Z wiatrem... w twarz do Olsztyna
Sobota, 22 lipca 2017 Kategoria do 400, Kocia czytelnia
| Km: | 361.90 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 18:11 | km/h: | 19.90 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nigdy więcej pod wiatr do Olsztyna.
Sobotę zaczynam bardzo wcześnie rano. Szykuje się długi dzień. Trasa do Olsztyna, tj. ok. 360 km, będzie w całości pod wiatr. Poranek jest mglisty i niezbyt ciepły. Tegoroczne lato zdecydowanie nie rozpieszcza temperaturami i słonecznymi dniami. Jednak wg prognoz ma dziś przynajmniej nie padać. Dobre i to.
ciąg dalszyPierwszą przerwę kawową robię w Janowcu Wlkp. Przejechane mam niecałe 60 km - najchętniej bym zawróciła i z wiatrem pognała do domu. Jednak poza tym, że wieje w twarz, nie mam powodów by wracać. Piję więc kawę, jem babeczkę i ruszam w dalszą drogę. Jedzie mi się w miarę dobrze do czasu gdy zaczynam czuć, że zaczyna mnie boleć kolano. Ból jest coraz mocniejszy, kłujący. Jestem akurat w Żninie i toczę się powolutku pod górkę, na której stoi kościół. Kawałek za tym kościołem jest duży przystanek autobusowy. Byle tam się dokulać - będzie można usiąść i ze spokojem przestawić blok w bucie. Może to coś da. Sporo czasu ucieka mi na tym przystanku. Blok przestawiam kilka razy. Mam nadzieję, że to pomoże, bo dalej jechać z tak silnym bólem najzwyczajniej się nie da. Dość powiedzieć, że na górkę, za którą jest przystanek ledwo-ledwo dałam radę się wgramolić.
Ruszam spokojnie. Następne 40 km upływa mi na zastanawianiu się, czy kontynuować trasę, czy może dać sobie spokój. Po zmianie ustawienia bloku jest lepiej, ale nadal nie idealnie. Da się jakoś jechać. Ale to "jakoś", to trochę mało, by mieć przyjemność z jazdy. W Rojewie zatrzymuję się na lody. Dodatkowo zmieniam też ustawienie siodła. Jeśli to nie zniweluje bólu, to zakończę trasę w Toruniu i spędzę na mieście miłe popołudnie. Trudno, nie zawsze wychodzi tak jak by się chciało. I tak jestem już sporo czasu w plecy, nawet jeśli przestanie boleć, to z pewnością nie będę starała się jechać szybciej, aby nie forsować kolana. Jeśli dojadę do Olsztyna, to... głęboko w nocy. Motywacja do jazdy spada mocno, w zasadzie to już mi się nie chce.
Toczę się do Torunia - ból tak jakby ustał. Tj. nie boli kiedy jadę, ale kolano odzywa się gdy próbuję przyklęknąć oraz podczas chodzenia. Przejazd przez Toruń jak zwykle motam. Zamiast wydostać się z miasta ul. Turystyczną i objechać je lekko od południa, ładuję się na krajówki, którymi strach jechać. Jest więc bieganie od chodnika do chodnika, jazda chodnikiem, trochę jazdy pod prąd mniejszymi uliczkami oraz przejście przez tory kolejowe w miejscu niedozwolonym. Najważniejsze jest jednak to, że udaje mi się w końcu wydostać z miasta.
Przez Golub-Dobrzyń miałam tylko przelecieć, ale nie potrafię sobie odmówić krótkiej wizyty na rynku. A skoro już tu jestem, to może mała drożdżóweczka i lody? Popołudnie zrobiło się gorące.
Droga wojewódzka wiodąca do Brodnicy jest mało przyjemna. W mieście nie zatrzymuję się. Zaczynają się na dobre pagórki. Kolano jakoś nie protestuje. Strajkować za to zaczyna palec stopy. Blok jest ustawiony kompletnie inaczej niż dotychczas, więc w sumie nic dziwnego, że zaczęły się nowe dolegliwości...
Przed Lidzbarkiem zapalam lampki i ubieram się cieplej. Jeszcze trochę i nastanie noc. Wcale nie jestem zadowolona. Do Olsztyna jeszcze tak daleko! Przecież zupełnie nie tak miało być. Ta trasa miała pójść znacznie sprawniej - nic nie miało boleć! Jadąc myślę sobie o skróceniu trasy. Skoro nic się dziś nie składa, to może dojechać do Nidzicy i nocować w ogromnych lasach za miastem? A może zjechać np. do Działdowa i koleją ewakuować się do domu?
Wieczór przechodzi w noc. Nidzicę osiągam po ciemku. Nigdy nie byłam tu za dnia. Kompletnie nie potrafię sobie tego miasta wyobrazić inaczej jak tylko w ciemnościach nocy. Naturalne wydaje mi się również to, że miasto jest rozkopane. Czy tu w ogóle jest możliwe, by nie trafić na remont, zamkniętą drogę i objazd? Pierwszą zamkniętą ulicę trafiam od razu na początku, tuż po wjeździe do miasteczka. Próbuję to jakoś sforsować, ale gps pokazuje, że dalej jest rzeczka. Najpewniej most jest w remoncie. Postanawiam więc, że poszukam objazdu, ale najpierw wpadam na stację paliw wypić kawę. Dalsza jazda zapowiada się bardzo monotonnie: ciemno, ciemno, ciemno i... znowu ciemno. I tak przez jeszcze ok 50 km, więc kawa się przyda. Na stacji jest niesamowicie wesoło. Na cały głos puszczona jest muzyka, senność mija. Po wypiciu kawy ubieram na wiatrówkę kurtkę deszczową. Nie pada, ale jest tylko 13 stopni. Po całym dniu jazdy pod wiatr, zimno odczuwam dotkliwiej niż zwykle.


Wydostanie się z Nidzicy to koszmarek. Najpierw objazd do drugiego mostku na Nidzie, potem przejazd przez rynek. Po raz pierwszy widzę nidzicki rynek. Nawet fajny jest. A dalej... moja droga wylotowa na Olsztyn jest zamknięta. Nie bardzo da się to ominąć, trzeba sforsować. Szczęśliwie nie ma już żadnych rzeczek. Są za to grupki podpitych facetów. Siedzą na murkach, chodzą ulicami. Przez ten okropny remont i ulicę całą w piachu nie idzie się stąd szybko wydostać. Czuję się mało komfortowo. Nie mam ochoty mijać się w tym piachu z żadną z grupek. Chowam się więc za ścianą jednego z budynków i czekam aż rozkopana ulica zrobi się pusta. Trochę to trwa, ale w końcu udaje się. Wreszcie jest spokój.
Jakieś 10 km za Nidzicą zaczyna się zwarty kompleks leśny, który ciągnie się aż do Olsztyna. Tu jedzie się przyjemnie - jest spokojnie, prawie bez ruchu samochodowego. Mijam drogowskaz na Czarny Piec, Rączki i Moczysko. Jak zwykle wyłonił się z kompletnej ciemności. Chwilę później powiało chłodem - droga przykleiła się na około 6 km do jez. Omulew. Potem jeszcze na chwilę wjazd na DK 58. Kompletnie pustą o tej porze. Dalej ponad 20 km jazdy przez lasy. Las się kończy, zaczyna się Olsztyn. Robię fotkę na wjeździe do miasta i zawracam kawałek, by poszukać noclegu.
Nocleg jest zupełnie byle jaki. Jak to zwykle pod Olsztynem. Tym razem są to zarośla, do samego lasu nie sposób się wbić - tak gęsty jest. Nie mam już ochoty na szukanie czegoś lepszego. Z braku laku, dobry kit.
Mapa:
Zdjęcia
Mapa:
Zdjęcia
komentarze
Uparta Jesteś ! Co ma swoje zalety i wady ! :)
pozdrawiam Jurek57 - 19:54 poniedziałek, 24 lipca 2017 | linkuj
pozdrawiam Jurek57 - 19:54 poniedziałek, 24 lipca 2017 | linkuj
Dla Kota to miała być rutyna,
Ot zwykła wycieczka do Olsztyna.
Jednak wietrzna jest pogoda,
Ciężka zapowiada się przygoda!
Nagle pośród pięknych pól,
Nastąpił kolana kłujący ból...
Mimo bólu uparcie dąży do celu,
Kot zawsze widzi światełko w tunelu!
Zbliża się zimna i ciemna noc,
Kilometrów do przejechania moc.
Na drodze kręcą się różne typki,
Długą wyprawę kończą oscypki! malarz - 19:10 poniedziałek, 24 lipca 2017 | linkuj
Ot zwykła wycieczka do Olsztyna.
Jednak wietrzna jest pogoda,
Ciężka zapowiada się przygoda!
Nagle pośród pięknych pól,
Nastąpił kolana kłujący ból...
Mimo bólu uparcie dąży do celu,
Kot zawsze widzi światełko w tunelu!
Zbliża się zimna i ciemna noc,
Kilometrów do przejechania moc.
Na drodze kręcą się różne typki,
Długą wyprawę kończą oscypki! malarz - 19:10 poniedziałek, 24 lipca 2017 | linkuj
Po czasie przejazdu wnoszę , że dało wciry :) i w nóżki zapewne
też weszło . Pozdro & Gratki SimplyR - 20:25 niedziela, 23 lipca 2017 | linkuj
też weszło . Pozdro & Gratki SimplyR - 20:25 niedziela, 23 lipca 2017 | linkuj
No co Ty giovanni, Kotu chcesz mówić gdzie ma jechać? Pięknie!
vuki - 08:56 niedziela, 23 lipca 2017 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





