Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(101)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

BBT (2)

Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 Kategoria BBT, do 300, Kocia czytelnia
Km: 285.30 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Po 4 godzinach dzwoni budzik. Spałam jak kamień. Czuję się wyspana. Na punkcie nie ma jedzenia. Parę osób nadal śpi. Chodzę szukając żarcia. Znajduję zabłąkane 2 banany. Zjadam. Piję też kawę i herbatę. Takie numery: kawa i herbata razem - tylko na ultramaratonach. Pora jechać. Jest blady świt, poniedziałek. Dzień dobry!

Jedzie się dziwnie. Bez energii. Opatów jest słoneczny. Zjadam zimną zupkę. Potem jest Majdan Królewski. Jechało się do niego ruchliwą DK 9. Nic miłego. Nigdy nie polubię tej drogi. Jest po prostu fatalna. TIRy ocierają się o mnie.

W Kolbuszowej odbicie z DK9, ale nadal ruch jest duży. Nie zauważam zmiany na lepsze. Niby omijamy Rzeszów, ale ruch mniejszy nie jest, w dodatku jest więcej górek. Punkt w Sędziszowie jest zamknięty. Właśnie zwijają namiot. W obsłudze miała być ekipa z Rowerowego Lublina. Teraz jednak nie ma tu już nikogo z nich. Wchodzę do Urzędu wysikać się. To wszystko. Ogarnia mnie złość. Kolega nie-zawodnik siedzi na ławce, ja jadę dalej. Jadąc wcinam batonika. Kilometry jakoś uciekają.

Wiele km dalej, w Brzozowie, jest czynny punkt prowadzony przez Koło Gospodyń Wiejskich. Jest tu, jak zawsze, bardzo sympatycznie. Jest wieczór gdy wyjeżdżamy z Brzozowa. Ścianka w mieście wchodzi gładko, mimo zmęczenia. Kiedy docieramy do Sanoka, jest już ciemno. Wieczorem ruch jest mniejszy. Drogi beznadziejne - jak zwykle. Chodniki też parszywe. Myślę sobie nawet, że tak długo, jak tutaj będzie okropnie, tak długo nie będzie dobrze w całym kraju. Sanok to dla mnie lustro Polski.

Z tego rozmyślania wyrywa mnie czyjś głos. Ktoś stoi z boku drogi z telefonem. Robi mi zdjęcie i coś mówi. To kibic wyścigu. Jest mi bardzo miło. Rozmawiamy chwilę. Potem dalej jedziemy przez pusty Sanok. Mijamy McD. W głowie nawet mam postój na jedzenie. To dlatego, że znowu jestem głodna. Od PK w Brzozowie wcale nie ujechałam daleko, ale mój organizm wyraźnie przyspieszył z przetwarzaniem jedzenia. McD odpuszczam, ale nie rezygnuję ze stacji Orlenu. Biorę soczek i puszkę z makrelą w sosie pomidorowym. Ryba, wiadomo…. pachnie. Pytam więc obsługę, czy mogę zjeść na miejscu. Śmiejąc się, pozwalają. Pewnie całkiem ciekawie jest pracować na takiej stacji. Różni klienci się trafiają. Niektórzy jedzą rybę. Kiedy wychodzę ze stacji, na zewnątrz jest kibic, którego spotkaliśmy chwilę wcześniej (zapomniałam jego imienia) razem ze swoją żoną, której imię zapamiętałam, by było wprost niesamowite: Larysa, w zdrobnieniu Larka. Mają zestawy z McD. Frytki, cola i jakaś kanapka z mięsem. Do mięsa nie mogę się zmusić, jednak frytki zjadam bardzo chętnie, popijając colą. Była ryba, były frytki i cola. Zabrakło tylko miękkiej bułeczki, chociaż, zaraz! W roli miękkiej buły wystąpiłam przecież ja.

Potem dojeżdżamy do ostatniego PK w Ustrzykach Dolnych. Tu zawsze jest dziwnie. Tu można spotkać prawdziwych zombie. Kiedy wchodzimy, przy kontuarze siedzi dwóch takich, którzy wyglądają mało żwawo. Jeden z nich mówi, że widzi podwójnie, może nawet potrójnie. W każdym razie, wielokrotnie. Robię mu ćwiczenie, prosząc, by policzył ilu nas tu siedzi. Liczy…. a ja go pytam, czy uwzględnił gościa leżącego pod stołem. Oczywiście nikt pod stołem nie leżał. Żartowałam. Noc żywych trupów.

Potem wpadł tu Andrzej Wewiórski. Sprawiał dobre wrażenie, człowieka pełnego energii. Jednak to było tylko wrażenie, bo on też był zombie. Siadł przy stole z boku sali i…. na długo zastygł w bezruchu. Do mety jeszcze jakieś 43 km. Czyli ok. 3 godziny jazdy po górach. A może drzemka? 25 minut.

Ciąg dalszy


komentarze
Kocham twoje opowieści. Jeśli ty wystąpiłaś w roli miękkiej buły, sobie musiał bym przypisać kogel mogel.
lutra
- 20:55 sobota, 1 września 2018 | linkuj
To maratonowe szaleństwo... chyba lubisz stan zombi od czasu do czasu. Lepsze niż burbon? :D
jotka69
- 10:16 sobota, 1 września 2018 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum