Wpisy archiwalne w miesiącu
Październik, 2015
| Dystans całkowity: | 1362.18 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 15:29 |
| Średnia prędkość: | 24.85 km/h |
| Suma podjazdów: | 5341 m |
| Liczba aktywności: | 23 |
| Średnio na aktywność: | 59.23 km i 7h 44m |
| Więcej statystyk | |
Praca
Środa, 21 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 32.55 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 148m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Droga powrotna w deszczu. Najpierw drobniutkim, potem rzęsistym. Znalazłam przyjemność w tej jeździe. Kolorowa jesień przygnieciona szarością dnia...
Się wychorowałam. Brakowało Wam Kota na BS? ;)
Się wychorowałam. Brakowało Wam Kota na BS? ;)
Praca
Wtorek, 13 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 29.46 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 143m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Poniedziałek, 12 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 20.53 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 119m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trochę kaszlę. I mam trochę kataru.
Ci-cho-sza
Niedziela, 11 października 2015 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
| Km: | 207.10 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 08:13 | km/h: | 25.20 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 621m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
"Po cichu, po wielkiemu cichu, idu sobie ku miastu na zwiadu, i idu i patrzu
Na ulicach ci-cho-sza, na chodnikach ci-cho-sza
nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza
Tu ci-cho-sza, tam ci-cho, szaro brudno i zima
nie ma Słowackiego i nie ma Tuwima"
..........................................................................................................................................................................................................
Cicho
Na ulicach ci-cho-sza, na chodnikach ci-cho-sza, gdy jadę nocą przez puste miasto, przez puste wsie. Jedna wielka cisza. Ciemno i zimno. Początkowo równo zero stopni, ale im bliżej dnia, tym zimniej. Nad jeziorem Niepruszewskim oglądam z szosy niebo. Księżyc tuż przed nowiem. Jasne gwiazdy. Powoli się zaczyna rozjaśniać.
Temperatura leci w dół: 0, -1, -2, -3, -4.
Grubo
Ubrana jestem ciepło, porządnie opatulona. Jestem lekko przeziębiona, więc tym bardziej. Nawet rękawice mam grube, zimowe. Nie martwię się też o stopy – zabrałam ocieplane wkładki do butów. Takie na baterie, no i oczywiście zapas baterii.
Szybciej!
Kiedy z –2 robi się –3, obie wkładki przełączam na maksymalne grzanie. Niestety w takim ustawieniu baterie na długo nie wystarczają. Muszę je dość często zmieniać. Leci na to dużo czasu i baterii. Baterie w zasobnikach siedzą ciasno. Palcami nie da rady ich wyjąć. Trzeba sobie pomóc np. kluczami. Trudno działać w rękawiczkach. Z kolei bez rękawiczek jest potwornie zimno. Przy -4 wkładki nie dają mi już prawie nic. Jest obłędnie zimno. Stopy aż bolą. Staram się nimi poruszać. I nic. Cały czas boli. W końcu świat zaczyna mi się zawężać: zimno. Ból. Szybko. Do ciepła. Szybciej!! Jestem na obwodnicy Opalenicy. Koniecznie do ciepła! Teraz! Nic tu nie ma, a potrzeba rozgrzania stóp jest coraz pilniejsza. Schować się gdziekolwiek. Końcówka obwodnicy, w oddali Orlen. Pędzę. Zgrabiałymi dłońmi wyciągam jeszcze z torby kasę i telefon i wchodzę do środka.

Lampki kontrolne
W tym momencie przydałby się ktoś kto by mnie trochę wsparł. Pogłaskał po głowie i zmotywował do dalszej jazdy. Ale tu nikogo nie ma. Przez głowę przelatuje myśl, której prawie nie ma: „to może się nie udać”.
A guzik! Nigdzie nie jadę. Z nosa leci. Ciemno, zimno. Stopy bolą z zimna niemożliwie. Piję kawę. Nie potrzebuję kawy, przecież dopiero co wstał dzień. Kubek z kawą to tylko pretekst by móc tu... hm... postać. Bo siąść nie ma gdzie. Przestępuję z nogi na nogę. Popijam kawę. Mam ochotę wracać do domu. Gdy wraca mi normalne krążenie w stopach, wychodzę na zewnątrz. Zimnica. -4 stopnie. Jadę kawałek i zauważam, że przestały się palić lampki kontrolne w jednym z zasobników baterii. Trzeba znowu się zatrzymać i stracić czas na zmianę. Trzeba też zdjąć rękawiczki i użyć kluczy by wydłubać zużyte baterie. Ruszam i nowy problem – zmarznięta po zmianie baterii lewa dłoń. Prawa działa normalnie, lewa boli z zimna. Muszę przystanąć. Tym razem po to by rozgrzać zziębniętą łapkę.
Herbata
Dzień już wstał. Pięknie świeci słońce, ale jakoś nie czuję radości. Marzę tylko o tym by wreszcie się ociepliło. Temperatura rośnie bardzo powoli i na plus wychodzi dopiero około 9:00. Krótko potem zaczyna wiać. Późno. Za Świebodzinem mam nieprzyjemną sytuację – TIR prawie zmiata mnie z drogi. Serdecznie mam już dość tej dzisiejszej jazdy. Kiedy docieram do Mostków, wchodzę na znaną z poprzedniego wyjazdu stację. Tę z komputerem i Internetem. Biorę dużą herbatę. Poza kawą w Opalenicy nie piłam nic, bo zimna woda z camelbaka aż mnie odrzucała.
Na palce nawlekam
Siedzę sobie przy herbatce, gapię się w okno, przeglądam Internet. Zupełnie przestało mi zależeć na szybkim przejeździe.
[„A ja leżę, i leżę, i leżę
I nikomu nie ufam, i nikomu nie wierzę
A ja czekam, i czekam, i czekam
Ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam”]
Aż do Rzepina jadę DK 92. Niezbyt przyjemna jest to jazda. Ruch dość duży, a w miejscowościach durne zwężenia i wysepki. Kierowcy TIRów nie mają jak mnie wyprzedzić i trąbią piekląc się. Raz po raz zjeżdżam na chodnik i ich puszczam. Za Rzepinem lepiej. Bardziej pusto.
Nasze koleje
Na moście na Odrze stoję dłuższą chwilę. A czas leci... Nie ma co tak stać i myśleć o Bóg wie czym. Za 15 minut odjeżdża mój pociąg do Poznania. A dworzec przecież zupełnie mi nieznany i w dodatku niemiecki. Nic tu po mnie. Dworzec okazuje się niezbyt duży. Od wejścia uderzają mnie intensywne zapachy jedzenia. Coś pieczonego. Pachnie pysznie! Czasu jednak mam zbyt mało. Wszystko jest oznaczone czytelnie. Szybko i bez trudu orientuję się gdzie muszę iść. A w pociągu nagroda za niezbyt przyjemną trasę: darmowa kawa.
Że co? Że wkalkulowana w cenę biletu? Ee.... nie tym razem.
Idę kupić bilet do drużyny konduktorskiej. A oni odsyłają mnie na miejsce mówiąc, że przyjdą mi sprzedać podczas kontroli. Zdążyłam wysiąść w Poznaniu i się ich nie doczekałam. Fajne te nasze koleje :).
Mapa:
ZDJECIA
Na ulicach ci-cho-sza, na chodnikach ci-cho-sza
nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza
Tu ci-cho-sza, tam ci-cho, szaro brudno i zima
nie ma Słowackiego i nie ma Tuwima"
..........................................................................................................................................................................................................
Cicho
Na ulicach ci-cho-sza, na chodnikach ci-cho-sza, gdy jadę nocą przez puste miasto, przez puste wsie. Jedna wielka cisza. Ciemno i zimno. Początkowo równo zero stopni, ale im bliżej dnia, tym zimniej. Nad jeziorem Niepruszewskim oglądam z szosy niebo. Księżyc tuż przed nowiem. Jasne gwiazdy. Powoli się zaczyna rozjaśniać.
Temperatura leci w dół: 0, -1, -2, -3, -4.
Grubo
Ubrana jestem ciepło, porządnie opatulona. Jestem lekko przeziębiona, więc tym bardziej. Nawet rękawice mam grube, zimowe. Nie martwię się też o stopy – zabrałam ocieplane wkładki do butów. Takie na baterie, no i oczywiście zapas baterii.
Szybciej!
Kiedy z –2 robi się –3, obie wkładki przełączam na maksymalne grzanie. Niestety w takim ustawieniu baterie na długo nie wystarczają. Muszę je dość często zmieniać. Leci na to dużo czasu i baterii. Baterie w zasobnikach siedzą ciasno. Palcami nie da rady ich wyjąć. Trzeba sobie pomóc np. kluczami. Trudno działać w rękawiczkach. Z kolei bez rękawiczek jest potwornie zimno. Przy -4 wkładki nie dają mi już prawie nic. Jest obłędnie zimno. Stopy aż bolą. Staram się nimi poruszać. I nic. Cały czas boli. W końcu świat zaczyna mi się zawężać: zimno. Ból. Szybko. Do ciepła. Szybciej!! Jestem na obwodnicy Opalenicy. Koniecznie do ciepła! Teraz! Nic tu nie ma, a potrzeba rozgrzania stóp jest coraz pilniejsza. Schować się gdziekolwiek. Końcówka obwodnicy, w oddali Orlen. Pędzę. Zgrabiałymi dłońmi wyciągam jeszcze z torby kasę i telefon i wchodzę do środka.

Lampki kontrolne
W tym momencie przydałby się ktoś kto by mnie trochę wsparł. Pogłaskał po głowie i zmotywował do dalszej jazdy. Ale tu nikogo nie ma. Przez głowę przelatuje myśl, której prawie nie ma: „to może się nie udać”.
A guzik! Nigdzie nie jadę. Z nosa leci. Ciemno, zimno. Stopy bolą z zimna niemożliwie. Piję kawę. Nie potrzebuję kawy, przecież dopiero co wstał dzień. Kubek z kawą to tylko pretekst by móc tu... hm... postać. Bo siąść nie ma gdzie. Przestępuję z nogi na nogę. Popijam kawę. Mam ochotę wracać do domu. Gdy wraca mi normalne krążenie w stopach, wychodzę na zewnątrz. Zimnica. -4 stopnie. Jadę kawałek i zauważam, że przestały się palić lampki kontrolne w jednym z zasobników baterii. Trzeba znowu się zatrzymać i stracić czas na zmianę. Trzeba też zdjąć rękawiczki i użyć kluczy by wydłubać zużyte baterie. Ruszam i nowy problem – zmarznięta po zmianie baterii lewa dłoń. Prawa działa normalnie, lewa boli z zimna. Muszę przystanąć. Tym razem po to by rozgrzać zziębniętą łapkę.
Herbata
Dzień już wstał. Pięknie świeci słońce, ale jakoś nie czuję radości. Marzę tylko o tym by wreszcie się ociepliło. Temperatura rośnie bardzo powoli i na plus wychodzi dopiero około 9:00. Krótko potem zaczyna wiać. Późno. Za Świebodzinem mam nieprzyjemną sytuację – TIR prawie zmiata mnie z drogi. Serdecznie mam już dość tej dzisiejszej jazdy. Kiedy docieram do Mostków, wchodzę na znaną z poprzedniego wyjazdu stację. Tę z komputerem i Internetem. Biorę dużą herbatę. Poza kawą w Opalenicy nie piłam nic, bo zimna woda z camelbaka aż mnie odrzucała.
Na palce nawlekam
Siedzę sobie przy herbatce, gapię się w okno, przeglądam Internet. Zupełnie przestało mi zależeć na szybkim przejeździe.
[„A ja leżę, i leżę, i leżę
I nikomu nie ufam, i nikomu nie wierzę
A ja czekam, i czekam, i czekam
Ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam”]
Aż do Rzepina jadę DK 92. Niezbyt przyjemna jest to jazda. Ruch dość duży, a w miejscowościach durne zwężenia i wysepki. Kierowcy TIRów nie mają jak mnie wyprzedzić i trąbią piekląc się. Raz po raz zjeżdżam na chodnik i ich puszczam. Za Rzepinem lepiej. Bardziej pusto.
Nasze koleje
Na moście na Odrze stoję dłuższą chwilę. A czas leci... Nie ma co tak stać i myśleć o Bóg wie czym. Za 15 minut odjeżdża mój pociąg do Poznania. A dworzec przecież zupełnie mi nieznany i w dodatku niemiecki. Nic tu po mnie. Dworzec okazuje się niezbyt duży. Od wejścia uderzają mnie intensywne zapachy jedzenia. Coś pieczonego. Pachnie pysznie! Czasu jednak mam zbyt mało. Wszystko jest oznaczone czytelnie. Szybko i bez trudu orientuję się gdzie muszę iść. A w pociągu nagroda za niezbyt przyjemną trasę: darmowa kawa.
Że co? Że wkalkulowana w cenę biletu? Ee.... nie tym razem.
Idę kupić bilet do drużyny konduktorskiej. A oni odsyłają mnie na miejsce mówiąc, że przyjdą mi sprzedać podczas kontroli. Zdążyłam wysiąść w Poznaniu i się ich nie doczekałam. Fajne te nasze koleje :).
Mapa:
ZDJECIA
Praca
Piątek, 9 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 32.88 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 139m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jeszcze. Choć już nieco mniej.
Praca
Czwartek, 8 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 30.15 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 124m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nadal.
Praca
Środa, 7 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 33.03 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 178m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Gardło mnie boli.
Praca
Wtorek, 6 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 32.70 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 142m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Poniedziałek, 5 października 2015 Kategoria do 50
| Km: | 28.91 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 123m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Setki gardeł
Niedziela, 4 października 2015 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
| Km: | 161.11 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 869m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano jest ciepło. Aż 12*C. Jaka ta odmiana po poprzedniej
nocy! Tym razem zwijanie się idzie mi szybko. Jest szaro. Ta szarość to nie
tylko kończąca się powoli noc, ale też chmury. Mżawka. Pojawia się tylko przez
chwilę i chyba wyłącznie po to, aby mogła wyjść tęcza. Delikatna tęcza o
wschodzie słońca.
Tylko dla mnie
Po polach dostojnie spacerują żurawie. Dwie pary, dość daleko od siebie. Nawołują się, a ich krzyk niesie się w porannym, rześkim powietrzu. Pustymi drogami jadę do Cedyni. Trasa nie wgłębia się w miasteczko. Ale mam ochotę je zobaczyć bliżej. Wjeżdżam. A w zasadzie zjeżdżam - ostro w dół. A potem wjeżdżam - ostro pod górę. Co za ciekawe miejsce! Wszystko to jednak bije na głowę zjazd do Mętna. Widać je w dole: lekkie mgiełki, częściowo wybarwione już jesiennie drzewa, dachy, wieża kościoła. Zdjęcie! Zrobię zdjęcie! Ale jak? Serpentyny. Nie ma gdzie przystanąć. A zatem... jest to widok tylko dla mnie. Nikomu go nie pokażę.
Kilkaset gardeł
W Chojnie na chwilę przystaję na Cmentarzu Wojennym, idę pod pomnik, pod ruiny kościółka. No i zaczynam jazdę krajówką. DK31 - długi odcinek aż do Widuchowej, całe 50 km. Trochę strach. Ale jak się okazuje – zupełnie niepotrzebne są moje obawy. Być może są dni i godziny, gdy lepiej się tu nie pokazywać na rowerze, ale w niedzielę rano jest to piękna, pusta droga. Idealnie równa. Koła same się toczą po takiej szosie. W uszach szum wiatru. I tak aż do Widuchowej.
Bielkowo - ptaki szykują się do odlotu do ciepłych krajów. Zbierają się w wielkie grupy. Obsiadają drzewa, przekrzykują się. Świergot dobywający się z kilkuset gardeł. Niesamowite słuchowisko. Trzepot setek skrzydeł, gdy podrywają się do lotu, aby sfrunąć z drzew na pola. Czarne od ptaków niebo.
Same pagórki, ale jazda idzie mi dziś sprawnie. Góra – dół. Jeszcze trochę i już jest – Stargard Szczeciński. Stąd odjeżdża mój EIC do Poznania. Szybka wizyta w centrum, zapiekanka i kawa na stacji.

Bajka
W pociągu: oczywiście w moim wagonie nie ma miejsc na rowery, ale pociąg jest pełen i ładowanie się do przedziału z miejscem na rowery to ryzykowanie, że całą drogę spędzę na korytarzu. Miało być luksusowo. Wchodzę więc do mojego wagonu. Rower stawiam na jego końcu. Siadam na przydzielonej miejscówce. Za mną facet z małym dzieckiem. Znowu hałas: całą drogę oglądają na kompie skrzekliwą bajkę, z monotonnym podkładem muzycznym, od którego można wpaść w trans. Mała raz po raz drze się ile sił.
A reszta?
Kupuję bilet na rower. Konduktor idzie rozmienić kasę, aby wydać mi resztę. I... przepada. A moje 40 zł? ... Już planuję iść szukać dziada, gdy widzę, że idzie. Ale... nie do mnie. Zaczepiam go więc i napominam. Udaje zdziwionego ale mówi, że przyniesie. Nigdy bym nie pomyślała, że rozmienianie pieniędzy w pociągu (w którym jest oblegany przez podróżnych WARS) może być tak skomplikowane, by trwać ponad godzinę!
Cisza
Wieczorny przejazd przez Poznań. Dziś wyjątkowo zatłoczony. Warkot samochodów. Znowu hałas. A potem cisza. Wreszcie trochę ciszy.
Mapa:
Zaliczone gminy:
Cedynia, Widuchowa, Gryfino (3 gminy).
ZDJĘCIA
Tylko dla mnie
Po polach dostojnie spacerują żurawie. Dwie pary, dość daleko od siebie. Nawołują się, a ich krzyk niesie się w porannym, rześkim powietrzu. Pustymi drogami jadę do Cedyni. Trasa nie wgłębia się w miasteczko. Ale mam ochotę je zobaczyć bliżej. Wjeżdżam. A w zasadzie zjeżdżam - ostro w dół. A potem wjeżdżam - ostro pod górę. Co za ciekawe miejsce! Wszystko to jednak bije na głowę zjazd do Mętna. Widać je w dole: lekkie mgiełki, częściowo wybarwione już jesiennie drzewa, dachy, wieża kościoła. Zdjęcie! Zrobię zdjęcie! Ale jak? Serpentyny. Nie ma gdzie przystanąć. A zatem... jest to widok tylko dla mnie. Nikomu go nie pokażę.
Kilkaset gardeł
W Chojnie na chwilę przystaję na Cmentarzu Wojennym, idę pod pomnik, pod ruiny kościółka. No i zaczynam jazdę krajówką. DK31 - długi odcinek aż do Widuchowej, całe 50 km. Trochę strach. Ale jak się okazuje – zupełnie niepotrzebne są moje obawy. Być może są dni i godziny, gdy lepiej się tu nie pokazywać na rowerze, ale w niedzielę rano jest to piękna, pusta droga. Idealnie równa. Koła same się toczą po takiej szosie. W uszach szum wiatru. I tak aż do Widuchowej.
Bielkowo - ptaki szykują się do odlotu do ciepłych krajów. Zbierają się w wielkie grupy. Obsiadają drzewa, przekrzykują się. Świergot dobywający się z kilkuset gardeł. Niesamowite słuchowisko. Trzepot setek skrzydeł, gdy podrywają się do lotu, aby sfrunąć z drzew na pola. Czarne od ptaków niebo.
Same pagórki, ale jazda idzie mi dziś sprawnie. Góra – dół. Jeszcze trochę i już jest – Stargard Szczeciński. Stąd odjeżdża mój EIC do Poznania. Szybka wizyta w centrum, zapiekanka i kawa na stacji.

Bajka
W pociągu: oczywiście w moim wagonie nie ma miejsc na rowery, ale pociąg jest pełen i ładowanie się do przedziału z miejscem na rowery to ryzykowanie, że całą drogę spędzę na korytarzu. Miało być luksusowo. Wchodzę więc do mojego wagonu. Rower stawiam na jego końcu. Siadam na przydzielonej miejscówce. Za mną facet z małym dzieckiem. Znowu hałas: całą drogę oglądają na kompie skrzekliwą bajkę, z monotonnym podkładem muzycznym, od którego można wpaść w trans. Mała raz po raz drze się ile sił.
A reszta?
Kupuję bilet na rower. Konduktor idzie rozmienić kasę, aby wydać mi resztę. I... przepada. A moje 40 zł? ... Już planuję iść szukać dziada, gdy widzę, że idzie. Ale... nie do mnie. Zaczepiam go więc i napominam. Udaje zdziwionego ale mówi, że przyniesie. Nigdy bym nie pomyślała, że rozmienianie pieniędzy w pociągu (w którym jest oblegany przez podróżnych WARS) może być tak skomplikowane, by trwać ponad godzinę!
Cisza
Wieczorny przejazd przez Poznań. Dziś wyjątkowo zatłoczony. Warkot samochodów. Znowu hałas. A potem cisza. Wreszcie trochę ciszy.
Mapa:
Zaliczone gminy:
Cedynia, Widuchowa, Gryfino (3 gminy).
ZDJĘCIA





