Wakacje 5
Poniedziałek, 29 lipca 2019 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
| Km: | 99.88 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 736m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiejszy poranek
w namiocie to nie tylko śniadanie. To jest też (a może przede wszystkim) czas,
w którym dochodzę do wniosku, że wczoraj popełniłam błąd. No nic. Trzeba jakoś
to przełknąć. Na pocieszenie mam świadomość, że jeszcze dziś rano zwiedzę
miasto, przez które wczoraj wieczorem pospiesznie przeleciałam. Cóż. Miło będzie
usiąść gdzieś i ze spokojem wypić kawę.
Piję kawę i ładuję tablet. Wszelkie wizyty w kawiarniach i restauracjach to dobra okazja na pozyskanie energii. Nie tylko dla siebie, ale też dla elektroniki. Wczesny ranek przechodzi w przedpołudnie. Z premedytacją trwonię czas.

A potem biorę się do roboty i jadę. Nie dzieje się nic szczególnego. Upał. Wiatr mniejszy. Od upału znowu boli mnie głowa. Gdy docieram do miasteczka, siadam w cieniu i odpoczywam. Mam różne myśli. A może pojechać nad morze, zamelinować się gdzieś i wakacje spędzić stacjonarnie? Bez jazdy rowerem… tu jest po prostu za gorąco. Upał odbiera siły, jasność myślenia.
We Francji jest dziwnie. To drugi, po Izraelu, kraj gdzie ludzie nie są zbyt mili. Myślę, że trzeba by znać francuski, by móc tu przyjemnie spędzić czas. Kawiarnie, restauracje, sklepy – obsługa mówi tylko po francusku. Rzadko kiedy można się dogadać po angielsku. W dodatku, jeśli nie zna się francuskiego, to oni nie są zbytnio zainteresowani by pomóc i jakoś się porozumieć. Menu też zwykle tylko po francusku. W praktycznie każdej wiosce można znaleźć sklep z winem. Nie zawsze da się kupić coś do jedzenia, ale wino – tak.
Tego wieczoru znowu śpię na winnicy, ale poza winoroślami są tu też wiatraki. Kiedy rozbijam namiot zauważam, że ich skrzydła kręcą się coraz szybciej. Tam, wysoko, chyba zaczęło wiać. Jednak tu, przy ziemi, jest cisza. Wszystko będzie dobrze… prawda?
ciąg dalszy
Piję kawę i ładuję tablet. Wszelkie wizyty w kawiarniach i restauracjach to dobra okazja na pozyskanie energii. Nie tylko dla siebie, ale też dla elektroniki. Wczesny ranek przechodzi w przedpołudnie. Z premedytacją trwonię czas.

A potem biorę się do roboty i jadę. Nie dzieje się nic szczególnego. Upał. Wiatr mniejszy. Od upału znowu boli mnie głowa. Gdy docieram do miasteczka, siadam w cieniu i odpoczywam. Mam różne myśli. A może pojechać nad morze, zamelinować się gdzieś i wakacje spędzić stacjonarnie? Bez jazdy rowerem… tu jest po prostu za gorąco. Upał odbiera siły, jasność myślenia.
We Francji jest dziwnie. To drugi, po Izraelu, kraj gdzie ludzie nie są zbyt mili. Myślę, że trzeba by znać francuski, by móc tu przyjemnie spędzić czas. Kawiarnie, restauracje, sklepy – obsługa mówi tylko po francusku. Rzadko kiedy można się dogadać po angielsku. W dodatku, jeśli nie zna się francuskiego, to oni nie są zbytnio zainteresowani by pomóc i jakoś się porozumieć. Menu też zwykle tylko po francusku. W praktycznie każdej wiosce można znaleźć sklep z winem. Nie zawsze da się kupić coś do jedzenia, ale wino – tak.
Tego wieczoru znowu śpię na winnicy, ale poza winoroślami są tu też wiatraki. Kiedy rozbijam namiot zauważam, że ich skrzydła kręcą się coraz szybciej. Tam, wysoko, chyba zaczęło wiać. Jednak tu, przy ziemi, jest cisza. Wszystko będzie dobrze… prawda?
ciąg dalszy
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





