Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2021

Dystans całkowity:655.13 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:28:24
Średnia prędkość:23.07 km/h
Maksymalna prędkość:43.80 km/h
Suma podjazdów:2539 m
Maks. tętno maksymalne:158 (0 %)
Maks. tętno średnie:128 (0 %)
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:218.38 km i 9h 28m
Więcej statystyk

Sochaczew

Sobota, 20 listopada 2021 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
Km: 244.70 Km teren: 0.00 Czas: 09:09 km/h: 26.74
Pr. maks.: 43.80 Temperatura: 10.0°C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 816m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Są miejsca, w które lubię wracać. Świetliste, wysokie okna, noc, zegar na fasadzie, silny wiatr. To wszystko to jest Sochaczew i jeden z najładniejszych dworców kolejowych. Bilet powrotny z Sochaczewa kupiłam gdzieś w połowie tygodnia. Z listopadowym wiatrem polecieć właśnie tam – taki był plan. Jednak im bliżej było soboty, tym więcej wątpliwości. Czy na pewno? Czy będzie padało? Jak mocno będzie wychładzał wiatr? Jak będzie na drodze nr 92 późnym popołudniem, gdy już będzie ciemno? Czy na pewno mi się chce? W końcu to aż 240 km… tylko po to by popatrzeć na okna dworca w Sochaczewie.

Listopad obiecał, że przez cały czas będzie trzymał silną rękę wiatru na moich plecach. Obiecał też ciepło – tyle, ile go w sobie ma, czyli... niewiele. Deszcz? Może trochę mżawki, w sumie nic strasznego. Noc? No cóż, bardzo łatwo jest wpaść w noc na rowerze w drugiej połowie listopada. Słońce? Jeśli się pojawi, to tylko na chwilę. Żeby przełamać szarości. Szarość będzie występowała we wszystkich swoich odcieniach. Będzie szary, jasnoszary, ciemnoszary, czarno-szary, szarozielony, szaro-granatowy, ołowiany i milion odcieni pośrednich, które występują w przyrodzie tylko teraz.



W sobotę rano zjadam dobre śniadanie i wychodzę z domu. Wieje mocno i z właściwego kierunku. Kiedy ostatnio jechałam z wiatrem? Wstyd przyznać – nie pamiętam! Jakoś od dawna się nie składało. Kiedy ruszam, jest już widno, a o tej porze roku oznacza to, że wcale nie jest aż tak wcześnie. To niestety też oznacza, że nie tylko ja nie śpię – na drodze są już samochody. Na szczęście DK92 w Swarzędzu i na dalszych kilometrach jest dwupasmówką, a dalej ma pobocze. Nieprzyjemnie robi się dopiero około 48 km trasy, za Wrześnią. Przez następne 30 km krajówka nie ma pobocza, a w każdą stronę jest tylko jeden pas. Ruch niby nie aż tak duży, ale jednak nieco irytujący.



Wiatr za to wieje idealnie i mogę jechać szybko, w zasadzie bez żadnego wysiłku. W pewnym momencie dochodzę nawet do wniosku, że ta trasa ucieka zdecydowanie za szybko. Po pożywnym śniadaniu nie potrzebuję postojów i zatrzymuję się nieco na wyrost. Po to tylko, żeby wytopić trochę czasu. Nie przykładam się do tej jazdy, bo zupełnie nie ma takiej potrzeby. Gdzieś w połowie trasy pojawiają się myśli, by może dziabnąć Warszawę. Z tym wiatrem to zupełnie możliwe. Nie mam jednak biletu kolejowego na odcinek Warszawa-Sochaczew. Poza tym od Sochaczewa nie mam też wgranej dalszej trasy. A to dość istotny problem. Im bliżej stolicy, tym ruch większy, więc lepiej nie lecieć krajówką. W dodatku to już by było po ciemku. Mam dobrze opracowany fragment Sochaczew - Warszawa. Tyle, że nie jest to wgrane do nawigacji.





W tej sytuacji odpuszczam. Dochodzę do wniosku, że ostatecznie to bez sensu. Poza tym, tego roku przecież już byłam w Warszawie. I tak, na myślach różnorakich, upływa mi czas oraz upływają kilometry. Wiatr jest po prostu wspaniały. W Zdunach, jest to kawałek przed Łowiczem, robię ostatni postój przed Sochaczewem. Trafiam na nieduży Orlen.



Biorę kawę i zjadam rogala. Mam w nogach niemal 200 km i dopiero teraz zaczynam czuć lekki głód po śniadaniu. Gdy wychodzę ze stacji, jest już prawie ciemno.





W Sochaczewie zaczyna leciutko kropić. Mżawka w wersji mini. Robię kilka zdjęć i zastanawiam się, co dalej. Do odjazdu pociągu mam bardzo dużo czasu. Obczajam zatem miejscowy Orlen, idę zobaczyć ruiny zamku, a potem jadę na dworzec.



Po ciemku, gdy jest rozświetlony, robi niesamowite wrażenie.





Cały urok psują niestety zainstalowani w poczekalni menele. Śmierdzą okropnie. Jest zimno i wieje, więc nie uśmiecha mi się siedzieć na zewnątrz. Jakoś wytrzymuję ten smród, ale tylko do czasu, gdy wyciągają papierosy i zaczynają kopcić. Tego jest już za wiele. Wychodzę na zewnątrz. Kręcę się z rowerem i w końcu siadam pod wiatą przystankową. Wieje tu i jest zimno, ale przynajmniej nie śmierdzi.



Siedząc patrzę na okna dworca i miły to jest widok. Powrót koleją, z przygodami. Przed Słupcą do pociągu wsiada dwóch agresywnych i wulgarnych facetów. W Słupcy Straż Ochrony Kolei ich wyprowadza, ale cała akcja spowodowała aż półgodzinne opóźnienie.

Pokłosie

Czwartek, 11 listopada 2021 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
Km: 156.90 Km teren: 0.00 Czas: 06:59 km/h: 22.47
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 454m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Ta trasa to było pokłosie ogólnego rozmemłania.
Długi weekend, a tu żadnego planu. Kiedy zaczęłam planować okazało się, że wszystko bez sensu. Nie było już biletów na pociągi. Zaplanowałam więc 3 dniowy wypad w lasy na zachód kraju. Kupiłam bilet do Nowego Tomyśla, bo ten akurat dało się kupić. Ale w międzyczasie... odechciało mi się jechać.
Jednak skoro już miałam bilet w kieszeni, to pojechałam do Nowego Tomyśla. Tyle, że nie zaczęłam tam żadnej parodniówki. Kiedy dotarłam na miejsce, po prostu wsiadłam na rower i wróciłam nim do domu. Trasa miała kształt rogalika świętomarcńskiego. Wszystkiego wyszło 156 km i było nawet ładnie. Listopad niezaprzeczalnie ma swój urok. Początek we mgle, a później bardzo ładny dzień i wieczór oraz początek nocy.

Kilka fotek z tego wyjazdu. Miłego odbioru :)

Nowy Tomyśl i ogromny wiklinowy kosz we mgle.


Choinka.


Kolorów coraz mniej.


Patrząc w niebo.


Na dywanie z liści.


Jesienny domek.


Zrobiłam kota :)


Sina dal.


Wieczór.


Wyścigi.


Zaniemyśl.


Święto Niepodległości.


Czwartek w Środzie (Wielkopolskiej).



Wielanowo 2021

Sobota, 6 listopada 2021 Kategoria do 300, Kocia czytelnia, Wielanowo
Km: 253.53 Km teren: 0.00 Czas: 12:16 km/h: 20.67
Pr. maks.: 40.50 Temperatura: 7.0°C HRmax: 158158 HRavg 128
: kcal Podjazdy: 1269m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Jego noce są dłuższe i ciemniejsze. Łatwiej się zgubić. Łatwiej zaplątać.
Łatwiej zasnąć. Nawet na zawsze.
Łatwiej jest żyć w listopadzie.

*
W kurtce. W szalu. W czapce. W wełnianych skarpetkach i rękawiczkach. Chowam się w tym wszystkim przed zgniłą jesienią.

*
Będę zawsze przy Tobie.
Nie ma znaczenia co powiesz, co zrobisz.
Będę zawsze przy Tobie.
*
Listopad jest chłodnym spokojem. Jest skarbem, którego szukałam.
*
Emocje wirują jak liście na wietrze. Albo jak płatki śniegu. Możesz próbować je łapać.
Ale one wtedy będą już inne. Zmienią kolory i stan skupienia.
Zostaną puste ręce.
*
Nadal lubię grzyby i szpinak. Oraz czereśnie i kolor różowy. Być może lubię również Ciebie. Z pewnością nie lubię większości ludzi.
*
Ludzie - widma. Patrzę na nich. Jak we mgłę. Przejdę obok. Nie zatrzymam wzroku. Nie odwrócę się.
*
"U Twych ramion płaszcz powisa, krzykliwy z leśnego ptactwa, długi przez cały korytarz, przez podwórze, aż gdzie gwiazda Wenus."
*
Zimno. Wieje. Kropi. Szaro. Listopad.

*
Wyizolowałam sterylny świat. Tu "zawsze" i tu "nigdy". Nigdy nie mów nigdy i pamiętaj, że nie ma nic na zawsze.
*
Raz po raz wracam do rzeczywistości. Normalna droga, zwykły chłód, silny wiatr. Mżawka. Środek jesieni.


*
Zapadam się w mech i kolorowe liście. Zapadam się w mokry piasek na dworcu w Wielanowie.
Zapadam się w noc. Zapadam we mgłę i w zimowy sen.
Wszędzie tam mnie znajdziesz po trochu.
*
W prawo, czy w lewo? Zresztą, to bez znaczenia.

*
Patykiem na piasku rysuję słońce. A potem piszę słowa, których nigdy nie wypowiem.
*
Bez przeszłości. Bez przyszłości. Bez perspektyw. Bez wspomnień i bez planów. Tylko tu i teraz.

*
"Błękitne, szerokie okna i jasne smugi od lamp i Twoja postać, jasna postać"
*
Nie mam siły brnąć w złudzenia. Położę się tu, na drewnianej ławce. I poczekam na wiosnę. Meta przecież nie istnieje.
*
Ta droga jest jak rzeka zapomnienia. Zapominam coraz bardziej i więcej. Zapominam się.
Nie pamiętam.
Zamykam oczy i jadę dalej. W zapomnienie. I w noc.


*
Wszystkie smutki zbiegają się w Wielanowie. Co roku, o tej samej porze.
Gdzieś tu, na stacji w lesie. Siedzą na drewnianej ławce.
W pierwszej połowie listopada.

*
A co, jeśli to wszystko jest snem?

*
16:11, za trzy minuty zachód słońca. Właśnie odjeżdża pociąg z Wielanowa.

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum