Wpisy archiwalne w miesiącu
Październik, 2015
| Dystans całkowity: | 1362.18 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 15:29 |
| Średnia prędkość: | 24.85 km/h |
| Suma podjazdów: | 5341 m |
| Liczba aktywności: | 23 |
| Średnio na aktywność: | 59.23 km i 7h 44m |
| Więcej statystyk | |
Rykowisko
Sobota, 3 października 2015 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
| Km: | 208.16 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 650m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zaczął tuż po zmierzchu, skończył krótko przed świtem.
........................................................................................................................................................................................
Gdy się budzę, jest jeszcze ciemno. Jadą. Szum pędzących aut, pracujące silniki, raz po raz ktoś trąbi. Gotuję wodę na kawę, jem śniadanie. Zbieram się do drogi. Ależ zimno! Ledwie 1 stopień powyżej zera. A na trawach szron.
Czekając na cud
Jadę krótko. Przy pierwszej lepszej okazji zatrzymuję się na stacji. Mam ochotę pobyć w cieple. Biorę herbatę i siadam do kompa. Tak, tak – mają tu komputer z Internetem. Chłopak z obsługi jest bardzo miły. Mówi nawet, że mogę tu posiedzieć aż do południa, kiedy już na pewno będzie ciepło. Jednak ja nie mam aż tyle czasu. Stacja jest rozbudowana i łączy się z restauracją. Przy automatach do gier stoi kilku facetów. Liczą na cud?
Na ławeczce obok siedzi kobieta.
- Dokąd pani jedzie?
- Do Stargardu Szczecińskiego.
- Skąd?
- W zasadzie... stąd.
- To daleko, a przecież w końcu zrobi się ciemno... I co wtedy?
- Nic. Rozbiję namiot gdzieś w lesie i pójdę spać.
Pani łapie się za głowę, w oczach ma strach. Jest zszokowana. Dodaję więc uspokajająco:
- To nic strasznego. Przed chwilą skończyłam taki właśnie nocleg.
Odchodzę zostawiając ją pogrążoną w bezgranicznym zdumieniu.
Centrum
Temperatura przekracza 10*C gdy dzień już pełni - po godzinie 10:00. Jest słonecznie, ale chłodno. Dopiero w Torzymiu uciekam z DK92. Od razu robi się cicho, wszystkie samochody znikają. Na początku prawie wszystkie mijane wioski witają mnie kamiennym (mniej lub bardziej nierównym) brukiem. Rower cały skacze. Słychać jak wszystko się telepie. Trzeszczą torby zamocowane na rowerze, słychać jak opony odbijają się od kocich łbów. Jadę pustymi drogami. Wiatr prawie cały czas mi pomaga. Na krajówkę wyjeżdżam ponownie po ponad 100 km i jest to DK22. Jadę nią jak obłąkana: najpierw w prawo (po gminę Słońsk, potem w lewo - do Kostrzyna n. Odrą). W Słońsku małe zakupy.
- Gdzie tu jest centrum?
- Centrum? (Pani przy kasie jest zaskoczona). To jest centrum. Nic tu nie ma.
- A jakiś ryneczek, placyk?
- Nie ma. Jest tutaj tylko kościół, główna droga i to duże rondo.
Aż wychodzi ze mną przed sklep. A wraz z nią jakiś miejscowy. Wieżę kościoła widać z daleka. No to lecę do „centrum”.

Rolnik szuka żony
DK22 jadę aż do Kostrzyna, wzdłuż południowej granicy PN Ujście Warty. Rozlewiska rzeki wyglądają pięknie i mogę się na nie gapić do woli przez cały ten odcinek. W Kostrzynie odwiedzam spontanicznie McD. Znowu słychać język niemiecki. Czy to Polska jeszcze? Powoli idzie wieczór. A ja mam nadal sporo do przejechania. Pora zagęścić ruchy. Robić mniej zdjęć. W Dębnie przy rynku trwa festyn. Śpiewają: „Rolnik szuka żony, biega jak szalony. Będę jego żoną, będę rolnikową.”;))
Zaczął tuż po zmierzchu
Słońce chowa się coraz niżej. Na nocleg zatrzymuję się w połowie drogi między Mieszkowicami a Moryniem. Całą noc trwa rykowisko. Jeleń koncert swój zaczął tuż po zmierzchu, skończył krótko przed świtem.
Mapa:
Zaliczone gminy:
Lubrza, Łagów, Torzym, Bytnica, Maszewo, Cybinka, Słubice, Górzyca, Słońsk, Kostrzyn n. Odrą, Boleszkowice, Mieszkowice (12 gmin).
Ciąg dalszy
ZDJĘCIA
........................................................................................................................................................................................
Gdy się budzę, jest jeszcze ciemno. Jadą. Szum pędzących aut, pracujące silniki, raz po raz ktoś trąbi. Gotuję wodę na kawę, jem śniadanie. Zbieram się do drogi. Ależ zimno! Ledwie 1 stopień powyżej zera. A na trawach szron.
Czekając na cud
Jadę krótko. Przy pierwszej lepszej okazji zatrzymuję się na stacji. Mam ochotę pobyć w cieple. Biorę herbatę i siadam do kompa. Tak, tak – mają tu komputer z Internetem. Chłopak z obsługi jest bardzo miły. Mówi nawet, że mogę tu posiedzieć aż do południa, kiedy już na pewno będzie ciepło. Jednak ja nie mam aż tyle czasu. Stacja jest rozbudowana i łączy się z restauracją. Przy automatach do gier stoi kilku facetów. Liczą na cud?
Na ławeczce obok siedzi kobieta.
- Dokąd pani jedzie?
- Do Stargardu Szczecińskiego.
- Skąd?
- W zasadzie... stąd.
- To daleko, a przecież w końcu zrobi się ciemno... I co wtedy?
- Nic. Rozbiję namiot gdzieś w lesie i pójdę spać.
Pani łapie się za głowę, w oczach ma strach. Jest zszokowana. Dodaję więc uspokajająco:
- To nic strasznego. Przed chwilą skończyłam taki właśnie nocleg.
Odchodzę zostawiając ją pogrążoną w bezgranicznym zdumieniu.
Centrum
Temperatura przekracza 10*C gdy dzień już pełni - po godzinie 10:00. Jest słonecznie, ale chłodno. Dopiero w Torzymiu uciekam z DK92. Od razu robi się cicho, wszystkie samochody znikają. Na początku prawie wszystkie mijane wioski witają mnie kamiennym (mniej lub bardziej nierównym) brukiem. Rower cały skacze. Słychać jak wszystko się telepie. Trzeszczą torby zamocowane na rowerze, słychać jak opony odbijają się od kocich łbów. Jadę pustymi drogami. Wiatr prawie cały czas mi pomaga. Na krajówkę wyjeżdżam ponownie po ponad 100 km i jest to DK22. Jadę nią jak obłąkana: najpierw w prawo (po gminę Słońsk, potem w lewo - do Kostrzyna n. Odrą). W Słońsku małe zakupy.
- Gdzie tu jest centrum?
- Centrum? (Pani przy kasie jest zaskoczona). To jest centrum. Nic tu nie ma.
- A jakiś ryneczek, placyk?
- Nie ma. Jest tutaj tylko kościół, główna droga i to duże rondo.
Aż wychodzi ze mną przed sklep. A wraz z nią jakiś miejscowy. Wieżę kościoła widać z daleka. No to lecę do „centrum”.

Rolnik szuka żony
DK22 jadę aż do Kostrzyna, wzdłuż południowej granicy PN Ujście Warty. Rozlewiska rzeki wyglądają pięknie i mogę się na nie gapić do woli przez cały ten odcinek. W Kostrzynie odwiedzam spontanicznie McD. Znowu słychać język niemiecki. Czy to Polska jeszcze? Powoli idzie wieczór. A ja mam nadal sporo do przejechania. Pora zagęścić ruchy. Robić mniej zdjęć. W Dębnie przy rynku trwa festyn. Śpiewają: „Rolnik szuka żony, biega jak szalony. Będę jego żoną, będę rolnikową.”;))
Zaczął tuż po zmierzchu
Słońce chowa się coraz niżej. Na nocleg zatrzymuję się w połowie drogi między Mieszkowicami a Moryniem. Całą noc trwa rykowisko. Jeleń koncert swój zaczął tuż po zmierzchu, skończył krótko przed świtem.
Mapa:
Zaliczone gminy:
Lubrza, Łagów, Torzym, Bytnica, Maszewo, Cybinka, Słubice, Górzyca, Słońsk, Kostrzyn n. Odrą, Boleszkowice, Mieszkowice (12 gmin).
Ciąg dalszy
ZDJĘCIA
Początek
Piątek, 2 października 2015 Kategoria do 50, Kocia czytelnia
| Km: | 27.99 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 111m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Tym razem będzie luksusowo. Zamiast zdezelowanym składem
wlekącym się niemiłosiernie i hałasującym tak bardzo, że własnych myśli nie
słychać – pojadę wygodnym EIC. Jest trochę stresu, bo system zakupu biletu
przez Internet kuleje – nie idzie wybrać opcji podróży z rowerem, ani kupić
biletu na rower. A idiotyczny formularz przydziela miejscówki Bóg wie gdzie.
Pewnie gdzieś daleko od wagonu z miejscem na rowery. Nic. Oleję miejscówkę i
pójdę do rowerowego. Gdzieś sobie na pewno siądę.
Dziecko
Poznań Główny, późne piątkowe popołudnie. Miejsce rowerowe w innym wagonie niż moja miejscówka. Biegnę do rowerowego. Ładuję rower po schodkach (doszłam już z tym do pewnej wprawy). Naraz czuję, że rower robi się dziwnie lekki, spoglądam w górę i widzę drobne dłonie ciągnące go do środka. Dziecko. Chłopiec. Na oko 10-11-letni. Po raz pierwszy w życiu pomaga mi dziecko!
Po niemiecku!
Miała być cisza, miał być spokój. Zamiast tego są głośne rozmowy i krzyki... po niemiecku (pociąg kończy bieg w Berlinie). Jakieś dzieciaki zaczynają się nawet bić. Komfort jazdy to jednak nie tylko porządny pociąg... Jakby tego było mało – idzie pani z poczęstunkiem, z wózkiem szerokim na cały korytarz. A tam mój rower (nie powiesiłam go, wieszaki zastawione walizkami i to ułożonymi w stos). Krzyczy więc na cały wagon:
- kogo to rower? Z wózkiem muszę przejechać!
Biegnę więc. Przepychamy się w wąskim przejściu. Powarkujemy na siebie.

Uśmiech
Z ulgą wysiadam w Świebodzinie. Koniec jazgotu!
Świebodzin – wyjazd z miasta. Stoję na światłach i słyszę wołanie z chodnika:
- Pięknie pani wygląda.
Rozglądam się. Nikogo poza mną tu nie ma. Spoglądam na chłopaka, który stoi na chodniku. Śmieje się do mnie. Odwzajemniam.
- Piękny pani ma uśmiech!
Rozmawiamy chwilę. Dokładnie tyle ile trwa zmiana świateł. Dopiero gdy odjeżdżam zdaję sobie sprawę z tego, że on nie miał na sobie koszulki. Goła klata! I tylko 13*C.
Dnie i noce
Jadę niecałe 10 km i w ładnym zagajniku rozstawiam się na nocleg. To blisko drogi. A ta droga to DK92. Akurat na tym odcinku jest duży ruch. Dnie i noce ciągną sznury aut, dużo TIRów. Niby śpię w zagajniku, a hałas jak w wielkim mieście. Przepraszam, czy ktoś może wyłączyć dźwięk? Tu się śpi!
Ciąg dalszy
ZDJĘCIA
Dziecko
Poznań Główny, późne piątkowe popołudnie. Miejsce rowerowe w innym wagonie niż moja miejscówka. Biegnę do rowerowego. Ładuję rower po schodkach (doszłam już z tym do pewnej wprawy). Naraz czuję, że rower robi się dziwnie lekki, spoglądam w górę i widzę drobne dłonie ciągnące go do środka. Dziecko. Chłopiec. Na oko 10-11-letni. Po raz pierwszy w życiu pomaga mi dziecko!
Po niemiecku!
Miała być cisza, miał być spokój. Zamiast tego są głośne rozmowy i krzyki... po niemiecku (pociąg kończy bieg w Berlinie). Jakieś dzieciaki zaczynają się nawet bić. Komfort jazdy to jednak nie tylko porządny pociąg... Jakby tego było mało – idzie pani z poczęstunkiem, z wózkiem szerokim na cały korytarz. A tam mój rower (nie powiesiłam go, wieszaki zastawione walizkami i to ułożonymi w stos). Krzyczy więc na cały wagon:
- kogo to rower? Z wózkiem muszę przejechać!
Biegnę więc. Przepychamy się w wąskim przejściu. Powarkujemy na siebie.

Uśmiech
Z ulgą wysiadam w Świebodzinie. Koniec jazgotu!
Świebodzin – wyjazd z miasta. Stoję na światłach i słyszę wołanie z chodnika:
- Pięknie pani wygląda.
Rozglądam się. Nikogo poza mną tu nie ma. Spoglądam na chłopaka, który stoi na chodniku. Śmieje się do mnie. Odwzajemniam.
- Piękny pani ma uśmiech!
Rozmawiamy chwilę. Dokładnie tyle ile trwa zmiana świateł. Dopiero gdy odjeżdżam zdaję sobie sprawę z tego, że on nie miał na sobie koszulki. Goła klata! I tylko 13*C.
Dnie i noce
Jadę niecałe 10 km i w ładnym zagajniku rozstawiam się na nocleg. To blisko drogi. A ta droga to DK92. Akurat na tym odcinku jest duży ruch. Dnie i noce ciągną sznury aut, dużo TIRów. Niby śpię w zagajniku, a hałas jak w wielkim mieście. Przepraszam, czy ktoś może wyłączyć dźwięk? Tu się śpi!
Ciąg dalszy
ZDJĘCIA





