Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2015

Dystans całkowity:2887.09 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:86:44
Średnia prędkość:23.01 km/h
Suma podjazdów:12733 m
Liczba aktywności:30
Średnio na aktywność:96.24 km i 10h 50m
Więcej statystyk

Wilno z przewodnikiem

Niedziela, 31 maja 2015 Kategoria Kocia czytelnia, Kot w wielkim mieście, do 550 Uczestnicy
Km: 522.30 Km teren: 0.00 Czas: 20:30 km/h: 25.48
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 2227m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Ruszamy około południa w sobotę. Nie pchamy się na ruchliwe ulice stolicy, zamiast tego toczymy się rowerówkami. Na szosę wyjeżdżamy przed Sulejówkiem. Początkowy odcinek jest nieprzyjemny, pełen samochodów. W Sulejówku szybka fotka przy pomniku Piłsudskiego i jedziemy do Kosowa Lackiego, gdzie mamy spotkać się z jadącym z przeciwnego kierunku Gabrielem. Jest nam go szkoda – ma pod wiatr. W Kosowie Lackim siedzimy we trójkę na ławeczce dość długo, robimy też małe zakupy.

W międzyczasie
Kilometry uciekają szybko, wjeżdżamy do Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego. Okolica jest wyjątkowo ładna, jedyne co trochę niepokoi, to ciemne chmury. Jakieś półtorej godziny przed zachodem słońca wyliczamy, że w Tykocinie będziemy o 21:00. Nie wiemy, czy znajdziemy tam o tej porze jeszcze jakieś czynny lokal z możliwością zamówienia czegoś na ciepło. Rozglądamy się więc już teraz. Mijamy zakłady Mlekowity i na wyjeździe z Wysokiego Mazowieckiego znajdujemy restaurację. Bierzemy obiadek. Trochę strach, bo to przecież nigdy się nie wie, jak się trafi. Tu trafiło się świetnie. Wszystko jest pyszne i świeże. Mija bita godzina, ale dzięki temu postojowi na noc ruszamy najedzeni. Gdy wychodzimy, okazuje się, że gdy jedliśmy padał deszcz - ulice są mokre, jest też znacznie chłodniej.

Sen
Tykocin osiągamy około 22:00. Jest już oczywiście ciemno. Nocą wiatr miał się uspokoić (nocny odcinek trasy idzie na północ i tu wiatr miał być boczny), ale jakoś się nie uspokaja. W dodatku raz po raz latają mżawki. Im dalej w noc, tym bardziej jestem senna. Michał nawet mówi, że powinnam jechać szybciej, by się wyrwać z tej senności, ale ja zupełnie nie potrafię się zebrać w sobie. Jadę jak ostatnia łamaga. Trzymam szaloną prędkość 17-20 km/h. Żadna żenada nie jest mi obca ;).

A może?
Gdy dojeżdżamy do Korycina, Wilk ubiera się cieplej (ja jadę ciepło ubrana już od dawna), jemy po bułce i gadamy o trasie. Michał świetnie ją zaplanował - dla słynnego odcinka Via Baltica, gdzie TIRy jeżdżą stadami, wymyślił objazd. Teraz, gdy stoimy w Korycinie i gdy od jakiegoś już czasu zasypiam, proponuje byśmy spróbowali jazdy tą straszną drogą – wtedy szybciej będziemy w Augustowie, gdzie wreszcie napiję się kawy. Nasłuchujemy - ta droga jest tuż obok i nie słychać TIRów. Może jest pusto?... Na wszelki wypadek lepiej tego nie sprawdzać. Jedziemy zgodnie z planem - objazdem. Objazd początkowo jest super - to równe, puste drogi. Równo. Pusto. Ciemno. Zasypiam. Na szczęście pod koniec pojawiają się straszne dziury (dobre 7 km dziur). Trzęsie okropnie, lampka mi się co chwilę luzuje, mocno trzeba trzymać kierownicę i uważnie patrzeć aby się w nic nie władować. Pobudka! :)

Pięknie i strasznie
Wredny odcinek kończy się krótko przed Sztabinem - wylotem na Via Balticę. Przed nami 3-4 km tej strasznej drogi w wersji bez pobocza (za Sztabinem jest już szerokie pobocze). Mamy dużo szczęścia, bo ruch między 3 a 4 nad ranem w niedzielę nie jest aż tak duży. Mimo to, stada TIRów jadące w kolumnach po 7-8 sztuk i tak mam okazję zaobserwować. Wygląda to wrednie i wolę sobie nie wyobrażać tej drogi w środku dnia, gdy takie stada jadą w obie strony. Jest i pięknie i strasznie. Poza TIRami straszne jest też zimno (6 stopni) i mgła. Piękne jest za to niebo i walczący z nocą nowy dzień. Nad Biebrzą robimy trochę fotek.

Ekipa
W Augustowie wpadamy na odpoczynek na stację Orlenu. Biorę dużą czarną i słodką kawę. Bez śmietanki. Czasami śmietanka mi szkodzi, więc nie ryzykuję. Towarzystwo jest tu nieciekawe - wpada jakaś imprezowa, podpita ekipa. Aż przykro na nich patrzeć, gdy wyraźnie już nietrzeźwi kupują kolejne flaszki.

Z przewodnikiem
Od Augustowa zagęszczamy ruchy. Jedziemy już praktycznie bez przerw. Michał zna Wilno, ja natomiast będę tam po raz pierwszy. Zależy mi by zdążyć zrobić rundkę po mieście. Wilk na całej trasie jest mi przewodnikiem. Jechał już tu nieraz, sypie więc informacjami jak z rękawa, pokazuje też najciekawsze miejsca. Z powodzeniem mógłby zająć się organizacją wycieczki „Warszawa – Wilno” zupełnie profesjonalnie :)).

WC kostka
Od Augustowa aż do Gib jedziemy przez las. Dużo lasu. Las wszędzie dookoła. W Gibach mijamy czynny już sklepik. Jest wcześnie rano, ale widać, że to będzie piękny dzień - wspaniale świeci słońce. Piję tu napój energetyczny, by w końcu się wybudzić. Jak to możliwe, że jadę? Może lunatykuję? ;) Napój energetyczny ma zapach WC kostki. Chyba jest lekko żrący, bo pieką mnie od niego usta. Krzywię się - ależ to wstrętne! Zgodnie z zaleceniem Wilka piję szybko i do dna. Przed granicą konsternacja - jest remont drogi i objazd. Ryzykujemy i jedziemy zamkniętą drogą. Opłaca się - bo jak się okazuje rowerem jest to całkowicie przejezdne.

Nad Niemnem
W Ogrodnikach przekraczamy granicę litewsko-polską. Zrzucamy ciepłe ciuchy - jest ciepło. Litwa jest wyjątkowo zielona. Łagodne góreczki i lasy albo tereny prawie leśne. Poza tym jest tu prawie pusto, a mijane miejscowości w większości mają drewnianą zabudowę. Śliczna ta Litwa!W Olicie robimy ekspresową przerwę w ładnym parku. Michał wjeżdża tu tak pewnie jak do parku gdzieś pod własnym domem. Siadamy na ławeczce przy fontannie. Z postoju ruszam pierwsza (Michał coś jeszcze kombinuje z ustawieniami w nowym rowerze), ale nim wsiadam na rower, zwraca uwagę, bym nie przegapiła rzeki za miasteczkiem - bo to jest Niemen! Nad Niemnem robię fotkę. Ale tu wszędzie ładnie!

Szaleństwo
Po wielu kilometrach łagodnych podjazdów i zjazdów (chyba ani na chwilę nie robi się płasko), docieramy do Troków. Tu zaczyna się już czyste szaleństwo - tego pięknego dnia jest tu dziki tłum ludzi, którzy chcą zobaczyć wspaniale położony zamek. My też chcemy, więc przebijamy się. W końcu się udaje. Na zamek patrzymy co prawda z daleka, ale i tak robi wrażenie. Szybciutko kupujemy pamiątki i opuszczamy to urokliwe, choć wyjątkowo zatłoczone dziś miejsce.



Matka Boska Ostrobramska
Do Wilna już niecałe 30km. Wybija pięćsetny kilometr, tymczasem my pędzimy wariacko przed siebie trzymając cały czas przynajmniej te 30km/h. Kto by na nas popatrzył z boku, mógłby pomyśleć, że dopiero co wyrwaliśmy się z domu na rower ;). No i wreszcie jest - Wilno - cel naszej wycieczki. Opłacało się tak ostro galopować w końcówce - dzięki temu mamy tu trochę czasu. Michał doskonale wie jak jechać, abym mogła zobaczyć największe atrakcje. Oglądamy katedrę, jedziemy pod Ostrą Bramę, kręcimy się po brukowanych uliczkach. Tu by można posiedzieć dobre pół dnia! :) Objazd centrum kończymy w McD, gdzie kupujemy na wynos jedzenie na 8-godzinną podróż Polskim Busem do Warszawy.

Mapa:


Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...

Praca

Piątek, 29 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 32.77 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 136m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Czwartek, 28 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 37.50 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 164m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Środa, 27 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 32.68 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 145m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Wtorek, 26 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 37.59 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 173m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Poniedziałek, 25 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 31.38 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 117m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Wycieczka nad Jeziorak (2)

Niedziela, 24 maja 2015 Kategoria Kocia czytelnia, do 200
Km: 196.73 Km teren: 0.00 Czas: 09:36 km/h: 20.49
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1032m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Całą noc z ciernistych krzewów, które rosną w łysym polu nadaje słowik. Poza tym trochę pada – prognozy sprawdziły się z opóźnieniem (niepotrzebnie brałam zestaw przeciwdeszczowy).

Teledyski
Rano niebo jest częściowo w chmurach, wieje. Jem szybkie śniadanie, które popijam zimną wodą z camelbaka. Oj, brakuje kuchenki i ciepłego napoju ;). Zwijam namiot, spaceruję polem do ulicy i jadę. Dziś dużo mam pod wiatr (spod Brodnicy aż do Morąga – nieco ponad 100km). Stację Orlenu udaje mi się dopaść po 10 km jazdy (na wjeździe do Brodnicy). Jest przed 6:00, więc przyległa restauracja jest zamknięta, ale sama stacja - czynna. Biorę więc dużą, czarną kawę i zjadam (ze smakiem) przedwczorajszą drożdżówkę. Za przyzwoleniem miłej dziewczyny z obsługi stacji – siadam przy restauracyjnym stole. Biały obrus, szklany wazonik z kwiatem bzu, a nawet TV z teledyskami – ale śniadanie ;).

Nagroda

Brodnicę objeżdżam bokiem (byłam już kiedyś, zwiedzałam – bardzo ładne miasto). Za Brodnicą na dobre zaczynają się pagórki. Niby nic wielkiego, ale praktycznie ani przez chwilę nie jest płasko. Jadę przez piękne lasy Brodnickiego Parku Krajobrazowego. Pięknie tu. Jest parę minut po 9:00 gdy docieram do Iławy, na liczniku 66 km. To dobra godzina – wszystko wskazuje na to, że zdążę nawet na wcześniejszy pociąg do domu.W dodatku w porównaniu z dniem wczorajszym, dziś jest wspaniała pogoda – pełne słońce (zamiast jasnoszarego nieba). Pora na nagrodę za całą tę trasę. Nagrodę cudowną i wspaniałą, którą jest runda dookoła Jezioraka :).



Wyliczanka
Moją nagrodą cieszę się kilka bitych godzin. Nagroda jest wyboista, dziurawa i spękana, ale też słoneczna, zielona, błękitna i kwietna. Zachwyca... do bólu. Między Tardą a Miłomłynem droga daje mi solidny wycisk – na chwilę bez żadnego ostrzeżenia, przechodzi w niedbale ułożoną trylinkę, potem na zjeździe są takie wyrwy, że z trudem panuję nad rowerem. Miłomłyn i na chwilę trochę równiej – jak miło. Odwiedzam tu sklep i zdzieram z siebie kurtkę (ciepło).
Mój ślad zapisany w gps kończy się niespodziewanie w Kamieniu Dużym. A to wredna niespodzianka! Tak to niestety jest, gdy planuje się trasę na szybko, na kolanie. Do centrum Iławy jakieś 6-7 km. A czasu do odjazdu pociągu nie aż tak wiele, bo:
   raz, że jechałam powoli, nie spiesząc się,
   dwa – były straszne dziury, które spowalniały,
   trzy – nie wiedziałam, że ślad się urwie jeszcze przed Iławą.
Nawiguję zatem patrząc na mapkę w GPS. Samą Iławę trochę znam, ale jakoś inaczej zapamiętałam lokalizację dworca. Jest nieco nerwowo, ale udaje mi się dotrzeć na miejsce z bezpiecznym zapasem czasu.

Mapa:


Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...

Wycieczka nad Jeziorak (1)

Sobota, 23 maja 2015 Kategoria do 300, Kocia czytelnia
Km: 272.78 Km teren: 0.00 Czas: 12:26 km/h: 21.94
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 786m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Dzień dobry! To już rano. 3:45. Pora na śniadanie. Kanapka, herbata i jajecznica z 2 jajek. Tylko 6 stopni, więc pod wiatrówkę zakładam jeszcze rękawki. Czy wszystko zabrałam? Chyba tak. W drogę :)

Kolory i zapachy
Nie wieje, chwilę temu wstało słońce, nad wodami unoszą się mgiełki. Jest bardzo ładnie i spokojnie. Dookoła wiosna. Wszystko kwitnie. Wiosna ma tak wiele kolorów i zapachów! Jadę bez pośpiechu. Pierwszy dłuższy postój robię na stacji, 10 km przed Inowrocławiem. Piję tu kawę i jem zapiekankę. Niebo z błękitnego robi się jasnoszare, powietrze jest parne. Wg prognoz późnym popołudniem może trafić się jakiś deszcz. Inowrocław oglądam sobie dość dokładnie. Wiercę się po mieście, zaglądam na reprezentacyjny deptak, na ładny rynek z fontanną.



W Ciechocinku, gdzie dom zdrojowy
Bocznymi drogami jadę do Ciechocinka. To jedna z atrakcji wycieczki. Mam ogromną ochotę na gofra z owocami i bitą śmietaną, ale kolejki są takie, że trzeba czekać przynajmniej 25 minut! Ludzi zatrzęsienie, przy fontannie grają jakiś mały koncert, raz po raz przejeżdża zaprzęg konny, kuracjusze spacerują, siedzą w ogródkach, piją kawę, jedzą lody. Co za atmosfera! Na pociechę – zamiast gofra – biorę lody. Aż tak ciepło nie jest, ale co tam ;). W centrum miasteczka jest tłoczno i gwarnie, jednak pod słynnymi tężniami – prawie zupełnie pusto. Fajnie by stąd było mieć pamiątkową fotkę, ale nie bardzo jest kogo poprosić o jej zrobienie. W oddali idzie para. Czekam na nich i proszę o pstryknięcie fotki. Przy okazji gadamy trochę.

Nijak
Dalej, aż do Torunia, jadę DK91. Tuż obok leci A1, więc ruchu dużego nie ma (jedzie trochę samochodów, ale prawie wszystkie w przeciwną stronę), w dodatku mam szerokie pobocze. 25 km odcinek do Torunia przelatuje szybko, bo... nic ciekawego tu nie ma i nie warto się zatrzymywać. Do Torunia wjeżdżam bokiem, omijając centrum. Byłam tu już kilka razy, więc nie robię postoju. Mostem przekraczam Wisłę, jest tu ścieżka dla rowerów – zgapiłam się i niestety pojechałam szosą, a szkoda, bo na ścieżce mogłabym się na chwilę zatrzymać i popatrzeć na rzekę. A tu, na szosie – nijak. Prawie od razu za mostem wykręcam na południe. W Obrowie wyjeżdżam na DK10, to kilka kilometrów tą drogą, na całym tym odcinku mam szerokie pobocze. W sobotnie popołudnie ruch nie jest zbyt duży.

U Lecha
W nogach mam już solidny dystans i jestem głodna. Obiecuję sobie pizzę w Gulubiu-Dobrzyniu. Gdy się na coś mocno czeka, to zwykle jest tak, że czas zwalnia. Mam wrażenie, że nigdy do Golubia nie dojadę. Z naprzeciwka jedzie dwóch szosowców. Oni z pewnością wiedzą, czy to jeszcze daleko! Zwalniam i pytam ile to jeszcze. Chłopaki zamiast rzucić konkretami (liczbami) wolą niedopowiedzenia:
jeszcze trochę – mówi jeden,
to jeszcze kawałek – dopowiada drugi.
Nikt z nas się nie zatrzymuje. Wszystko w locie. Zła już jestem. Głodna! Gdybym wiedziała, że niczego się nie dowiem, to bym nie pytała. Przegryzam marsa (to za słodkie, na chwilę będzie lepiej, potem znowu zacznie telepać z głodu) i jadę. W końcu jest! Na ryneczku kilka fotek i idę na pizzę w znajome miejsce, gdzie można do lokalu wejść z rowerem. To pizzeria „U Lecha”.

Grzaniec
Byłam tu i jadłam w zeszłym roku, gdy jechałam do Ełku. Działam trochę nieracjonalnie – to dlatego, że pamiętam gościa, który stoi za ladą. Tak bardzo się cieszę, że tu jestem i że w końcu się najem, że witam go niemal jak starego znajomego. On mnie oczywiście nie pamięta, ale chyba udziela mu się moja radość, bo gdy proszę o dużą herbatę do pizzy, to proponuje, że zrobi mi podwójną w wielkim kuflu do grzańca i policzy jako jedną małą herbatkę :)). Pizzę biorę małą, wegetariańską (i tak nie daję rady całej wcisnąć). Gadamy chwilę o trasie, po czym z prawdziwą przyjemnością siadam przy jednym ze stołów. O rower się nie martwię, stoi obok.

Po zachodzie słońca
Gdy opuszczam Golub-Dobrzyń, do zachodu słońca mam koło 40 minut. Tuż za miastem są lasy, ale to jeszcze za wcześnie na szukanie miejscówki. Ach! Gdybym wiedziała co będzie dalej...
A dalej są same pola. Pola po horyzont. A jeśli zadrzewienia – to przy domkach/gospodarstwach. 20:43 – zachodzi słońce. A ja jadę. Wreszcie jest miejsce, ale... łazi tu jakiś facet. No nic, muszę jechać dalej. Jest mocno szaro, gdy pośród płaskiej patelni pól pojawiają się niewielkie górki. Jest wreszcie jakieś zakrzaczenie. Wyłączam lampki i biegnę w pole. Zakrzaczenie jest marne. Nie da się wejść - same kłujące rośliny. Muszę więc rozbić się na łysym polu. Trochę głupio. Zasiew jest świeży – ziemia sypka (szpilki trzymają się na słowo honoru). Wszystko brązowe – mój namiot zielony. Ale od drogi zasłania mnie górka, tak samo od najbliższego gospodarstwa. Jestem odsłonięta, ale mnie nie widać. Chociaż... gdy rozbijam namiot, gapią się 2 sarny.

Mapa:

Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...

Praca

Piątek, 22 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 33.07 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 151m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Czwartek, 21 maja 2015 Kategoria do 50
Km: 34.61 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 133m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Rano spora mgła. Dziś spieszyłam się nadaremnie. I tak nic nie ugrałam.

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum