Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2014
| Dystans całkowity: | 2309.63 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 35:19 |
| Średnia prędkość: | 24.93 km/h |
| Suma podjazdów: | 5125 m |
| Liczba aktywności: | 29 |
| Średnio na aktywność: | 79.64 km i 11h 46m |
| Więcej statystyk | |
Praca
Piątek, 19 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 35.97 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 148m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Droga z pracy w całości w deszczu. Nie miałam ze sobą deszczówki, bo wierzyłam, że nie będzie padać. No i zmokłam ;)
Praca
Czwartek, 18 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 40.39 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 170m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca i wynik nr 1
Środa, 17 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 47.05 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 201m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd pracowy i po wynik badania RTG.
Jestem stara.........
W mojej lewej dłoni jest trochę zmian. Nigdy bym nie pomyślała patrząc na nią. Wygląda przecież zupełnie zwyczajnie. Jeśli chodzi o wykręcony staw - żadnego złamania / pęknięcia na szczęście nie ma. Jak się dowiedziałam, zmiany w mojej dłoni wynikają głównie z... wieku...
Wszystkim Starszym Paniom (i Starszym Panom również) dedykuję: http://www.youtube.com/watch?v=sHWcgPaUPcs
Pozdrawiam,
Starsza pani w średnim wieku ;)
Jestem stara.........
W mojej lewej dłoni jest trochę zmian. Nigdy bym nie pomyślała patrząc na nią. Wygląda przecież zupełnie zwyczajnie. Jeśli chodzi o wykręcony staw - żadnego złamania / pęknięcia na szczęście nie ma. Jak się dowiedziałam, zmiany w mojej dłoni wynikają głównie z... wieku...
Wszystkim Starszym Paniom (i Starszym Panom również) dedykuję: http://www.youtube.com/watch?v=sHWcgPaUPcs
Pozdrawiam,
Starsza pani w średnim wieku ;)
Praca i badanie nr 1
Wtorek, 16 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 48.39 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 207m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd pracowy, a potem na RTG dłoni. Zwykle wynik RTG jest od razu - radiolog robi zdjęcie i opis. Teraz też tak chyba miało być, bo po wszystkim przykazano mi poczekać na korytarzu. Poczekałam dłuższą chwilę, a potem podeszła pani radiolog i powiedziała, że wynik dostanę jutro, bo to zdjęcie musi zobaczyć lekarz.
Praca
Poniedziałek, 15 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 35.83 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 151m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na kawę do Kórnika :)
Niedziela, 14 września 2014
| Km: | 63.07 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Elizium zapraszał na kawę, więc wraz z Krzysztofem pojechałam :).
Dojazd: po drodze krótka wizyta w swarzędzkim ETC, gdzie odbywała się akurat "Hardkorowa Niedziela" (zawody, pokazy, konkursy itd.). Gościem specjalnym był Robert Burneika. Sama jazda do Kórnika - straszna. Mocno wiało. W twarz, albo bocznie. Trzeba było porządnie trzymać kierownicę i trochę się z tym wiatrem poszarpać. Boczne podmuchy momentami lekko mną chwiały. Czułam, że z kontuzjowaną dłonią nie do końca panuję nad rowerem. To było niefajne uczucie. Z Krzysztofem współpracy brak.
Wraz z Elim i jego żoną spędziliśmy przemiłe popołudnie, wypiliśmy pyszną kawę i zjedliśmy borówkowo-malinową tartę.
Wieczorny powrót już nie tak fatalny - wiatr osłabł i wiało głównie w plecy.
Fotki: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Dojazd: po drodze krótka wizyta w swarzędzkim ETC, gdzie odbywała się akurat "Hardkorowa Niedziela" (zawody, pokazy, konkursy itd.). Gościem specjalnym był Robert Burneika. Sama jazda do Kórnika - straszna. Mocno wiało. W twarz, albo bocznie. Trzeba było porządnie trzymać kierownicę i trochę się z tym wiatrem poszarpać. Boczne podmuchy momentami lekko mną chwiały. Czułam, że z kontuzjowaną dłonią nie do końca panuję nad rowerem. To było niefajne uczucie. Z Krzysztofem współpracy brak.
Wraz z Elim i jego żoną spędziliśmy przemiłe popołudnie, wypiliśmy pyszną kawę i zjedliśmy borówkowo-malinową tartę.
Wieczorny powrót już nie tak fatalny - wiatr osłabł i wiało głównie w plecy.
Fotki: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Kółeczko
Sobota, 13 września 2014 Kategoria do 350, Kocia czytelnia
| Km: | 312.26 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 12:58 | km/h: | 24.08 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zrobiłam dziś kółeczko. O takie:
Przez siatkę
W Kaźmierzu mijam zakłady mleczarskie. Już z daleka widać potężny komin i… wydobywający się z niego czarny jak smoła dym. Dym odpowiednio też śmierdzi. Szczęśliwi, którzy nie musieli tego wąchać ;). Kawałek za Kaźmierzem mijam jez. Bytyńskie. Widok jest bardzo ładny. W Lwówku zauważam stary, zrujnowany kościół. Już z drogi widać, że jest to ciekawy obiekt. Zawracam więc i próbuję się tam przedostać (lubię chodzić po takich ruderach, mają swój klimat). Niestety teren jest ogrodzony. Z żalem patrzę przez siatkę, robię parę zdjęć i jadę dalej. Stąd do Nowego Tomyśla mam już niedaleko, jednak nie jadę najkrótszą droga, lecz trochę nadkładam, by odwiedzić Wąsowo. Podjeżdżam pod pałac, który po wielkim pożarze w marcu 2011r. został odbudowany i dziś znowu prezentuje się świetnie. Za Wąsowem pewne zaskoczenie: wzdłuż szosy biegnie droga dla rowerów. Asfaltowa i… w zdecydowanie lepszym stanie niż sama szosa. Wobec tego przenoszę się na ciąg dla rowerów. Jest znacznie wygodniej! Droga ta biegnie przez jakieś 10 km.
Rehabilitacja
W Nowym Tomyślu wpadam na genialny pomysł rehabilitowania nadwyrężonego ścięgna achillesa. Dziś już prawie nie boli, więc wymyślam, że pomogę sobie jeszcze bardziej w powrocie do zdrowia. Odwiedzam obuwniczy, by kupić podpiętki. Niestety nie mają. Trochę idę (sporo osób się tu kręci), trochę jadę po zadbanym deptaku. Zastanawiam się co robić dalej z trasą. Jeśli bym miała jechać wersję krótszą, to bym musiała właśnie tutaj zacząć wykręcać na Grodzisk, jeśli dłuższą – to jechać dalej na Zbąszyń. Trochę się chmurzy, ale pogoda jest perfekcyjna na kółeczko – jest ciepło i co najważniejsze: w ogóle nie wieje. Czuję się nieźle, więc decyduję się jechać do Zbąszynia. W lasach, które mam na całym odcinku do tego miasta pełno jest grzybiarzy.
Fotki: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Plan na sobotę miałam
trochę inny. Też TRZYSTA, ale liniowe i przez to fajniej wygladające na mapie
;). Jednak prognozy były jakieś takie niezdecydowane, a jeśli liniówka, to
najlepiej z wiatrem. W dodatku do realizacji tamtej trzysetki bym musiała wstać
o 1.00 w nocy. Nie chciało mi się. Ostatnio niewyspana jestem. I leniwa. I z
kontuzjami. Wobec tego siadałam i wykreśliłam zamaszyste kółeczko. W kółeczku
zawierało się kilka miejsc, które chciałam odwiedzić:
Nowy Tomyśl (zobaczyć na spokojnie, a nie tylko, ot tak – w locie / przelocie),
Zbąszyń (aby wypić kawę na wiadomej stacji – tyle wspomnień),
Wąsowo (aby sprawdzić jak wygląda wyremontowany po wielkim pożarze pałac),
Grodzisk Wlkp. (aby spotkać się z Norbertem, który gdzieś tam mieszka).
Chciałam w miarę możliwości jechać jak najmniej głównymi drogami. Dlatego to kółeczko wyszło mi trochę koślawe. Ze względu na duży problem z dłonią i lekki z achillesem do GPSa wgrywam 2 wersje kółeczka. Pełną - 300 km i skróconą 250km. Wzięłam też ze sobą papierowe mapy, aby w razie czego móc przyciąć tę trasę jeszcze mocniej.
Schadzka
Budzik dzwoni o 4.00 nad ranem. Jest zupełnie ciemno, ale to dobra pora na pobudkę przed długą trasą. Tym razem poranny czas przecieka mi między palcami i zamiast o 5.00, wyruszam 10 minut później. Na pierwszych kilometrach trasy zauważam na chodniku… kota i lisa. Siedzą sobie grzecznie razem. Chyba przerwałam im schadzkę, bo lis spłoszony umyka do lasu, natomiast kot (z dzwoneczkiem na szyi!) biegnie co sił do domu :). Główne ulice Poznania wcale puste nie są, jednak da się nimi jechać. Aż do Pamiątkowa jadę sobie dokładnie tą samą trasą, którą jechałam w zeszłym tygodniu do Choszczna. Za Pamiątkowem odbijam na Witoldzin. Jak przeglądałam trasę widziałam, że odcinek Witoldzin – Myszkowo (około 3 km) jest niepewny. Trudno było stwierdzić, czy będzie tam asfalt, czy też nie. Gdy docieram na miejsce okazuje się, że szosy jednak nie ma. Jest gruntówka, ale na rowerze przełajowym z nieco szerszymi od szosowych oponami (a takim rowerem jadę) daje się to sprawnie przejechać. Na szosówce by już było gorzej i pewnie bym się wracała. Trafia mi się bardzo ładny dzień. Poranne mgiełki utrzymują się długo i przez to można odnieść wrażenie, że wschód słońca trwa bez końca. Miękkie światło sprzyja robieniu zdjęć. Pstrykam więc ile wlezie ;).
Nowy Tomyśl (zobaczyć na spokojnie, a nie tylko, ot tak – w locie / przelocie),
Zbąszyń (aby wypić kawę na wiadomej stacji – tyle wspomnień),
Wąsowo (aby sprawdzić jak wygląda wyremontowany po wielkim pożarze pałac),
Grodzisk Wlkp. (aby spotkać się z Norbertem, który gdzieś tam mieszka).
Chciałam w miarę możliwości jechać jak najmniej głównymi drogami. Dlatego to kółeczko wyszło mi trochę koślawe. Ze względu na duży problem z dłonią i lekki z achillesem do GPSa wgrywam 2 wersje kółeczka. Pełną - 300 km i skróconą 250km. Wzięłam też ze sobą papierowe mapy, aby w razie czego móc przyciąć tę trasę jeszcze mocniej.
Schadzka
Budzik dzwoni o 4.00 nad ranem. Jest zupełnie ciemno, ale to dobra pora na pobudkę przed długą trasą. Tym razem poranny czas przecieka mi między palcami i zamiast o 5.00, wyruszam 10 minut później. Na pierwszych kilometrach trasy zauważam na chodniku… kota i lisa. Siedzą sobie grzecznie razem. Chyba przerwałam im schadzkę, bo lis spłoszony umyka do lasu, natomiast kot (z dzwoneczkiem na szyi!) biegnie co sił do domu :). Główne ulice Poznania wcale puste nie są, jednak da się nimi jechać. Aż do Pamiątkowa jadę sobie dokładnie tą samą trasą, którą jechałam w zeszłym tygodniu do Choszczna. Za Pamiątkowem odbijam na Witoldzin. Jak przeglądałam trasę widziałam, że odcinek Witoldzin – Myszkowo (około 3 km) jest niepewny. Trudno było stwierdzić, czy będzie tam asfalt, czy też nie. Gdy docieram na miejsce okazuje się, że szosy jednak nie ma. Jest gruntówka, ale na rowerze przełajowym z nieco szerszymi od szosowych oponami (a takim rowerem jadę) daje się to sprawnie przejechać. Na szosówce by już było gorzej i pewnie bym się wracała. Trafia mi się bardzo ładny dzień. Poranne mgiełki utrzymują się długo i przez to można odnieść wrażenie, że wschód słońca trwa bez końca. Miękkie światło sprzyja robieniu zdjęć. Pstrykam więc ile wlezie ;).
Przez siatkę
W Kaźmierzu mijam zakłady mleczarskie. Już z daleka widać potężny komin i… wydobywający się z niego czarny jak smoła dym. Dym odpowiednio też śmierdzi. Szczęśliwi, którzy nie musieli tego wąchać ;). Kawałek za Kaźmierzem mijam jez. Bytyńskie. Widok jest bardzo ładny. W Lwówku zauważam stary, zrujnowany kościół. Już z drogi widać, że jest to ciekawy obiekt. Zawracam więc i próbuję się tam przedostać (lubię chodzić po takich ruderach, mają swój klimat). Niestety teren jest ogrodzony. Z żalem patrzę przez siatkę, robię parę zdjęć i jadę dalej. Stąd do Nowego Tomyśla mam już niedaleko, jednak nie jadę najkrótszą droga, lecz trochę nadkładam, by odwiedzić Wąsowo. Podjeżdżam pod pałac, który po wielkim pożarze w marcu 2011r. został odbudowany i dziś znowu prezentuje się świetnie. Za Wąsowem pewne zaskoczenie: wzdłuż szosy biegnie droga dla rowerów. Asfaltowa i… w zdecydowanie lepszym stanie niż sama szosa. Wobec tego przenoszę się na ciąg dla rowerów. Jest znacznie wygodniej! Droga ta biegnie przez jakieś 10 km.
Rehabilitacja
W Nowym Tomyślu wpadam na genialny pomysł rehabilitowania nadwyrężonego ścięgna achillesa. Dziś już prawie nie boli, więc wymyślam, że pomogę sobie jeszcze bardziej w powrocie do zdrowia. Odwiedzam obuwniczy, by kupić podpiętki. Niestety nie mają. Trochę idę (sporo osób się tu kręci), trochę jadę po zadbanym deptaku. Zastanawiam się co robić dalej z trasą. Jeśli bym miała jechać wersję krótszą, to bym musiała właśnie tutaj zacząć wykręcać na Grodzisk, jeśli dłuższą – to jechać dalej na Zbąszyń. Trochę się chmurzy, ale pogoda jest perfekcyjna na kółeczko – jest ciepło i co najważniejsze: w ogóle nie wieje. Czuję się nieźle, więc decyduję się jechać do Zbąszynia. W lasach, które mam na całym odcinku do tego miasta pełno jest grzybiarzy.
39,6
No i w końcu jest – Zbąszyń. Zatrzymuję się na wiadomej stacji i zamawiam kawę. Pora ku temu najwyższa, bo to już ponad 130 km trasy. Jem też babkę mandarynkową, którą zabrałam z domu oraz bawię się GPSem. Po przerwie kawowej kręcę się po miasteczku. Odbywa się tu właśnie jakiś festyn strażacki. Odwiedzam obuwniczy i kupuję podpiętki, które od razu instaluję w butach. Piętę mam teraz dobre kilka mm wyżej. To powinno na dobre odciążyć achillesa. To też tutaj dostaję smsa od Krzysztofa, który dziś na dziko wystartował w poznańskim wyścigu szosowym Bike Challenge. Na 100 km trasie wykręcił kosmiczną jak dla mnie średnią 39,6 km/h (02:32:58) i na prawie 2000 zawodników był 72. To oznacza, że już po zawodach i Norbert, z którym wstępnie byłam umówiona na kilka wspólnych km w okolicy Grodziska, pewnie niedługo będzie się zbierał do domu. Pora zagęszczać ruchy! Jednak nie jest to takie proste, bo podpiętka, która miała pomóc – niespodziewanie wadzi. I to mocno! Ścięgno, które było już zaleczone zaczyna najpierw lekko swędzieć, potem już normalnie kłuć. I tak mija kilka km. W końcu wyciągam tę nieszczęsną podpiętkę. Jest od razu lepiej, ale do jazdy bez bólu wracam przez długi czas. To tylko pokazuje jak bardzo jestem wrażliwa na wszelkie zmiany.
Ostatnia setka
W Powodowie przed Wolsztynem na chwilę muszę zjechać na DK 32. Nie jestem z tego specjalnie zadowolona, bo krajówek nie lubię, jednak z racji soboty ruch jest mały. Jadę mimo zakazu jazdy dla rowerów. Nawierzchnia – perfekcyjna. W Wolsztynie smaruję się kremem przeciwsłonecznym i nadaję do Norberta. Aż do Grodziska jadę spokojnymi, przyjemnymi asfaltami. W samym miasteczku robię kilka fotek i jadę w stronę Kamieńca. Za tą miejscowością (200 km trasy) dogania mnie Norbert i od teraz jedziemy razem, obok siebie. Gadamy trochę o poznańskim sprincie na setkę, w którym uczestniczył i jedzie się bardzo sympatycznie. Początkowo Norbert miał ze mną jechać tak gdzieś do Śremu i potem zawrócić, potem wpadł na pomysł, że pojedzie aż do Swarzędza i stamtąd wróci koleją do domu. To oznacza, że całą ostatnią setkę z mojej trasy zrobimy razem. Moje kółeczko jest trochę koślawe i udaje mi się przeciągnąć Norberta po asfaltach w jego okolicy, którymi do tej pory nie jeździł. W Śremie robimy krótką przerwę pod sklepem (dzięki za colę!). Początkowo jedziemy obok siebie, potem trochę po zmianach, a pod koniec siadam na kole. Chyba coś w tym jest, że jazda na kole idzie mi średnio. Raz jest mi za szybko, raz za wolno, czasem w sam raz. Czyżby faktycznie istniała tylko jedna osoba, z którą mogę w idealnej harmonii jeździć na kole po płaskim? Gdy docieramy do Środy Wlkp. zaczyna się robić szaro. I tak – początkowo w szarówce, a potem już w ciemnościach docieramy do Swarzędza. Tu odprowadzam Norberta na stację kolejową, a sama wracam do domu domykając moje kółeczko.
No i w końcu jest – Zbąszyń. Zatrzymuję się na wiadomej stacji i zamawiam kawę. Pora ku temu najwyższa, bo to już ponad 130 km trasy. Jem też babkę mandarynkową, którą zabrałam z domu oraz bawię się GPSem. Po przerwie kawowej kręcę się po miasteczku. Odbywa się tu właśnie jakiś festyn strażacki. Odwiedzam obuwniczy i kupuję podpiętki, które od razu instaluję w butach. Piętę mam teraz dobre kilka mm wyżej. To powinno na dobre odciążyć achillesa. To też tutaj dostaję smsa od Krzysztofa, który dziś na dziko wystartował w poznańskim wyścigu szosowym Bike Challenge. Na 100 km trasie wykręcił kosmiczną jak dla mnie średnią 39,6 km/h (02:32:58) i na prawie 2000 zawodników był 72. To oznacza, że już po zawodach i Norbert, z którym wstępnie byłam umówiona na kilka wspólnych km w okolicy Grodziska, pewnie niedługo będzie się zbierał do domu. Pora zagęszczać ruchy! Jednak nie jest to takie proste, bo podpiętka, która miała pomóc – niespodziewanie wadzi. I to mocno! Ścięgno, które było już zaleczone zaczyna najpierw lekko swędzieć, potem już normalnie kłuć. I tak mija kilka km. W końcu wyciągam tę nieszczęsną podpiętkę. Jest od razu lepiej, ale do jazdy bez bólu wracam przez długi czas. To tylko pokazuje jak bardzo jestem wrażliwa na wszelkie zmiany.
Ostatnia setka
W Powodowie przed Wolsztynem na chwilę muszę zjechać na DK 32. Nie jestem z tego specjalnie zadowolona, bo krajówek nie lubię, jednak z racji soboty ruch jest mały. Jadę mimo zakazu jazdy dla rowerów. Nawierzchnia – perfekcyjna. W Wolsztynie smaruję się kremem przeciwsłonecznym i nadaję do Norberta. Aż do Grodziska jadę spokojnymi, przyjemnymi asfaltami. W samym miasteczku robię kilka fotek i jadę w stronę Kamieńca. Za tą miejscowością (200 km trasy) dogania mnie Norbert i od teraz jedziemy razem, obok siebie. Gadamy trochę o poznańskim sprincie na setkę, w którym uczestniczył i jedzie się bardzo sympatycznie. Początkowo Norbert miał ze mną jechać tak gdzieś do Śremu i potem zawrócić, potem wpadł na pomysł, że pojedzie aż do Swarzędza i stamtąd wróci koleją do domu. To oznacza, że całą ostatnią setkę z mojej trasy zrobimy razem. Moje kółeczko jest trochę koślawe i udaje mi się przeciągnąć Norberta po asfaltach w jego okolicy, którymi do tej pory nie jeździł. W Śremie robimy krótką przerwę pod sklepem (dzięki za colę!). Początkowo jedziemy obok siebie, potem trochę po zmianach, a pod koniec siadam na kole. Chyba coś w tym jest, że jazda na kole idzie mi średnio. Raz jest mi za szybko, raz za wolno, czasem w sam raz. Czyżby faktycznie istniała tylko jedna osoba, z którą mogę w idealnej harmonii jeździć na kole po płaskim? Gdy docieramy do Środy Wlkp. zaczyna się robić szaro. I tak – początkowo w szarówce, a potem już w ciemnościach docieramy do Swarzędza. Tu odprowadzam Norberta na stację kolejową, a sama wracam do domu domykając moje kółeczko.
Fotki: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Praca
Piątek, 12 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 35.42 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 151m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Czwartek, 11 września 2014 Kategoria do 50
| Km: | 35.78 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 139m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Środa, 10 września 2014 Kategoria do 100
| Km: | 60.01 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 237m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Powrót z pracy w całości w deszczu, 14`C.
Tego dnia miałam już rowerem nigdzie nie jechać, wystarczająco zmokłam w drodze z pracy. Na wieczorne spotkanie chciałam wybrać się samochodem. Gdy wsiadałm za kółłko okazało się, że padł akumulator. No i chcąc nie chcąc musiałm pojechać rowerem.





