Wpisy archiwalne w miesiącu
Grudzień, 2017
| Dystans całkowity: | 684.70 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Suma podjazdów: | 3887 m |
| Liczba aktywności: | 26 |
| Średnio na aktywność: | 26.33 km |
| Więcej statystyk | |
List do Gwiazdora - czyli powrót do dzieciństwa :)
Środa, 6 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 29.23 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 189m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kiedy byłam małą dziewczynką, zawsze w grudniu, razem z siostrą pisałam list do Gwiazdora. Nie do Świętego Mikołaja, lecz właśnie do Gwiazdora - miłego pana, z nieco za dużym brzuchem i z gęstą siwą brodą, którego nieodłącznym atrybutem był ogromny worek pełen wspaniałych prezentów. Mikołajki nigdy nie były u nas jakoś szczególnie obchodzone. Za to na myśl o przyjściu Gwiazdora, zawsze czułyśmy niesamowitą ekscytację i radość.
Listy do Gwiazdora pisałyśmy na początku grudnia, na karteczkach, które potem układałyśmy na parapecie kuchennego okna. To był jedyny sposób na wysłanie listu.
A potem patrzyłyśmy w nocne niebo. Poruszające się po czarnym niebie światełka oznaczały, że leci samolot z Gwiazdorem! Bo w grudniu latał tylko Gwiazdor - innych lotów nie było. Leciał i patrzył w okna, sprawdzając, czy czekają na niego listy z wymarzonymi prezentami.
Każdego ranka z niepokojem sprawdzałam, czy mój list już został zabrany. Czasem trochę to trwało, ale zawsze w końcu znikał.
Dziwnym trafem Gwiazdor znał mamę i tatę - czasem rodzice przekazywali nam od niego wiadomości o tym co mówił, gdy zobaczył nasz listy.
A gdyby tak wrócić do dzieciństwa... zamiast karteczki i długopisu mam komputer i klawiaturę, do dzieła:
Miły Gwiazdorku,
przez cały rok byłam najgrzeczniejsza i najmilsza jak tylko potrafiłam :)). Pod choinkę chciałabym dostać...
To nie takie proste - kiedy ostatni raz pisałam list byłam mała i wtedy z pewnością chciałam jakąś lalkę. Lalka to zawsze był najfajniejszy prezent. Najlepiej z długimi włosami, które można było ładnie czesać. Uwielbiałam to!
Ale teraz przecież jestem już za stara.
Co bym mogła teraz chcieć? Zabawkę na miarę swojej starości! Rower!
Więc piszę dalej mój list:
.... rower. Niech to będzie tytanowa kolarzówka, Curve Belgie, rozmiar 50, na Ultegrze i z obręczowymi hamulcami. Taka jak ta:

A jak rower nie wejdzie do worka z prezentami, to przynieś mi pod choinkę ulubione czekoladki Toffifee - ale dużo! :) Tyle ile tylko zmieścisz.
................................................................................................................................................................................
Dziś wredne warunki do jazdy rowerem: 4 stopnie powyżej zera, silny wiatr i deszczyk. Bywało milej.
Listy do Gwiazdora pisałyśmy na początku grudnia, na karteczkach, które potem układałyśmy na parapecie kuchennego okna. To był jedyny sposób na wysłanie listu.
A potem patrzyłyśmy w nocne niebo. Poruszające się po czarnym niebie światełka oznaczały, że leci samolot z Gwiazdorem! Bo w grudniu latał tylko Gwiazdor - innych lotów nie było. Leciał i patrzył w okna, sprawdzając, czy czekają na niego listy z wymarzonymi prezentami.
Każdego ranka z niepokojem sprawdzałam, czy mój list już został zabrany. Czasem trochę to trwało, ale zawsze w końcu znikał.
Dziwnym trafem Gwiazdor znał mamę i tatę - czasem rodzice przekazywali nam od niego wiadomości o tym co mówił, gdy zobaczył nasz listy.
A gdyby tak wrócić do dzieciństwa... zamiast karteczki i długopisu mam komputer i klawiaturę, do dzieła:
Miły Gwiazdorku,
przez cały rok byłam najgrzeczniejsza i najmilsza jak tylko potrafiłam :)). Pod choinkę chciałabym dostać...
To nie takie proste - kiedy ostatni raz pisałam list byłam mała i wtedy z pewnością chciałam jakąś lalkę. Lalka to zawsze był najfajniejszy prezent. Najlepiej z długimi włosami, które można było ładnie czesać. Uwielbiałam to!
Ale teraz przecież jestem już za stara.
Co bym mogła teraz chcieć? Zabawkę na miarę swojej starości! Rower!
Więc piszę dalej mój list:
.... rower. Niech to będzie tytanowa kolarzówka, Curve Belgie, rozmiar 50, na Ultegrze i z obręczowymi hamulcami. Taka jak ta:

A jak rower nie wejdzie do worka z prezentami, to przynieś mi pod choinkę ulubione czekoladki Toffifee - ale dużo! :) Tyle ile tylko zmieścisz.
................................................................................................................................................................................
Dziś wredne warunki do jazdy rowerem: 4 stopnie powyżej zera, silny wiatr i deszczyk. Bywało milej.
Zwykły dzień, jakich wiele
Wtorek, 5 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 25.52 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 143m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Księżyc w superpełni
Poniedziałek, 4 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 25.41 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 144m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Większy i bardziej złoty niż zwykle. Imponujący. Patrząc jak promienieje na nocnym niebie, pomyślałam sobie, że Robert1973 widzi go jeszcze większego i bardziej jasnego. A to dlatego, że jest coraz bliżej celu.
Grudniowy przełaj
Niedziela, 3 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 38.60 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 309m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ubrałam przełajówce terenowe opony i pojechałam przed siebie. Bez planu. Im dłużej jechałam, tym zabawa była lepsza. Przełajówka to bardzo fajny rower.
Wieża na Dziewiczej Górze była dziś otwarta. Można było wejść i popatrzeć na okolicę z góry. Przy tak dobrej pogodzie widok musiał być świetny. Dłuższą chwilę stałam pod wieżą, patrząc w górę. Raz po raz ktoś przejechał rowerem. Gdybym miała linkę do zapięcia roweru, to przecież bym weszła na taras widokowy. Szkoda, że jej nie miałam.
Stojąc i patrząc w górę myślałam o innych niewykorzystanych okazjach, które przeminęły gdzieś z wiatrem.

Wieża na Dziewiczej Górze była dziś otwarta. Można było wejść i popatrzeć na okolicę z góry. Przy tak dobrej pogodzie widok musiał być świetny. Dłuższą chwilę stałam pod wieżą, patrząc w górę. Raz po raz ktoś przejechał rowerem. Gdybym miała linkę do zapięcia roweru, to przecież bym weszła na taras widokowy. Szkoda, że jej nie miałam.
Stojąc i patrząc w górę myślałam o innych niewykorzystanych okazjach, które przeminęły gdzieś z wiatrem.

Ktoś na mnie czekał
Sobota, 2 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 15.04 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 128m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bawmy się! :)
Piątek, 1 grudnia 2017 Kategoria do 50, Pobaw się z Kotem
| Km: | 25.36 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 174m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na dzisiejszy koniec nocy oraz poranek zapowiadany był śnieg z deszczem i temperatura około zera. Zaplanowałam więc, że zamiast rowerem, pojadę samochodem. Kiedy wychodziłam z domu, za drzwiami była noc. Nie było biało, nie sypał śnieg, nie było ślisko. Zwykła mokra i zimna końcówka nocy. Coś tam lekko padało. Średnio pewnie ze trzy płatki śniegu na 15 sekund ;).
Im bardziej szłam do samochodu, tym bardziej chciałam iść na rower.
Im bardziej jechałam samochodem, tym bardziej chciałam jechać rowerem.
Pogoda w końcu nie była tragiczna, a wręcz przeciwnie - było całkiem pięknie: mżyście, mgliście, zimno, nie ślisko i nie biało i nie mroźnie. Przejechałam samochodem może z kilometr i zawróciłam do domu. Po rower. Szybko wskoczyłam w strój sportowy, spakowałam sakwę i pognałam przed siebie.
Jak ja lubię jeździć rowerem! Nie ma większej przyjemności.
Im bardziej szłam do samochodu, tym bardziej chciałam iść na rower.
Im bardziej jechałam samochodem, tym bardziej chciałam jechać rowerem.
Pogoda w końcu nie była tragiczna, a wręcz przeciwnie - było całkiem pięknie: mżyście, mgliście, zimno, nie ślisko i nie biało i nie mroźnie. Przejechałam samochodem może z kilometr i zawróciłam do domu. Po rower. Szybko wskoczyłam w strój sportowy, spakowałam sakwę i pognałam przed siebie.
Jak ja lubię jeździć rowerem! Nie ma większej przyjemności.
Wracając do domu widziałam po raz pierwszy w tym sezonie jesienno-zimowym choinki!
Zatem pora zacząć zabawę w liczenie choinek! :)
Jesteście gotowi?
No to start!

Oto regulamin zabawy:
Liczymy:
1. Tylko te choinki, które widzimy jadąc rowerem.
2. Jedną (tę samą) choinkę liczymy tylko raz w ciągu dnia.
3. Wyłącznie choinki podświetlone lampkami.
4. Tylko choinki zewnętrzne.
5. Choinki miejskie na rynkach i placach - nawet jeśli są sztuczne.
Nie liczymy:
1. Choinek widzianych podczas jazdy innym środkiem transportu niż rower,
2. Choinek widzianych podczas marszu / prowadzenia roweru,
3. Choinek obwieszonych ozdobami świątecznymi, ale bez świecących się lampek.
4. Tworów choinkopodobnych, tj:
a) atrap choinek (np. podświetlonych trójkątów w oknach imitujących choinkę),
b) lampek świątecznych ozdabiających wejścia do domów,
c) lampek świątecznych ozdabiających żywopłoty,
d) innych iluminacji świątecznych,
e) neonów w kształcie choinek
5. Stojących w domach/na wystawach, a widocznych z zewnątrz przez okno.
Postanowienia końcowe:
1. Nagród nie będzie.
2. Zachęcam do robienia zdjęć choinkom.
3. Nie oszukujemy!
4. Dobrze się bawimy :))
Wyniki:




Podsumowanie: wszystkie choinki razem - 5015 sztuk!






