka przednia.

Proszowice - siedząc tu, na ryneczku, doszłam do wniosku, że nie lubię roweru, a dokładniej Małopolski na rowerze. Droga nr 776 z dużym ruchem i brakiem pobocza była tak koszmarna, że skłoniła mnie do znacznej zmiany planów.

Wisła, Nowe Brzesko - most był bardzo wąski, ruch mógł się odbywać tylko w jedną stronę - na zmianę.

Zaliczone gminy: Sułoszowa, Iwanowice, Michałowice, Kocmyrzów-Luborzyca, Koniusza, Proszowice, Nowe Brzesko, Drwinia.
Ciąg dalszy
Trasa
Orle Gniazda
Wtorek, 1 maja 2018 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
| Km: | 134.60 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 1439m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Olsztyn, słońce Jury.

Zalew Porajski - tam gdzie jest dużo ludzi, nie może być fajnie.

Bobolice.

Mirów.

Morsko.

Na pagórku.

Smoleń.

Taka droga.

Nastrojowo.

Mój Pazurek!

Senny las.

Zaliczone gminy: Myszków.
Ciąg dalszy
Trasa

Zalew Porajski - tam gdzie jest dużo ludzi, nie może być fajnie.

Bobolice.

Mirów.

Morsko.

Na pagórku.

Smoleń.

Taka droga.

Nastrojowo.

Mój Pazurek!

Senny las.

Zaliczone gminy: Myszków.
Ciąg dalszy
Trasa





