Wpisy archiwalne w miesiącu
Grudzień, 2017
| Dystans całkowity: | 684.70 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Suma podjazdów: | 3887 m |
| Liczba aktywności: | 26 |
| Średnio na aktywność: | 26.33 km |
| Więcej statystyk | |
Zimny poniedziałek
Poniedziałek, 18 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 22.63 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 155m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Niedzielny przełaj
Niedziela, 17 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 22.78 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 103m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nie patrzę w dal
Sobota, 16 grudnia 2017 Kategoria Kocia czytelnia, Kocia muzyka, do 50
| Km: | 45.02 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 192m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Stawiam stopy rozważnie. Każdy krok w skupieniu. Nie ma miejsca na błędy. Za błędy trzeba płacić. Grząska ziemia opita jest wodą. Grudniowe błoto soczyste jak arbuz w środku lata.
Kałuże rozlewają się z pełną swobodą i jest ich tyle, że nie warto liczyć.
Miast zawrócić - brnę. Głębiej w błoto, dalej w drogę, której końca nie widać.
*
Teren faluje, lecz to nie od rozgrzanego powietrza. Ono przecież jest zimne i wilgotne i... trochę mętne. Mętne jak kałuże leżące na ziemi. Parzę i wiem, że pod spodem jest głębia. Nie chcę sprawdzać. Na wszelki wypadek omijam kałuże. Na wszelki wypadek nie patrzę w dal.
*
Jesteśmy daleko. Lecz blisko na tyle, by się widzieć. Patrzy na mnie stojąc w bezruchu. Patrzę na niego jadąc powoli. Poza nami nie ma tu nikogo.
Ogromny dzik, po dłuższej chwili, idzie w swoją stronę.
*
Zawracam po swoich śladach i dziwię się: to naprawdę ja? Delikatny zygzak, cieniutki ślad po przełajowym bieżniku. Niechybnie ja.
Patrzę na siebie leżącą na ziemi. Na swój ślad. Swoje odbicie lustrzane.
*
Biel przełamuje - lecz nie lody - bo sama jest lodem. I śniegiem. To już przecież niedługo.
Zima.
*
Przychodzi ten moment, gdy wstaję z fotela i podejmuję decyzję. I zdaję sobie sprawę z tego, że jest już za późno...
*
Zostawiłam za sobą...
*
Uciekam szybko od świateł. Wybieram najmniejsze i najciemniejsze drogi. Otulić się nocą. Schować się bardziej.
W nocy wszystkie koty są czarne. Niewidzialne.
Dematerializuję się.
*

*
Znowu patrzę w rozświetlone okna. Każde okno to inna historia. Urywki. Migawki. Wycinki.
Jestem tu obca.
Kałuże rozlewają się z pełną swobodą i jest ich tyle, że nie warto liczyć.
Miast zawrócić - brnę. Głębiej w błoto, dalej w drogę, której końca nie widać.
*
Teren faluje, lecz to nie od rozgrzanego powietrza. Ono przecież jest zimne i wilgotne i... trochę mętne. Mętne jak kałuże leżące na ziemi. Parzę i wiem, że pod spodem jest głębia. Nie chcę sprawdzać. Na wszelki wypadek omijam kałuże. Na wszelki wypadek nie patrzę w dal.
*
Jesteśmy daleko. Lecz blisko na tyle, by się widzieć. Patrzy na mnie stojąc w bezruchu. Patrzę na niego jadąc powoli. Poza nami nie ma tu nikogo.
Ogromny dzik, po dłuższej chwili, idzie w swoją stronę.
*
Zawracam po swoich śladach i dziwię się: to naprawdę ja? Delikatny zygzak, cieniutki ślad po przełajowym bieżniku. Niechybnie ja.
Patrzę na siebie leżącą na ziemi. Na swój ślad. Swoje odbicie lustrzane.
*
Biel przełamuje - lecz nie lody - bo sama jest lodem. I śniegiem. To już przecież niedługo.
Zima.
*
Przychodzi ten moment, gdy wstaję z fotela i podejmuję decyzję. I zdaję sobie sprawę z tego, że jest już za późno...
*
Zostawiłam za sobą...
*
Uciekam szybko od świateł. Wybieram najmniejsze i najciemniejsze drogi. Otulić się nocą. Schować się bardziej.
W nocy wszystkie koty są czarne. Niewidzialne.
Dematerializuję się.
*

*
Znowu patrzę w rozświetlone okna. Każde okno to inna historia. Urywki. Migawki. Wycinki.
Jestem tu obca.
Piątek
Piątek, 15 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 27.17 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 176m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Grudniowy sierp
Środa, 13 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 27.07 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 160m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na nocnym niebie błyszczy księżycowy sierp.
Taki sobie jest sierp(ień) w grudniu.
Taki sobie jest sierp(ień) w grudniu.
Wesoło chrzęści napęd
Wtorek, 12 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 27.79 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 158m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Woda radośnie pryska spod kół, wesoło chrzęści napęd - znowu pada deszcz ;)
Poniedziałek
Poniedziałek, 11 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 25.54 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 142m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jarmark
Niedziela, 10 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 45.54 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 241m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zimno i wietrznie, ale za to słonecznie. Po wczorajszych opadach śniegu, szosy w wielu miejscach były śliskie.
Coś znalezionego, coś nie mojego
Piątek, 8 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 25.56 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 145m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś rano, jadąc do pracy, wiozłam w sakwie cudzego smartfona. Znalazłam go na ulicy wczoraj, późnym popołudniem.
..................................................................................................................................................................................................
Jest czwartkowe popołudnie. Jadę (jak zwykle wolniej niż bym chciała) i nagle go widzę. Leży z boku drogi. Portfel, albo telefon. Podjeżdżam, podnoszę. Smartfon. Cały. Szybka nie jest zbita, wygląda bardzo dobrze. Próbuję coś kliknąć - działa.
Że też na mnie musiało trafić! Wcale się nie cieszę, no bo co tu teraz z nim zrobić?
Zostawić? Bez sensu. Ktoś go rozjedzie i... będzie w tym trochę mojej winy. Bo przecież go widziałam, a zostawiłam.
A może odsunąć w bok, aby nie leżał tak na drodze, tylko na ziemi? Też bez sensu. Kto go będzie szukać po krzakach? Poza tym w nocy ma padać deszcz i pewnie się utopi.
Coś mi mówi, że powinnam z nim pojechać na policję i tam go oddać, ale jestem okropnie zmęczona dniem i jedyne o czym marzę, to szybko wrócić do domu.
A może zadzwonię na któryś z numerów w tym telefonie i spróbuję się skontaktować z właścicielem? Też mi się nie uśmiecha - zanim ktoś tu przyjedzie, to zamarznę - mam na sobie tylko lekkie ciuchy kolarskie. No a przecież nie zaproszę obcego człowieka (w końcu nie mam pojęcia co to za człowiek!) po telefon do swojego domu.
A szlag by to!
Próbuję znowu coś klikać na tym telefonie, ale słabo mi idzie. Sama nie mam smartfona i nie bardzo wiem jak to obsłużyć. Boję się, że jeszcze coś popsuję.
Mija pewnie kwadrans, zaczyna mnie telepać z zimna. W końcu decyduję, że zabiorę go na noc do domu i rano poszukam właściciela. Próbuję wyłączyć ten telefon, ale jest tak nowoczesny, że nie bardzo umiem. A co jeśli przez przypadek coś skasuję? Zamiast szukać opcji wyłączenia, wyjmuję więc baterię - to najłatwiejsze rozwiązanie. Chowam ustrojstwo do kieszeni i jadę do domu.
Telefon jest lekko zawilgocony, trzymam więc go w domu z otwartą tylną klapką, aby wysechł.
Rano jadę z nim do pracy. Na miejscu składam w jedną całość i uruchamiam. Koleżanki też się w to angażują, mają swoje smartfony, więc lepiej sobie radzą z moim znaleziskiem :). Chwila napięcia i.... ufff! Na szczęście nadal działa i nie ma żadnych blokad ekranu. Udaje się znaleźć imię i nazwisko właściciela. Próbuję się do niego dodzwonić, ale połączenia wychodzące z tego telefonu są już zablokowane i nie idzie. Dzwonię więc ze swojego telefonu do pracy tego człowieka, ale chyba jeszcze nikogo tam nie ma - zresztą w necie stoi jak wół: czynne od ósmej. Czekam na ósmą, naraz smartfon zaczyna dzwonić! Ciszę się, bo to pewnie jest właściciel. Klikam na zieloną słuchawkę - nie dzieje się nic, a telefon cały czas dzwoni! Jak to odebrać?! Koleżanka spieszy z pomocą i po chwili gadam już z właścicielem. Mówi, że za chwilę u mnie będzie.
Trochę to czasu zajmuje, ale w końcu jest. Szczęście, które widzę na jego twarzy jest bezcenne. Aż czuję się głupio, że wczoraj byłam zbyt zmęczona, by podjąć wysiłek odszukania go. Właściciel jest bardzo szczęśliwy. Mówi, że był pewien, że nie odzyska tego telefonu. Dodaje, że to co w nim ma jest dla niego bardzo ważne. Cieszę się więc razem z nim :).

..................................................................................................................................................................................................
Jest czwartkowe popołudnie. Jadę (jak zwykle wolniej niż bym chciała) i nagle go widzę. Leży z boku drogi. Portfel, albo telefon. Podjeżdżam, podnoszę. Smartfon. Cały. Szybka nie jest zbita, wygląda bardzo dobrze. Próbuję coś kliknąć - działa.
Że też na mnie musiało trafić! Wcale się nie cieszę, no bo co tu teraz z nim zrobić?
Zostawić? Bez sensu. Ktoś go rozjedzie i... będzie w tym trochę mojej winy. Bo przecież go widziałam, a zostawiłam.
A może odsunąć w bok, aby nie leżał tak na drodze, tylko na ziemi? Też bez sensu. Kto go będzie szukać po krzakach? Poza tym w nocy ma padać deszcz i pewnie się utopi.
Coś mi mówi, że powinnam z nim pojechać na policję i tam go oddać, ale jestem okropnie zmęczona dniem i jedyne o czym marzę, to szybko wrócić do domu.
A może zadzwonię na któryś z numerów w tym telefonie i spróbuję się skontaktować z właścicielem? Też mi się nie uśmiecha - zanim ktoś tu przyjedzie, to zamarznę - mam na sobie tylko lekkie ciuchy kolarskie. No a przecież nie zaproszę obcego człowieka (w końcu nie mam pojęcia co to za człowiek!) po telefon do swojego domu.
A szlag by to!
Próbuję znowu coś klikać na tym telefonie, ale słabo mi idzie. Sama nie mam smartfona i nie bardzo wiem jak to obsłużyć. Boję się, że jeszcze coś popsuję.
Mija pewnie kwadrans, zaczyna mnie telepać z zimna. W końcu decyduję, że zabiorę go na noc do domu i rano poszukam właściciela. Próbuję wyłączyć ten telefon, ale jest tak nowoczesny, że nie bardzo umiem. A co jeśli przez przypadek coś skasuję? Zamiast szukać opcji wyłączenia, wyjmuję więc baterię - to najłatwiejsze rozwiązanie. Chowam ustrojstwo do kieszeni i jadę do domu.
Telefon jest lekko zawilgocony, trzymam więc go w domu z otwartą tylną klapką, aby wysechł.
Rano jadę z nim do pracy. Na miejscu składam w jedną całość i uruchamiam. Koleżanki też się w to angażują, mają swoje smartfony, więc lepiej sobie radzą z moim znaleziskiem :). Chwila napięcia i.... ufff! Na szczęście nadal działa i nie ma żadnych blokad ekranu. Udaje się znaleźć imię i nazwisko właściciela. Próbuję się do niego dodzwonić, ale połączenia wychodzące z tego telefonu są już zablokowane i nie idzie. Dzwonię więc ze swojego telefonu do pracy tego człowieka, ale chyba jeszcze nikogo tam nie ma - zresztą w necie stoi jak wół: czynne od ósmej. Czekam na ósmą, naraz smartfon zaczyna dzwonić! Ciszę się, bo to pewnie jest właściciel. Klikam na zieloną słuchawkę - nie dzieje się nic, a telefon cały czas dzwoni! Jak to odebrać?! Koleżanka spieszy z pomocą i po chwili gadam już z właścicielem. Mówi, że za chwilę u mnie będzie.
Trochę to czasu zajmuje, ale w końcu jest. Szczęście, które widzę na jego twarzy jest bezcenne. Aż czuję się głupio, że wczoraj byłam zbyt zmęczona, by podjąć wysiłek odszukania go. Właściciel jest bardzo szczęśliwy. Mówi, że był pewien, że nie odzyska tego telefonu. Dodaje, że to co w nim ma jest dla niego bardzo ważne. Cieszę się więc razem z nim :).

Na skrzydłach wyobraźni
Czwartek, 7 grudnia 2017 Kategoria do 50
| Km: | 25.56 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 151m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Gwiazdor w rzeczywistości nie istnieje.
Niemniej przyjemnie jest sobie wyobrazić, że on jest i spełnia marzenia. Wyobraźnia to jedyne miejsce na świecie, w którym wszystko jest możliwe. Gdzie można układać nieskończenie wiele scenariuszy. Zmieniać zdarzenia, wymyślać nowe zakończenia.
Dlatego lubię odrywać się od ziemi. Skrzydła wyobraźni niosą mnie wysoko i daleko.
Niemniej przyjemnie jest sobie wyobrazić, że on jest i spełnia marzenia. Wyobraźnia to jedyne miejsce na świecie, w którym wszystko jest możliwe. Gdzie można układać nieskończenie wiele scenariuszy. Zmieniać zdarzenia, wymyślać nowe zakończenia.
Dlatego lubię odrywać się od ziemi. Skrzydła wyobraźni niosą mnie wysoko i daleko.






