Wpisy archiwalne w miesiącu
Styczeń, 2015
| Dystans całkowity: | 1472.69 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 19:07 |
| Średnia prędkość: | 24.93 km/h |
| Suma podjazdów: | 5556 m |
| Liczba aktywności: | 28 |
| Średnio na aktywność: | 52.60 km i 9h 33m |
| Więcej statystyk | |
Praca
Środa, 21 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.69 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 153m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 20 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.25 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 159m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Poniedziałek, 19 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.67 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 160m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Powrót
Niedziela, 18 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 26.11 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 69m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
:) Styczniowa Warszawa
Sobota, 17 stycznia 2015 Kategoria do 350, Kocia czytelnia, Kot w wielkim mieście
Uczestnicy
| Km: | 314.38 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 12:25 | km/h: | 25.32 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 670m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Moje pierwsze TRZYSTA (w tym roku).
Szczegóły później.
..............................................................................................................................................................................................................................
Spotykamy się o 5:05 nad ranem w sobotę. Wilk i ja. Jest zimno, ledwie 1 stopień powyżej zera. Wg prognoz może padać. Trasa przed nami długa, ponad 300km z Poznania do Warszawy. Startujemy z nadzieją, że te opady jednak nas ominą, bo deszcz na tak długiej trasie i w takim zimnie to udręka.
W duecie
Jedziemy DK92. Wilk długo przekonywał mnie, że ta droga nie jest taka zła, że nieprzyjemny jest w zasadzie jeden odcinek i przejedziemy go w sobotni wczesny poranek. Od samego początku idzie gładko. Jest ciemno, jednak wspólną jazdę w ciemnościach mamy opanowaną. Gdy tak mkniemy przez kolejne miejscowości myślę sobie nawet, że będąc tak zgranym duetem, równie dobrze moglibyśmy razem ćwiczyć taniec towarzyski, jazdę na tandemie, czy pływanie synchroniczne ;)).
Kocie stópki
Jest tak wrednie zimno, że szybko zaczynają mi marznąć stopy. Na pierwszej napotkanej stacji paliw (Września) wchodzę do środka by je rozgrzać. Zdejmuję buty i drepczę chwilę bez nich, potem dodatkowo zabezpieczam stopy foliami. W nocnej scenerii oglądamy centrum Wrześni (ładnie, jeszcze świątecznie, podświetlone) i lecimy na Słupcę. Niebo powoli zaczyna się przejaśniać w okolicach Strzałkowa.
Pas startowy
Sama DK92 nie jest specjalnie ciekawa. To po prostu bardzo długa prosta. Dobra nawierzchnia, prawie zupełnie płasko (kilka góreczek w okolicach Konina). Można mieć wrażenie, że to niekończący się pas startowy biegnący przy linii kolejowej (pociągów widzieliśmy bardzo dużo, pod koniec dnia żałowałam nawet, że ich nie liczyłam). Przy tym faktycznie jest prawie zupełnie pusto. Idąca obok autostrada przejęła lwią część ruchu. Kiedy jechałam tą drogą samochodem w 2007r., ruch był tu jeszcze ogromny i zapamiętałam właśnie sznur aut non stop w obie strony. A tu taka niespodzianka! Poza tym od Goliny mamy szerokie pobocze. Miejsca na poboczu jest tyle, a ruch tak mały, że swobodnie możemy jechać obok siebie i gadać.
Spacer
Generalnie jednak prawie cały czas się wiozę na kole Michała. Tak, tak – obijam się :). Dłuższe postoje robimy dwa: w McD w Koninie i w McD w Kutnie. Przy okazji pierwszego postoju Michał kombinuje coś z klockami hamulcowymi przy tylnym kole, bo podczas hamowania słychać było dziwne dźwięki. Niestety okazuje się, że problemem nie są klocki, a pęknięta obręcz. Sprawa poważna – nie wiemy, czy nie położy nam to trasy. Opcją awaryjną jest spacer do najbliższej stacji kolejowej.
Nie podawaj kotu mleka ;)
DK92 jedziemy aż do Łowicza. Jesteśmy tam już po ciemku. Oglądamy ładny rynek i po chwili ruszmy dalej. Na niedługim kawałku jedziemy DK70. Nie jest to przyjemna droga, za to gdy z niej odbijamy, robi się super. Jedziemy prawie pustymi szosami do Nieborowa, gdzie jest ładny pałac. Niestety możemy na niego popatrzeć tylko z daleka, bo brama jest zamknięta. Jakieś 60 km przed Warszawą zaczyna kropić, a ja zaczynam słabnąć. To dziwne. Nie czuję bólu nóg, nie jestem głodna, nie chce mi się też pić. Jest mi za to lekko mdło, chyba w kawie, którą wypiłam w Kutnie za dużo było mleka. Cały czas jechaliśmy bardzo równym tempem, teraz wlokę się 20-22 km/h. Raz nawet pojawia się 17 km/h. Na płaskiej drodze! Wstyd i zgroza! Michał szybko to zauważa. Czeka na mnie i od tej chwili ciągnie z prędkością niższą od przelotowej o 2 km/h. Siedząc na kole takie tempo jestem w stanie wytrzymać bez katowania się. W Warszawie wstępujemy jeszcze do Krzyśka, który pożycza Michałowi nowiutkie tylne koło.
Mapa:
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Szczegóły później.
..............................................................................................................................................................................................................................
Spotykamy się o 5:05 nad ranem w sobotę. Wilk i ja. Jest zimno, ledwie 1 stopień powyżej zera. Wg prognoz może padać. Trasa przed nami długa, ponad 300km z Poznania do Warszawy. Startujemy z nadzieją, że te opady jednak nas ominą, bo deszcz na tak długiej trasie i w takim zimnie to udręka.
W duecie
Jedziemy DK92. Wilk długo przekonywał mnie, że ta droga nie jest taka zła, że nieprzyjemny jest w zasadzie jeden odcinek i przejedziemy go w sobotni wczesny poranek. Od samego początku idzie gładko. Jest ciemno, jednak wspólną jazdę w ciemnościach mamy opanowaną. Gdy tak mkniemy przez kolejne miejscowości myślę sobie nawet, że będąc tak zgranym duetem, równie dobrze moglibyśmy razem ćwiczyć taniec towarzyski, jazdę na tandemie, czy pływanie synchroniczne ;)).
Kocie stópki
Jest tak wrednie zimno, że szybko zaczynają mi marznąć stopy. Na pierwszej napotkanej stacji paliw (Września) wchodzę do środka by je rozgrzać. Zdejmuję buty i drepczę chwilę bez nich, potem dodatkowo zabezpieczam stopy foliami. W nocnej scenerii oglądamy centrum Wrześni (ładnie, jeszcze świątecznie, podświetlone) i lecimy na Słupcę. Niebo powoli zaczyna się przejaśniać w okolicach Strzałkowa.
Pas startowy
Sama DK92 nie jest specjalnie ciekawa. To po prostu bardzo długa prosta. Dobra nawierzchnia, prawie zupełnie płasko (kilka góreczek w okolicach Konina). Można mieć wrażenie, że to niekończący się pas startowy biegnący przy linii kolejowej (pociągów widzieliśmy bardzo dużo, pod koniec dnia żałowałam nawet, że ich nie liczyłam). Przy tym faktycznie jest prawie zupełnie pusto. Idąca obok autostrada przejęła lwią część ruchu. Kiedy jechałam tą drogą samochodem w 2007r., ruch był tu jeszcze ogromny i zapamiętałam właśnie sznur aut non stop w obie strony. A tu taka niespodzianka! Poza tym od Goliny mamy szerokie pobocze. Miejsca na poboczu jest tyle, a ruch tak mały, że swobodnie możemy jechać obok siebie i gadać.
Spacer
Generalnie jednak prawie cały czas się wiozę na kole Michała. Tak, tak – obijam się :). Dłuższe postoje robimy dwa: w McD w Koninie i w McD w Kutnie. Przy okazji pierwszego postoju Michał kombinuje coś z klockami hamulcowymi przy tylnym kole, bo podczas hamowania słychać było dziwne dźwięki. Niestety okazuje się, że problemem nie są klocki, a pęknięta obręcz. Sprawa poważna – nie wiemy, czy nie położy nam to trasy. Opcją awaryjną jest spacer do najbliższej stacji kolejowej.
Nie podawaj kotu mleka ;)
DK92 jedziemy aż do Łowicza. Jesteśmy tam już po ciemku. Oglądamy ładny rynek i po chwili ruszmy dalej. Na niedługim kawałku jedziemy DK70. Nie jest to przyjemna droga, za to gdy z niej odbijamy, robi się super. Jedziemy prawie pustymi szosami do Nieborowa, gdzie jest ładny pałac. Niestety możemy na niego popatrzeć tylko z daleka, bo brama jest zamknięta. Jakieś 60 km przed Warszawą zaczyna kropić, a ja zaczynam słabnąć. To dziwne. Nie czuję bólu nóg, nie jestem głodna, nie chce mi się też pić. Jest mi za to lekko mdło, chyba w kawie, którą wypiłam w Kutnie za dużo było mleka. Cały czas jechaliśmy bardzo równym tempem, teraz wlokę się 20-22 km/h. Raz nawet pojawia się 17 km/h. Na płaskiej drodze! Wstyd i zgroza! Michał szybko to zauważa. Czeka na mnie i od tej chwili ciągnie z prędkością niższą od przelotowej o 2 km/h. Siedząc na kole takie tempo jestem w stanie wytrzymać bez katowania się. W Warszawie wstępujemy jeszcze do Krzyśka, który pożycza Michałowi nowiutkie tylne koło.
Mapa:
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Praca
Piątek, 16 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.68 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 155m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Czwartek, 15 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 38.46 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 190m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Środa, 14 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 36.09 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 145m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 13 stycznia 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.42 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 157m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||





