Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Trans Am Bike Race (29)

Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria do 150, Kocia czytelnia, Trans Am Bike Race 2018
Km: 131.60 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1792m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Od rana góry, Apallachy. Gdyby nie psy, bieda i brud, to byłoby tu tak cudownie! Jest zielono, bardzo zielono, w tej zieleni góry wyglądają wprost przepięknie. Dziś zgubiłam krem przeciwsłoneczny, nowy - wczoraj kupiony. Już mam nowy. Niestety jestem dość mocno opalona. Nie lubię opalenizny, nie podoba mi się ona, w mojej opinii wygląda mało estetycznie. Wolę bladą skórę, bladą karnację i mimo, że dużo jeżdżę na rowerze, cały czas staram się dbać, by nie złapać zbyt dużo opalenizny. Tu, podczas jazdy w wyścigu, nie zawsze jestem w stanie odpowiednio zadbać o skórę. Więc jestem opalona i wyglądam przez to strasznie. Wszystko do siebie pasuje, bo jadę również strasznie. Powoli.



Od paru dni mam narastające problemy ze skórą. W panujących tu gorączkach oraz bardzo wysokiej wilgotności powietrza, coś dziwnego zaczęło się dziać ze skórą na brzuchu i klatce piersiowej. Pojawiły się zaczerwienienia, które przekształciły się w krwawiące ranki. Ranki te w kontakcie z koszulką kolarską pieką, szczypią. No generalnie, dokuczają. Dokucza też ranka otarciowa na tyłku. Czyszczę ją na noc, a za dnia mocno smaruję kremem i masakruję kolejnymi kilometrami po górach i w upale. Krew miesza się z kremem, ale dzięki kremowi przynajmniej jest znośnie i nie boli zbytnio. Da się przeżyć. Krem dokupiłam dziś nowy, w aptece. Spotkałam akurat grupkę miejscowych szosowców, którzy w tym czasie popilnowali mi rower. Jeszcze tylko wspólna fotka i w drogę!

Popołudniem zrobiło się gorąco: 38 stopni i pełne słońce. Do tego duże podjazdy w tym skwarze. Mój organizm nie wyrabia w takim upale. Podjazd przed Buckhorn męczyłam na raty. Do Buckhorn dotarłam ledwo żywa. A tam... sklepik, w którym śmierdziało stęchlizną. Było tam chyba tylko jedno jedyne okno, bo w środku panował półmrok, drzwi otwarte na oścież. Brak klimatyzacji. Strach było cokolwiek dotknąć, miałam wrażenie, że wszystko jest tu brudne, wilgotne i oblepione kurzem. Wziąłem napój i lody. Najgorsze lody w moim życiu. Prawie niejadalne, nie zdołałam się przemóc i zjeść całej porcji. Lody jadłam w cieniu, na ławce pod sklepem, pocąc się niemiłosiernie od samego tylko siedzenia. Kiedy wstałam z drewnianej ławki, zobaczyłam, że pozostała po mnie duża mokra plama. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek w życiu była aż tak spocona w warunkach naturalnych (sauny nie liczę). Zażenowana tym widokiem, czym prędzej wsiadłam na rower i uciekłam.



Późnym popołudniem dotarłam do Chavies. Na stacji zrobiłam drobne zakupy, potem jadąc przez tę niewielką miejscowość wypatrzyłam pocztę. Zdumiewające! Na moim wykazie poczt tej poczty nie miałam! Weszłam do środka. Wspaniale! Są gniazdka elektryczne do podładowania elektroniki, na podłodze leży dywan, a światło (co rzadkie) da się zgasić! Ta poczta mogłaby być genialną miejscówką na nocleg. Ale nie jest. A to dlatego, że nie ma tu klimatyzacji. W dodatku okna są nieotwieralne. Jest nieprzeciętnie duszno. Temperatura przekracza 30 stopni.



Pocę się od samego tylko leżenia. To bez sensu. Wychodzę i jadę kilkadziesiąt metrów dalej, pod kościół. Kościół jest zamknięty, rozbijam więc namiot na jego tyłach. Samą tylko sypialnię, bez tropiku. Jak gorąco!



Widzę jak drogą jedzie dwóch zawodników. Ich migające tylne lampki. Ten widok doprowadza mnie do rozpaczy. Ta tropikalna pogoda kompletnie mnie rozwala. Na nic nie mam siły. Zasypiam w złym nastroju. Przebyłam dziś zaledwie 131 km, a ujechałam się okrutnie.

Mapa
Ciąg dalszy


komentarze
Klimat. Prognozującym wydaje się przewidywalny. W Polsce też bywa różnie z możliwością przechytrzenia pogody. Średni kraj. Ile takich Polsk przebyłaś w czasie Twojej podróży ?
lutra
- 23:02 poniedziałek, 14 stycznia 2019 | linkuj
To był jeden z cięższych dni.
Tam chyba zawsze tak jest o tej porze roku. Tak, albo podobnie. Specyficzne warunki, dość mocno obciążające organizm, zwłaszcza gdy wcześniej kompletnie nie doświadczyło się czegoś takiego. W sytuacji wyścigu, kiedy trzeba się spieszyć i nie można sobie pozwolić na odpuszczenie sobie dnia, jest trudno. Bo przecież czas leci...
Kot
- 09:50 poniedziałek, 14 stycznia 2019 | linkuj
Zastanawiam się, czy klimat jest tam zawsze taki, czy to przypadek,
i tak się złożyło w czasie trwania tego morderczego wyścigu?
lutra
- 19:26 niedziela, 13 stycznia 2019 | linkuj
Krew, pot i łzy! Aż ciężko na duszy.
yurek55
- 14:17 sobota, 12 stycznia 2019 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum