Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2015
| Dystans całkowity: | 2887.09 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 86:44 |
| Średnia prędkość: | 23.01 km/h |
| Suma podjazdów: | 12733 m |
| Liczba aktywności: | 30 |
| Średnio na aktywność: | 96.24 km i 10h 50m |
| Więcej statystyk | |
Praca
Środa, 20 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 34.12 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 131m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 19 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.70 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 143m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Poniedziałek, 18 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 34.57 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 152m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Do domu
Niedziela, 17 maja 2015 Kategoria Kocia czytelnia, do 250
| Km: | 210.30 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 09:59 | km/h: | 21.07 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 692m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzień zapowiada się brzydki. Jest zimno, ponuro i wieje. W
dodatku ma przelotnie padać. Starszapani jedzie rowerem do Szczecinka na
pociąg. Zanim uciekła, poratowała mnie jeszcze kawałkiem sznurka, który
zasupłałam sobie wokół kostki, by spodnie przeciwdeszczowe nie wkręciły się w
napęd roweru.
Jazda do domu mogła być przyjemna gdyby nie deszcze na pierwszych 60 km trasy (przebierałam się kilka razy) i wredny, zimny wiatr atakujący z boku. Przed Łobżenicą doganiam ubranego na żółto sakwiarza. To jadący do Polanicy Wallace! Jedziemy aż do miasteczka razem, odwiedzamy nawet wspólne sklep, ale potem nasze trasy się rozjeżdżają – życzymy sobie szerokiej drogi i lecimy już osobno.
Do śniadania nie piłam kawy. Wieje paskudnie, za mną już ponad 70km, a tu żadnej stacji! Co za psikus losu. Siadam więc na ławce przy kapliczce przydrożnej i na pociechę zjadam kilka ciasteczek. Jadę jeszcze długo i nadal nic. Na Noteci wiatr tworzy fale. Ciekawie to wygląda. Dopiero w Szamocinie mijam pierwszą tego dnia stację. Wreszcie! Już myślałam, że się nie doczekam. Biorę kawę, jem ciastka i bułkę z serem. Nastrój od razu się poprawia i pojawia się ochota do dalszej jazdy.

Między Margoninem a Gołańczą jedzie się świetnie. Moja trasa na tym odcinku idzie na wschód i wieje centralnie w plecy. Kilometry uciekają bez żadnego wysiłku. Tak by mogło być już do końca. W Rąbczynie GPS zwodzi mnie na manowce. Ten odcinek jechałam już wielokrotnie i na pamięć skręcam w lewo. A GPS pokazuje, że powinno być w prawo. Dziwne! Cóż - może to będzie jakaś fajna odmiana od rutyny? - Jadę zgodnie ze wskazaniem Garmina. Droga jest przyjemna do czasu, gdy przechodzi w grunt. To późne popołudnie, a do domu jeszcze kawałek drogi. Nie uśmiecha mi się terenowa przeprawa. Zawracam więc i jadę tradycyjnie. Nawrotka to niestety też powtórny przejazd obok wytwórni etanolu i pasz. Śmierdzi nieziemsko! To obrzydliwy, słodkawy fetor. W tym momencie bardzo żałuję, że mam tak dobry węch.
Im później, tym wiatr mniejszy. Ciemne chmury latają po niebie. Widzę, że w wielu miejscach pada. To niesamowite, że wszystkie te ulewy jakoś mnie omijają. Piękny zachód słońca oglądam pośród pól gdzieś między Krześlicami a Wronczynem. Dzień powoli dobiega końca. Trasa też.
Mapa:
Jazda do domu mogła być przyjemna gdyby nie deszcze na pierwszych 60 km trasy (przebierałam się kilka razy) i wredny, zimny wiatr atakujący z boku. Przed Łobżenicą doganiam ubranego na żółto sakwiarza. To jadący do Polanicy Wallace! Jedziemy aż do miasteczka razem, odwiedzamy nawet wspólne sklep, ale potem nasze trasy się rozjeżdżają – życzymy sobie szerokiej drogi i lecimy już osobno.
Do śniadania nie piłam kawy. Wieje paskudnie, za mną już ponad 70km, a tu żadnej stacji! Co za psikus losu. Siadam więc na ławce przy kapliczce przydrożnej i na pociechę zjadam kilka ciasteczek. Jadę jeszcze długo i nadal nic. Na Noteci wiatr tworzy fale. Ciekawie to wygląda. Dopiero w Szamocinie mijam pierwszą tego dnia stację. Wreszcie! Już myślałam, że się nie doczekam. Biorę kawę, jem ciastka i bułkę z serem. Nastrój od razu się poprawia i pojawia się ochota do dalszej jazdy.

Między Margoninem a Gołańczą jedzie się świetnie. Moja trasa na tym odcinku idzie na wschód i wieje centralnie w plecy. Kilometry uciekają bez żadnego wysiłku. Tak by mogło być już do końca. W Rąbczynie GPS zwodzi mnie na manowce. Ten odcinek jechałam już wielokrotnie i na pamięć skręcam w lewo. A GPS pokazuje, że powinno być w prawo. Dziwne! Cóż - może to będzie jakaś fajna odmiana od rutyny? - Jadę zgodnie ze wskazaniem Garmina. Droga jest przyjemna do czasu, gdy przechodzi w grunt. To późne popołudnie, a do domu jeszcze kawałek drogi. Nie uśmiecha mi się terenowa przeprawa. Zawracam więc i jadę tradycyjnie. Nawrotka to niestety też powtórny przejazd obok wytwórni etanolu i pasz. Śmierdzi nieziemsko! To obrzydliwy, słodkawy fetor. W tym momencie bardzo żałuję, że mam tak dobry węch.
Im później, tym wiatr mniejszy. Ciemne chmury latają po niebie. Widzę, że w wielu miejscach pada. To niesamowite, że wszystkie te ulewy jakoś mnie omijają. Piękny zachód słońca oglądam pośród pól gdzieś między Krześlicami a Wronczynem. Dzień powoli dobiega końca. Trasa też.
Mapa:
Małe Swornegacie
Sobota, 16 maja 2015 Kategoria Kocia czytelnia, do 100
Uczestnicy
| Km: | 84.39 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:40 | km/h: | 23.02 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 359m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano wraz ze Starsząpanią i Transatlantykiem jako jedni z
ostatnich kończymy śniadanie. Zaplanowałam na dziś szosowe kółko z wizytą w
Małych Swornegaciach (fantastyczna nazwa!), z przejazdem wschodnim brzegiem
jez. Charzykowskiego i przez lasy PN Bory Tucholskie. Na tę wycieczkę miałyśmy
pierwotnie jechać we dwie, ale udało nam się namówić Transatlantyka, by
pojechał z nami. Gdyśmy ruszali, spontaniczne dołączył też Rafał i w takim –
4-osobowym składzie pojechaliśmy przed siebie. Było dość ponuro i chłodno, ale
i tak było super – zwłaszcza za plecami Transatlantyka, który ofiarnie
przecinał wiatr :).

Mapa:
Do Rzewnicy
Piątek, 15 maja 2015 Kategoria Kocia czytelnia, do 250
Uczestnicy
| Km: | 223.83 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 10:34 | km/h: | 21.18 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 869m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wstaję o 3:45. Jest jeszcze ciemno, ale niebo
szybko z czarnego robi się szare. Po śniadaniu wsiadam na przygotowany wieczór
wcześniej rower (zaszalałam i nawet wywoskowałam ramę, aby lakier pięknie
błyszczał) i jadę do Skoków. Majowy poranek jest rześki. Termometr wskazuje
6*C. Trzeba kręcić, by nie zmarznąć - mimo to trudno się powstrzymać i nie
zrobić paru fotek. Po niespełna 50 km jazdy jestem na Orlenie w Skokach.
Odpakowuję placek owocowy, zamawiam kawę i chwilę czekam na Starsząpanią, z
którą jestem tu umówiona.
Cały dzień
Z zimnego poranka robi się ładny dzień. Nie jest zbyt ciepło, ale świeci słońce i dzięki temu możemy nacieszyć oczy piękną wiosną. Niestety wieje bocznie oraz przedniobocznie. Mamy jednak przed sobą cały dzień i zupełnie nie musimy się spieszyć. Jedziemy więc gadając, a gdy robimy się głodne – zatrzymujemy się pod jednym ze sklepików i do ponownego ruszenia w drogę jakoś nam nie spieszno ;).
Burek
Jest świetnie do momentu, gdy z jednego z podwórek przy samej drodze wybiega rozszczekany burek. Starszapani ucieka zjeżdżając mocno na lewo, wprost pod koła jadącego z naprzeciwka samochodu. Całe szczęście, że auto jechało powoli! Kierowca dał ostro po hamulcach, samochodem aż lekko zarzuciło. Skończyło się na strachu. Takim nieodpowiedzialnym właścicielom powinno się psy natychmiast odbierać.
Powrót
Przed Łobżenicą niebo robi się sine. Wpadamy na stację wypić kawę i wtedy zaczyna padać. Pada raz mocniej, raz słabiej. Kiedy przestaje, wychodzimy – ale gdy tylko ruszamy – znowu kropi. Nie mamy ochoty na jazdę w deszczu więc wracamy na stację. Jest zimno, dlatego samowolnie rozkręcamy na maxa grzejnik i od razu robi się milej :).
Na chodniku
Tuż przed Złotowem ponownie robi się niesympatycznie. Akurat leje, a drogę niespodziewanie zajeżdża nam spore auto. Siedzi w nim pieklący się kierowca, który uważa za stosowne pouczyć nas, że jadąc szosą stwarzamy zagrożenie i powinnyśmy być na chodniku. Ma do czynienia z dwiema na różowo ubranymi dziewczynami i pewnie myśli, że pójdzie gładko. Ale... nic bardziej mylnego. Wywiązuje się krótka awanturka i wychodzi na nasze ;).
Zdrowa atmosfera
Nie lubię Złotowa. Nie ma tu aptek (potrzebuję aptekę!). W dodatku mieszkańcy nie potrafią nawet powiedzieć jak znaleźć jakąś. Starsza wpada na pomysł, że zaczepimy jakąś starą kobietę, która na pewno na coś choruje. Jednak nic z tego! Napotkana starowinka mimo, że tutejsza, nie wie gdzie jest apteka. Panuje tu wybitnie zdrowa atmosfera, nikt nie choruje, apteki są zbędne. Wyjazd ze Złotowa niemiły – przebudowali ulice i nie mam ich w Garminie. Wyjazd na czuja.

Do szczęścia potrzeba niewiele
Końcówka trasy zdaje się nie mieć końca. Jesteśmy trochę zmęczone walką z wiatrem i wobec tego nawet pięknie kwitnące rzepaki przestają nas cieszyć. Na dokładkę ujawniam swój wybitny talent do planowania tras – wjeżdżamy kolarzówkami w teren. Najpierw jest ubity grunt, trochę bruku, potem nawet głębszy piach. W dodatku motam się ze znalezieniem właściwej przecinki, bo na GPSie nie wszystko mam. Kiedy w końcu wyjeżdżamy na szosę – ogarnia nas radość. Jak niewiele potrzeba do szczęścia!
Dojazd do celu to kawałek po krajówce, a potem płyty betonowe. Na miejscu dziwnie pusto. Nie wiemy gdzie nasz dach nad głową, więc przy pomocy telefonu wywołuję Wilka z lasu (tj. spod dachu ;). Zajął dla nas piękny, różowy apartament!
Wieczór spędzamy na pogaduszkach przy ognisku. Przy ogniu jest ciepło, wesoło i gwarnie.
Mapa:
Cały dzień
Z zimnego poranka robi się ładny dzień. Nie jest zbyt ciepło, ale świeci słońce i dzięki temu możemy nacieszyć oczy piękną wiosną. Niestety wieje bocznie oraz przedniobocznie. Mamy jednak przed sobą cały dzień i zupełnie nie musimy się spieszyć. Jedziemy więc gadając, a gdy robimy się głodne – zatrzymujemy się pod jednym ze sklepików i do ponownego ruszenia w drogę jakoś nam nie spieszno ;).
Burek
Jest świetnie do momentu, gdy z jednego z podwórek przy samej drodze wybiega rozszczekany burek. Starszapani ucieka zjeżdżając mocno na lewo, wprost pod koła jadącego z naprzeciwka samochodu. Całe szczęście, że auto jechało powoli! Kierowca dał ostro po hamulcach, samochodem aż lekko zarzuciło. Skończyło się na strachu. Takim nieodpowiedzialnym właścicielom powinno się psy natychmiast odbierać.
Powrót
Przed Łobżenicą niebo robi się sine. Wpadamy na stację wypić kawę i wtedy zaczyna padać. Pada raz mocniej, raz słabiej. Kiedy przestaje, wychodzimy – ale gdy tylko ruszamy – znowu kropi. Nie mamy ochoty na jazdę w deszczu więc wracamy na stację. Jest zimno, dlatego samowolnie rozkręcamy na maxa grzejnik i od razu robi się milej :).
Na chodniku
Tuż przed Złotowem ponownie robi się niesympatycznie. Akurat leje, a drogę niespodziewanie zajeżdża nam spore auto. Siedzi w nim pieklący się kierowca, który uważa za stosowne pouczyć nas, że jadąc szosą stwarzamy zagrożenie i powinnyśmy być na chodniku. Ma do czynienia z dwiema na różowo ubranymi dziewczynami i pewnie myśli, że pójdzie gładko. Ale... nic bardziej mylnego. Wywiązuje się krótka awanturka i wychodzi na nasze ;).
Zdrowa atmosfera
Nie lubię Złotowa. Nie ma tu aptek (potrzebuję aptekę!). W dodatku mieszkańcy nie potrafią nawet powiedzieć jak znaleźć jakąś. Starsza wpada na pomysł, że zaczepimy jakąś starą kobietę, która na pewno na coś choruje. Jednak nic z tego! Napotkana starowinka mimo, że tutejsza, nie wie gdzie jest apteka. Panuje tu wybitnie zdrowa atmosfera, nikt nie choruje, apteki są zbędne. Wyjazd ze Złotowa niemiły – przebudowali ulice i nie mam ich w Garminie. Wyjazd na czuja.

Do szczęścia potrzeba niewiele
Końcówka trasy zdaje się nie mieć końca. Jesteśmy trochę zmęczone walką z wiatrem i wobec tego nawet pięknie kwitnące rzepaki przestają nas cieszyć. Na dokładkę ujawniam swój wybitny talent do planowania tras – wjeżdżamy kolarzówkami w teren. Najpierw jest ubity grunt, trochę bruku, potem nawet głębszy piach. W dodatku motam się ze znalezieniem właściwej przecinki, bo na GPSie nie wszystko mam. Kiedy w końcu wyjeżdżamy na szosę – ogarnia nas radość. Jak niewiele potrzeba do szczęścia!
Dojazd do celu to kawałek po krajówce, a potem płyty betonowe. Na miejscu dziwnie pusto. Nie wiemy gdzie nasz dach nad głową, więc przy pomocy telefonu wywołuję Wilka z lasu (tj. spod dachu ;). Zajął dla nas piękny, różowy apartament!
Wieczór spędzamy na pogaduszkach przy ognisku. Przy ogniu jest ciepło, wesoło i gwarnie.
Mapa:
Praca
Czwartek, 14 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 37.33 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 155m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Środa, 13 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 45.45 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 220m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 12 maja 2015 Kategoria do 50
| Km: | 35.20 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 164m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||





