Trans Am Bike Race (29)
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria do 150, Kocia czytelnia, Trans Am Bike Race 2018
| Km: | 131.60 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 1792m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Od rana góry, Apallachy. Gdyby nie psy, bieda i brud,
to byłoby tu tak cudownie! Jest zielono, bardzo zielono, w tej zieleni góry
wyglądają wprost przepięknie. Dziś zgubiłam krem przeciwsłoneczny, nowy -
wczoraj kupiony. Już mam nowy. Niestety jestem dość mocno opalona. Nie lubię
opalenizny, nie podoba mi się ona, w mojej opinii wygląda mało estetycznie.
Wolę bladą skórę, bladą karnację i mimo, że dużo jeżdżę na rowerze, cały czas
staram się dbać, by nie złapać zbyt dużo opalenizny. Tu, podczas jazdy w
wyścigu, nie zawsze jestem w stanie odpowiednio zadbać o skórę. Więc jestem
opalona i wyglądam przez to strasznie. Wszystko do siebie pasuje, bo jadę
również strasznie. Powoli.

Od paru dni mam narastające problemy ze skórą. W panujących tu gorączkach oraz bardzo wysokiej wilgotności powietrza, coś dziwnego zaczęło się dziać ze skórą na brzuchu i klatce piersiowej. Pojawiły się zaczerwienienia, które przekształciły się w krwawiące ranki. Ranki te w kontakcie z koszulką kolarską pieką, szczypią. No generalnie, dokuczają. Dokucza też ranka otarciowa na tyłku. Czyszczę ją na noc, a za dnia mocno smaruję kremem i masakruję kolejnymi kilometrami po górach i w upale. Krew miesza się z kremem, ale dzięki kremowi przynajmniej jest znośnie i nie boli zbytnio. Da się przeżyć. Krem dokupiłam dziś nowy, w aptece. Spotkałam akurat grupkę miejscowych szosowców, którzy w tym czasie popilnowali mi rower. Jeszcze tylko wspólna fotka i w drogę!
Popołudniem zrobiło się gorąco: 38 stopni i pełne słońce. Do tego duże podjazdy w tym skwarze. Mój organizm nie wyrabia w takim upale. Podjazd przed Buckhorn męczyłam na raty. Do Buckhorn dotarłam ledwo żywa. A tam... sklepik, w którym śmierdziało stęchlizną. Było tam chyba tylko jedno jedyne okno, bo w środku panował półmrok, drzwi otwarte na oścież. Brak klimatyzacji. Strach było cokolwiek dotknąć, miałam wrażenie, że wszystko jest tu brudne, wilgotne i oblepione kurzem. Wziąłem napój i lody. Najgorsze lody w moim życiu. Prawie niejadalne, nie zdołałam się przemóc i zjeść całej porcji. Lody jadłam w cieniu, na ławce pod sklepem, pocąc się niemiłosiernie od samego tylko siedzenia. Kiedy wstałam z drewnianej ławki, zobaczyłam, że pozostała po mnie duża mokra plama. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek w życiu była aż tak spocona w warunkach naturalnych (sauny nie liczę). Zażenowana tym widokiem, czym prędzej wsiadłam na rower i uciekłam.

Późnym popołudniem dotarłam do Chavies. Na stacji zrobiłam drobne zakupy, potem jadąc przez tę niewielką miejscowość wypatrzyłam pocztę. Zdumiewające! Na moim wykazie poczt tej poczty nie miałam! Weszłam do środka. Wspaniale! Są gniazdka elektryczne do podładowania elektroniki, na podłodze leży dywan, a światło (co rzadkie) da się zgasić! Ta poczta mogłaby być genialną miejscówką na nocleg. Ale nie jest. A to dlatego, że nie ma tu klimatyzacji. W dodatku okna są nieotwieralne. Jest nieprzeciętnie duszno. Temperatura przekracza 30 stopni.

Pocę się od samego tylko leżenia. To bez sensu. Wychodzę i jadę kilkadziesiąt metrów dalej, pod kościół. Kościół jest zamknięty, rozbijam więc namiot na jego tyłach. Samą tylko sypialnię, bez tropiku. Jak gorąco!

Widzę jak drogą jedzie dwóch zawodników. Ich migające tylne lampki. Ten widok doprowadza mnie do rozpaczy. Ta tropikalna pogoda kompletnie mnie rozwala. Na nic nie mam siły. Zasypiam w złym nastroju. Przebyłam dziś zaledwie 131 km, a ujechałam się okrutnie.
Mapa
Ciąg dalszy

Od paru dni mam narastające problemy ze skórą. W panujących tu gorączkach oraz bardzo wysokiej wilgotności powietrza, coś dziwnego zaczęło się dziać ze skórą na brzuchu i klatce piersiowej. Pojawiły się zaczerwienienia, które przekształciły się w krwawiące ranki. Ranki te w kontakcie z koszulką kolarską pieką, szczypią. No generalnie, dokuczają. Dokucza też ranka otarciowa na tyłku. Czyszczę ją na noc, a za dnia mocno smaruję kremem i masakruję kolejnymi kilometrami po górach i w upale. Krew miesza się z kremem, ale dzięki kremowi przynajmniej jest znośnie i nie boli zbytnio. Da się przeżyć. Krem dokupiłam dziś nowy, w aptece. Spotkałam akurat grupkę miejscowych szosowców, którzy w tym czasie popilnowali mi rower. Jeszcze tylko wspólna fotka i w drogę!
Popołudniem zrobiło się gorąco: 38 stopni i pełne słońce. Do tego duże podjazdy w tym skwarze. Mój organizm nie wyrabia w takim upale. Podjazd przed Buckhorn męczyłam na raty. Do Buckhorn dotarłam ledwo żywa. A tam... sklepik, w którym śmierdziało stęchlizną. Było tam chyba tylko jedno jedyne okno, bo w środku panował półmrok, drzwi otwarte na oścież. Brak klimatyzacji. Strach było cokolwiek dotknąć, miałam wrażenie, że wszystko jest tu brudne, wilgotne i oblepione kurzem. Wziąłem napój i lody. Najgorsze lody w moim życiu. Prawie niejadalne, nie zdołałam się przemóc i zjeść całej porcji. Lody jadłam w cieniu, na ławce pod sklepem, pocąc się niemiłosiernie od samego tylko siedzenia. Kiedy wstałam z drewnianej ławki, zobaczyłam, że pozostała po mnie duża mokra plama. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek w życiu była aż tak spocona w warunkach naturalnych (sauny nie liczę). Zażenowana tym widokiem, czym prędzej wsiadłam na rower i uciekłam.

Późnym popołudniem dotarłam do Chavies. Na stacji zrobiłam drobne zakupy, potem jadąc przez tę niewielką miejscowość wypatrzyłam pocztę. Zdumiewające! Na moim wykazie poczt tej poczty nie miałam! Weszłam do środka. Wspaniale! Są gniazdka elektryczne do podładowania elektroniki, na podłodze leży dywan, a światło (co rzadkie) da się zgasić! Ta poczta mogłaby być genialną miejscówką na nocleg. Ale nie jest. A to dlatego, że nie ma tu klimatyzacji. W dodatku okna są nieotwieralne. Jest nieprzeciętnie duszno. Temperatura przekracza 30 stopni.

Pocę się od samego tylko leżenia. To bez sensu. Wychodzę i jadę kilkadziesiąt metrów dalej, pod kościół. Kościół jest zamknięty, rozbijam więc namiot na jego tyłach. Samą tylko sypialnię, bez tropiku. Jak gorąco!

Widzę jak drogą jedzie dwóch zawodników. Ich migające tylne lampki. Ten widok doprowadza mnie do rozpaczy. Ta tropikalna pogoda kompletnie mnie rozwala. Na nic nie mam siły. Zasypiam w złym nastroju. Przebyłam dziś zaledwie 131 km, a ujechałam się okrutnie.
Mapa
Ciąg dalszy
komentarze
Klimat. Prognozującym wydaje się przewidywalny. W Polsce też bywa różnie z możliwością przechytrzenia pogody. Średni kraj. Ile takich Polsk przebyłaś w czasie Twojej podróży ?
lutra - 23:02 poniedziałek, 14 stycznia 2019 | linkuj
Zastanawiam się, czy klimat jest tam zawsze taki, czy to przypadek,
i tak się złożyło w czasie trwania tego morderczego wyścigu? lutra - 19:26 niedziela, 13 stycznia 2019 | linkuj
i tak się złożyło w czasie trwania tego morderczego wyścigu? lutra - 19:26 niedziela, 13 stycznia 2019 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





