Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2015
| Dystans całkowity: | 2887.09 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 86:44 |
| Średnia prędkość: | 23.01 km/h |
| Suma podjazdów: | 12733 m |
| Liczba aktywności: | 30 |
| Średnio na aktywność: | 96.24 km i 10h 50m |
| Więcej statystyk | |
Do Olsztyna
Niedziela, 10 maja 2015 Kategoria do 150
Uczestnicy
| Km: | 132.27 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:55 | km/h: | 22.36 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 696m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miało padać, a tu piękna pogoda. Idziemy na śniadanie.
Wszystko pozamykane, ale trafia się jeden czynny lokal. Krynica Morska –
niedziela – wcześnie rano. Pierwsze śniadanie i drugie śniadanie.
Idziemy na prom do Fromborka. Rejs trwa grubo ponad godzinę. Raz, że jest to wycieczka, dwa – są tu mielizny, które trzeba ominąć. I pogoda zmienia się z chwili na chwilę. W oddali widać, że nad Krynicą już sino. My gdzieś na środku Zalewu Wiślanego. Chmura goni. Zaczyna padać. Wychodzimy z promu w strugach deszczu. Robimy fotki katedry i mkniemy do sklepu po foliówki na buty.
Nie pada długo. To przelotny deszcz. Pogoda jest dynamiczna. Pada jeszcze kilka razy. Ciemne chmury tańczą po niebie, które czasem jest błękitne.
Droga do Olsztyna widokowo jest wspaniała. Piękna. Moje oczy są najedzone tą drogą.

Sam Olsztyn to przebijanie się nieprzyjemną drogą i kostkowa droga dla rowerów. My asfaltem, a kierowcy wściekle trąbią. Ani oni przepisowo 50km/h. Ani my przepisowo ścieżką. Można nawzajem na siebie powarczeć. A jak można, to wzajemnie warczymy. Nieco.
Jedziemy koleją do Warszawy (do Poznania nic nie jedzie).
A potem czekam na dworcu centralnym w Warszawie aż półtorej godziny, odwiedzam McD.
O 23.30 siedzę w pociągu do Poznania. Ale pociąg nie rusza - jest opóźnienie.
Poznań – godzina 3.11 - niebo się przejaśnia, zaczyna się nowy dzień.
Dom – godzina 3.56.
Łóżko – 4.13. Zaraz trzeba będzie pójść do pracy.
Mapa:
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Idziemy na prom do Fromborka. Rejs trwa grubo ponad godzinę. Raz, że jest to wycieczka, dwa – są tu mielizny, które trzeba ominąć. I pogoda zmienia się z chwili na chwilę. W oddali widać, że nad Krynicą już sino. My gdzieś na środku Zalewu Wiślanego. Chmura goni. Zaczyna padać. Wychodzimy z promu w strugach deszczu. Robimy fotki katedry i mkniemy do sklepu po foliówki na buty.
Nie pada długo. To przelotny deszcz. Pogoda jest dynamiczna. Pada jeszcze kilka razy. Ciemne chmury tańczą po niebie, które czasem jest błękitne.
Droga do Olsztyna widokowo jest wspaniała. Piękna. Moje oczy są najedzone tą drogą.

Sam Olsztyn to przebijanie się nieprzyjemną drogą i kostkowa droga dla rowerów. My asfaltem, a kierowcy wściekle trąbią. Ani oni przepisowo 50km/h. Ani my przepisowo ścieżką. Można nawzajem na siebie powarczeć. A jak można, to wzajemnie warczymy. Nieco.
Jedziemy koleją do Warszawy (do Poznania nic nie jedzie).
A potem czekam na dworcu centralnym w Warszawie aż półtorej godziny, odwiedzam McD.
O 23.30 siedzę w pociągu do Poznania. Ale pociąg nie rusza - jest opóźnienie.
Poznań – godzina 3.11 - niebo się przejaśnia, zaczyna się nowy dzień.
Dom – godzina 3.56.
Łóżko – 4.13. Zaraz trzeba będzie pójść do pracy.
Mapa:
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Na rybę
Sobota, 9 maja 2015 Kategoria do 400, Kocia czytelnia, Kot w wielkim mieście
Uczestnicy
| Km: | 353.45 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 14:04 | km/h: | 25.13 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 1108m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Piątek, 21.05. Otwierają się drzwi pociągu, który właśnie
wjechał na dworzec centralny w Warszawie. Czeka tu na mnie Wilk.
Siekiera
Zaczynamy mocnym kawowym akcentem. I choć mocno, to jednak słodko: kawa-siekiera polana jest karmelem. Nocny wyjazd z Warszawy jest wredny. Jakieś remonty dróg. Nie zauważam, że asfalt płynnie przechodzi w grunt i ładuję się w to z pełnym impetem. Tętno mi skacze, ale nie zaliczam gleby. Potem drogowo jest już o niebo lepiej.
To jest dom?
Około 2 w nocy. Ciechanów. Ale zimno! Za zimno. Ładny ryneczek w tej sytuacji nie cieszy. Cieszy za to dworzec kolejowy. Otwarty! Jak słodko wejść do środka i ogrzać się. Są tu jeszcze wolne miejsca, choć wiele ławek zajętych jest przez śpiących mężczyzn.
Oni nigdzie nie pojadą.
Nie czekają na żaden pociąg.
Oni tu są jak w domu.
Jak było w domu, skoro teraz TO jest dom?....
Zapach nie jest ładny i mdłości Kota doskonale tu pasują. Można się porzygać. Albo... odpakować babkę mandarynkową i wyobrazić sobie, że nic tu nie cuchnie. Jesteśmy w pewnym sensie jak ci chrapiący faceci. My też nie czekamy na żaden pociąg....
Trzy
Trochę świeci księżyc. Trochę się tak jakby przejaśnia. Idzie dzień.
Im bliżej dnia, tym zimniej.
6. 5. 4. 3 – dalej nie spadnie. +3*C. Mgły. „Piękny Wschód”. Ślicznie. Pięknie. Zjawiskowo. W Mławie jest już jasno. A w Działdowie z ulicy zerkamy pospiesznie na zamek krzyżacki.
W końcu jest piękna Iława. Mam problemy ze ścięgnami Achillesa. Jadę na szosówce. Dawno nią nie jechałam. Coś jest nie tak. Wilk ma pewne sugestie, nawet próbuje działać, ale rower nie współpracuje. Trudno. Poboli jeszcze-trochę. Małe zakupy i fotki z Jeziorakiem w tle. Krótko potem kawa i większe żarcie. Pogoda dopisuje.
Senność
Przed Malborkiem puszczają mdłości. I wtedy do akcji wkracza potworna senność. Jak płynnie to się dzieje! Jedna dolegliwość w drugą. Jak to możliwe, że wyboje kołyszą mnie do snu?
Zamykam oczy.
No!
Toż to nic złego – tylko na chwilę przecież. I nie przestaję jechać.
Którędy do wyjścia?
Malbork. Jak upiornie świeci słońce. Razi w oczy, które się same zamykają. W McD dziki tłum. Żal tracić tu czas. Tłum męczy. Hałas męczy. Tłumo-Hałaso-Fobia. Na chwilę zajeżdżamy pod zamek. Potem włażę do sklepu, a Wilk czeka przy rowerach. Zaraz.... co to ja miałam kupić?
Lekkim lekko chwiejnym krokiem idę między regałami. Bułki. Ser.
Jakieś słodkie ciastko. Wilk coś gadał o energetyku. Ale chyba lepiej nie.
Jeszcze mi spali żołądek i będzie heca. Jeszcze mała butelka wody. Płacę.
Próbuję wyjść. Chwila – jak stąd wyjść?! Mój zasypiający umysł płata mi figla.
Chyba zaraz kogoś zapytam którędy do wyjścia.
Puszeczka albo rzeczka
Są prostsze sposoby na zrobienie trzysetki. Można spać nocą i ruszyć wcześnie rano. Ten tu sposób prosty nie jest. Dziś jest sobotnie popołudnie. Około godziny 14.00. Jestem na nogach od piątku, 5.20 rano. Musisz to wiedzieć, aby zrozumieć, dlaczego mimo, że trzeźwa idę krzywym krokiem i mam problemy z orientacją w prostym sklepie. Jedziemy nad Nogat. Stąd ładnie widać zamek.
Jem 2 bułki z serem i 1 ciastko z morelą. Piję wodę. Wilk wypija energetyka z wizerunkiem Mike Tysona na puszce. Ponoć facet, w ramach posiadania kota, hoduje tygrysa. Jaki pan, taki kot. Wilk daje mi ¼ puszeczki.
Do końca
Ruszam przed Wilkiem. Mówi, że mam jechać, więc jadę. On chwilę po mnie. Jest płasko. Wiatr nie przeszkadza. Jadę. Szybko. Szybciej. 30-32km/h. Pora zakończyć tę męczarnię.
Spaaaaaćććććććć!
SPAĆ!
S-P-A-Ć!!
Szybka jazda to najlepsza metoda na skrócenie cierpienia. Najchętniej bym już nie zatrzymywała się aż do końca polowania. Ale Wilk jeszcze zarządza małe przerwy techniczne. I tak sobie uciekają kilometry, a ryba jest o krok.

Ryba
Krynica Morska.
Późne popołudnie.
Wciągnęłam 3 setki. Ale jeszcze umiem prosto stać (iść - niekoniecznie).
Polowanie powoli się kończy. Korytarz z klatką schodową. Łazienka z ciepłą wodą. Pokój, stolik, lodówka, TV. Rowery tu kończą.
Idziemy na plażę. Moczę łapki w morzu. Próbuję zasypać morze piaskiem (fiasko – który to już raz?). Siedzimy na plaży i gapimy się na morze. Potem idziemy na rybę. I wtedy Wilk zmienia zdanie - woli jednak pizzę. Ja natomiast biorę rybę.
Mapa:
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...Siekiera
Zaczynamy mocnym kawowym akcentem. I choć mocno, to jednak słodko: kawa-siekiera polana jest karmelem. Nocny wyjazd z Warszawy jest wredny. Jakieś remonty dróg. Nie zauważam, że asfalt płynnie przechodzi w grunt i ładuję się w to z pełnym impetem. Tętno mi skacze, ale nie zaliczam gleby. Potem drogowo jest już o niebo lepiej.
To jest dom?
Około 2 w nocy. Ciechanów. Ale zimno! Za zimno. Ładny ryneczek w tej sytuacji nie cieszy. Cieszy za to dworzec kolejowy. Otwarty! Jak słodko wejść do środka i ogrzać się. Są tu jeszcze wolne miejsca, choć wiele ławek zajętych jest przez śpiących mężczyzn.
Oni nigdzie nie pojadą.
Nie czekają na żaden pociąg.
Oni tu są jak w domu.
Jak było w domu, skoro teraz TO jest dom?....
Zapach nie jest ładny i mdłości Kota doskonale tu pasują. Można się porzygać. Albo... odpakować babkę mandarynkową i wyobrazić sobie, że nic tu nie cuchnie. Jesteśmy w pewnym sensie jak ci chrapiący faceci. My też nie czekamy na żaden pociąg....
Trzy
Trochę świeci księżyc. Trochę się tak jakby przejaśnia. Idzie dzień.
Im bliżej dnia, tym zimniej.
6. 5. 4. 3 – dalej nie spadnie. +3*C. Mgły. „Piękny Wschód”. Ślicznie. Pięknie. Zjawiskowo. W Mławie jest już jasno. A w Działdowie z ulicy zerkamy pospiesznie na zamek krzyżacki.
W końcu jest piękna Iława. Mam problemy ze ścięgnami Achillesa. Jadę na szosówce. Dawno nią nie jechałam. Coś jest nie tak. Wilk ma pewne sugestie, nawet próbuje działać, ale rower nie współpracuje. Trudno. Poboli jeszcze-trochę. Małe zakupy i fotki z Jeziorakiem w tle. Krótko potem kawa i większe żarcie. Pogoda dopisuje.
Senność
Przed Malborkiem puszczają mdłości. I wtedy do akcji wkracza potworna senność. Jak płynnie to się dzieje! Jedna dolegliwość w drugą. Jak to możliwe, że wyboje kołyszą mnie do snu?
Zamykam oczy.
No!
Toż to nic złego – tylko na chwilę przecież. I nie przestaję jechać.
Którędy do wyjścia?
Malbork. Jak upiornie świeci słońce. Razi w oczy, które się same zamykają. W McD dziki tłum. Żal tracić tu czas. Tłum męczy. Hałas męczy. Tłumo-Hałaso-Fobia. Na chwilę zajeżdżamy pod zamek. Potem włażę do sklepu, a Wilk czeka przy rowerach. Zaraz.... co to ja miałam kupić?
Puszeczka albo rzeczka
Są prostsze sposoby na zrobienie trzysetki. Można spać nocą i ruszyć wcześnie rano. Ten tu sposób prosty nie jest. Dziś jest sobotnie popołudnie. Około godziny 14.00. Jestem na nogach od piątku, 5.20 rano. Musisz to wiedzieć, aby zrozumieć, dlaczego mimo, że trzeźwa idę krzywym krokiem i mam problemy z orientacją w prostym sklepie. Jedziemy nad Nogat. Stąd ładnie widać zamek.
Jem 2 bułki z serem i 1 ciastko z morelą. Piję wodę. Wilk wypija energetyka z wizerunkiem Mike Tysona na puszce. Ponoć facet, w ramach posiadania kota, hoduje tygrysa. Jaki pan, taki kot. Wilk daje mi ¼ puszeczki.
Do końca
Ruszam przed Wilkiem. Mówi, że mam jechać, więc jadę. On chwilę po mnie. Jest płasko. Wiatr nie przeszkadza. Jadę. Szybko. Szybciej. 30-32km/h. Pora zakończyć tę męczarnię.
Spaaaaaćććććććć!
SPAĆ!
S-P-A-Ć!!
Szybka jazda to najlepsza metoda na skrócenie cierpienia. Najchętniej bym już nie zatrzymywała się aż do końca polowania. Ale Wilk jeszcze zarządza małe przerwy techniczne. I tak sobie uciekają kilometry, a ryba jest o krok.

Ryba
Krynica Morska.
Późne popołudnie.
Wciągnęłam 3 setki. Ale jeszcze umiem prosto stać (iść - niekoniecznie).
Polowanie powoli się kończy. Korytarz z klatką schodową. Łazienka z ciepłą wodą. Pokój, stolik, lodówka, TV. Rowery tu kończą.
Idziemy na plażę. Moczę łapki w morzu. Próbuję zasypać morze piaskiem (fiasko – który to już raz?). Siedzimy na plaży i gapimy się na morze. Potem idziemy na rybę. I wtedy Wilk zmienia zdanie - woli jednak pizzę. Ja natomiast biorę rybę.
Mapa:
Zdjęcia:
Praca
Piątek, 8 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 32.60 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 138m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Czwartek, 7 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 32.84 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 134m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Środa, 6 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 36.27 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 158m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 5 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 31.35 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 131m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Tak zniszczyłam:
Praca
Poniedziałek, 4 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 25.44 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 99m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
CWC - bo w Meridzie kapeć.
Coś nowego (28)
Niedziela, 3 maja 2015 Kategoria do 50
Uczestnicy
| Km: | 46.23 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 77m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Coś nowego. Coś pożyczonego. Coś niebieskiego.
Czy jakoś tak ;)

Czy jakoś tak ;)

Zamiast (27)
Sobota, 2 maja 2015 Kategoria do 100
Uczestnicy
| Km: | 81.59 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 810m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zamiast.
Za-miast...em.

Za-miast...em.

Falstart (26)
Piątek, 1 maja 2015 Kategoria do 150
Uczestnicy
| Km: | 105.53 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 1252m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
To jeszcze nie teraz. Śpijmy :)







