Wpisy archiwalne w miesiącu
Kwiecień, 2017
| Dystans całkowity: | 1347.14 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 12:56 |
| Średnia prędkość: | 20.35 km/h |
| Suma podjazdów: | 6571 m |
| Liczba aktywności: | 25 |
| Średnio na aktywność: | 53.89 km i 6h 28m |
| Więcej statystyk | |
Epoka lodowcowa
Wtorek, 18 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 30.46 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 137m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zero stopni i mały śnieg w trawie przy drodze, do tego rześki wiaterek.
Jeszcze tylko kilka miesięcy i przyjdzie prawdziwa zima.
Jeszcze tylko kilka miesięcy i przyjdzie prawdziwa zima.
Het za domem, za rzeką
Niedziela, 16 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 27.83 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 140m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
W oka mgnieniu
Sobota, 15 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 1.87 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 29m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Czwartek
Czwartek, 13 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 29.03 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 135m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wtorek
Wtorek, 11 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 28.50 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 140m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ale wiało!
Poniedziałek
Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 30.59 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 133m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zgierz - Łowicz
Niedziela, 9 kwietnia 2017 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
| Km: | 99.31 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:53 | km/h: | 20.34 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 244m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Gdzieś niedaleko za lasem musi być czyiś dom. Szczekanie
psów słychać dość dobrze. Otwieram oczy. Jest noc, ciemno, ale jakoś tak… jasno.
Księżyc jest blisko pełni. Taka okazja: noc, środek lasu, księżycowa noc.
Wychodzę z namiotu, jest coś po drugiej. Pięknie. Magicznie. Czarna noc,
srebrny księżyc. Opadłe zeszłej jesieni liście drzew srebrzą się i mienią,
drzewa rzucają długie cienie. Robię zdjęcia, lecz
niestety nie udaje mi się oddać nawet w małej części tego niesamowitego piękna.
Kiedy rano się budzę, jestem przekonana, że jestem w domu. Chwilę trwa, nim dociera do mnie, że to nie dom murowany, lecz przenośny. Coś kapie. Słyszę odgłos kropli spadających na mój namiot. Niemożliwe. Jeszcze niedawno było przecież nade mną czyste nocne niebo! Otwieram namiot: mgła. Nie pada, to wilgoć kapie z drzew. Gotuję kawę, jem śniadanie, potem zwijam obóz. Wszystkiemu przygląda się kos siedzący nieopodal. Zupełnie się nie boi.

Terenem jadę aż pod same bloki Zgierza. Miasto śpi. Cieszę się, że z wczorajszej decyzji, by przyjechać tu rano.
Po Strykowie kręcę się i szukam atrakcji, ale jedynym ciekawym miejscem jest Orlen :). Pierwszy na całej mojej dwudniowej trasie. Jak miło – będzie ulubiona orlenowa kawka a może nawet coś więcej. Piję kawę i jem chrupiącą kanapkę na ciepło z zegarkiem w ręku. Teoretycznie z czasem do odjazdu pociągu jest bezpiecznie, ale na wszelki wypadek lepiej nie być na styk. Chociaż… cóż nieoczekiwanego może się wydarzyć?
Wjazd w teren. Tego się nie spodziewałam. Tę trasę zaplanowałam jeszcze w zeszłym roku. W piątek wgrałam, nie sprawdzając nawet. No to teraz mam super atrakcje. Gruntowa droga nie jest zła. Mimo mżawki i chłodu nie jedzie się źle. Potem nagle gps prowadzi w szczery las. Pluję sobie w brodę, że nie sprawdziłam tej trasy przed wyjazdem. Nie jestem pewna, czy to odbicie było zamierzone, bo to granica którejś z gmin, czy może jest to zwykły błąd i mogę to ze spokojem pominąć. Na wszelki wypadek napieram. Biegnę, jadę, idę. Prawdziwy przełaj i aż się sama z siebie śmieję. Gdy teren się kończy, dostaję w nagrodę szosę i wiatr w plecy.
Ale wiatr pomagający jest tylko na chwilę. Trasa wykręca centralnie pod wiatr. 15 km takiej mordęgi. Im dłużej tak jadę, tym więcej mam czarnych myśli. Jedna z nich to wizja podjazdu na wiadukt nad A2 pod sam koniec tej długiej prostej. Próbuję się pocieszać, że może moja droga jest puszczona pod autostradą. Czarny scenariusz spełnia się. Oto moja góra! :)) Jestem już tak umordowana, że zrzucam z blatu. Dalej jest już tylko lepiej. Aż do Łowicza jedzie się przyjemnie. W samym mieście trwają uroczystości Niedzieli Palmowej. Pełno ludzi. Czym prędzej uciekam na dworzec. Nie lubię być w tłumie.
Kiedy rano się budzę, jestem przekonana, że jestem w domu. Chwilę trwa, nim dociera do mnie, że to nie dom murowany, lecz przenośny. Coś kapie. Słyszę odgłos kropli spadających na mój namiot. Niemożliwe. Jeszcze niedawno było przecież nade mną czyste nocne niebo! Otwieram namiot: mgła. Nie pada, to wilgoć kapie z drzew. Gotuję kawę, jem śniadanie, potem zwijam obóz. Wszystkiemu przygląda się kos siedzący nieopodal. Zupełnie się nie boi.

Terenem jadę aż pod same bloki Zgierza. Miasto śpi. Cieszę się, że z wczorajszej decyzji, by przyjechać tu rano.
Po Strykowie kręcę się i szukam atrakcji, ale jedynym ciekawym miejscem jest Orlen :). Pierwszy na całej mojej dwudniowej trasie. Jak miło – będzie ulubiona orlenowa kawka a może nawet coś więcej. Piję kawę i jem chrupiącą kanapkę na ciepło z zegarkiem w ręku. Teoretycznie z czasem do odjazdu pociągu jest bezpiecznie, ale na wszelki wypadek lepiej nie być na styk. Chociaż… cóż nieoczekiwanego może się wydarzyć?
Wjazd w teren. Tego się nie spodziewałam. Tę trasę zaplanowałam jeszcze w zeszłym roku. W piątek wgrałam, nie sprawdzając nawet. No to teraz mam super atrakcje. Gruntowa droga nie jest zła. Mimo mżawki i chłodu nie jedzie się źle. Potem nagle gps prowadzi w szczery las. Pluję sobie w brodę, że nie sprawdziłam tej trasy przed wyjazdem. Nie jestem pewna, czy to odbicie było zamierzone, bo to granica którejś z gmin, czy może jest to zwykły błąd i mogę to ze spokojem pominąć. Na wszelki wypadek napieram. Biegnę, jadę, idę. Prawdziwy przełaj i aż się sama z siebie śmieję. Gdy teren się kończy, dostaję w nagrodę szosę i wiatr w plecy.
Ale wiatr pomagający jest tylko na chwilę. Trasa wykręca centralnie pod wiatr. 15 km takiej mordęgi. Im dłużej tak jadę, tym więcej mam czarnych myśli. Jedna z nich to wizja podjazdu na wiadukt nad A2 pod sam koniec tej długiej prostej. Próbuję się pocieszać, że może moja droga jest puszczona pod autostradą. Czarny scenariusz spełnia się. Oto moja góra! :)) Jestem już tak umordowana, że zrzucam z blatu. Dalej jest już tylko lepiej. Aż do Łowicza jedzie się przyjemnie. W samym mieście trwają uroczystości Niedzieli Palmowej. Pełno ludzi. Czym prędzej uciekam na dworzec. Nie lubię być w tłumie.
Zdjęcia
Zaliczone gminy: Stryków, Głowno (miasto), Głowno (obszar wiejski), Bielawy, Domaniewice, Łyszkowice - 6 gmin.
Kłodawa - Zgierz
Sobota, 8 kwietnia 2017 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
| Km: | 163.90 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 08:03 | km/h: | 20.36 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 582m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Albo go nie było, albo przeoczyłam – wagonu z miejscami na
rowery. W rezultacie podróż do Kłodawy spędziłam mając swój rower prawie na
kolanach. Była to świetna okazja, by przypatrzeć mu się z bliska, tzn. temu
jaki jest brudny.
Na miejscu jestem chwilę przed 10 rano, od razu ruszam na południe, a potem na wschód. Wiatr mi sprzyja lub mam go lekko z boku. Aż do DK91 jadę mało ruchliwymi drogami, a sama krajówka też nie jest zła. Ruch raczej niewielki, do tego szerokie pobocze. Przyjemna jazda kończy się, gdy zjeżdżam z 91. Zaczyna się walka z wiatrem. 16 km pod centralnie czołowy wiatr. Prawie stoję w miejscu, mozolnie i powoli przesuwając się do przodu. Gdy szosa w końcu wykręca i mogę trochę odpocząć od wiatru, oddycham z ulgą. W Świnicach Warckich znajduję ciekawy obiekt – sanktuarium Urodzin i Chrztu św. Faustyny. Kiedy podjeżdżam bliżej, słyszę gromkie: „witam kolegę!”. Rozglądam się dookoła i nie widzę nikogo do kogo mogłoby być skierowane to zawołanie. Jestem tu tylko ja :). „Raczej koleżankę” kwituję cierpko, odpowiadając starszemu panu. Pan jest nieco zaskoczony, że nie ma do czynienia z facetem i robi się bardzo wesoło. Chwilę rozmawiamy – p. Włodek mieszka w Kłodawie, dużo jeździ na rowerze, zbiera pieczątki oraz odznaki turystyczne. Robimy sobie pamiątkową fotkę, szybko zwiedzam sanktuarium i jadę dalej.
Ciekawe tereny mijam nad Nerem. Sama rzeka nie jest może imponująca, ale sporo tu kanałów, są też imponujące rozlewiska – prawdziwy ptasi raj. Pięknie jest też w okolicach Sarnowa, mam okazję przejechać wyasfaltowaną groblą nad Stawami Sarnów. Sielską jazdę zabija wyjazd na DK72. Droga nie jest zbyt szeroka, nie ma pobocza, a ruch jest duży. Nic przyjemnego.
W Aleksandrowie Łódzkim spędzam chwilę czasu oglądając świetnie przygotowane dekoracje świąteczne. Jest ogromny zając i mega pisanki. Aż żałuję, że jestem tu za dnia – całość musi genialnie wyglądać po zmroku, gdy zostaną zapalone wszystkie lampeczki. Robię serię fotek i zmykam.

Za Aleksandrowem teren jest dość monotonny. Wieś podobna do wsi. Pies do psa – a tych goni mnie niestety całkiem sporo. Ciekawie robi się gdy wjeżdżam w lasy i docieram do Grotników. Co zaskakujące, gdy mijam tabliczkę z napisem „Zgierz”, droga zamienia się w gruntówkę. Spoglądam na zegarek – do zachodu słońca już całkiem blisko. Decyduję się nie wjeżdżać do centrum miasta w sobotni wieczór. Droga gruntowa ma kilka ładnych kilometrów, ale jest całkiem wygodna. Tego dnia lasu już nie opuszczam. Kiedy tylko trafia się okazja, czmycham w bok i rozbijam namiot.
Na miejscu jestem chwilę przed 10 rano, od razu ruszam na południe, a potem na wschód. Wiatr mi sprzyja lub mam go lekko z boku. Aż do DK91 jadę mało ruchliwymi drogami, a sama krajówka też nie jest zła. Ruch raczej niewielki, do tego szerokie pobocze. Przyjemna jazda kończy się, gdy zjeżdżam z 91. Zaczyna się walka z wiatrem. 16 km pod centralnie czołowy wiatr. Prawie stoję w miejscu, mozolnie i powoli przesuwając się do przodu. Gdy szosa w końcu wykręca i mogę trochę odpocząć od wiatru, oddycham z ulgą. W Świnicach Warckich znajduję ciekawy obiekt – sanktuarium Urodzin i Chrztu św. Faustyny. Kiedy podjeżdżam bliżej, słyszę gromkie: „witam kolegę!”. Rozglądam się dookoła i nie widzę nikogo do kogo mogłoby być skierowane to zawołanie. Jestem tu tylko ja :). „Raczej koleżankę” kwituję cierpko, odpowiadając starszemu panu. Pan jest nieco zaskoczony, że nie ma do czynienia z facetem i robi się bardzo wesoło. Chwilę rozmawiamy – p. Włodek mieszka w Kłodawie, dużo jeździ na rowerze, zbiera pieczątki oraz odznaki turystyczne. Robimy sobie pamiątkową fotkę, szybko zwiedzam sanktuarium i jadę dalej.
Ciekawe tereny mijam nad Nerem. Sama rzeka nie jest może imponująca, ale sporo tu kanałów, są też imponujące rozlewiska – prawdziwy ptasi raj. Pięknie jest też w okolicach Sarnowa, mam okazję przejechać wyasfaltowaną groblą nad Stawami Sarnów. Sielską jazdę zabija wyjazd na DK72. Droga nie jest zbyt szeroka, nie ma pobocza, a ruch jest duży. Nic przyjemnego.
W Aleksandrowie Łódzkim spędzam chwilę czasu oglądając świetnie przygotowane dekoracje świąteczne. Jest ogromny zając i mega pisanki. Aż żałuję, że jestem tu za dnia – całość musi genialnie wyglądać po zmroku, gdy zostaną zapalone wszystkie lampeczki. Robię serię fotek i zmykam.

Za Aleksandrowem teren jest dość monotonny. Wieś podobna do wsi. Pies do psa – a tych goni mnie niestety całkiem sporo. Ciekawie robi się gdy wjeżdżam w lasy i docieram do Grotników. Co zaskakujące, gdy mijam tabliczkę z napisem „Zgierz”, droga zamienia się w gruntówkę. Spoglądam na zegarek – do zachodu słońca już całkiem blisko. Decyduję się nie wjeżdżać do centrum miasta w sobotni wieczór. Droga gruntowa ma kilka ładnych kilometrów, ale jest całkiem wygodna. Tego dnia lasu już nie opuszczam. Kiedy tylko trafia się okazja, czmycham w bok i rozbijam namiot.
Zdjęcia
Zaliczone gminy: Olszówka, Daszyna, Świnice Warckie, Dalików, Aleksandrów Łódzki, Parzęczew, Ozorków (obszar wiejski), Ozorków (miasto), Zgierz (obszar wiejski), Zgierz (miasto) - 10 gmin.
Deszcz
Piątek, 7 kwietnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 22.82 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 128m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wszystko w deszczu, wietrze i chłodzie. Klimatycznie. Nawet lubię :)





