Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2014

Dystans całkowity:2625.98 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Suma podjazdów:9759 m
Liczba aktywności:32
Średnio na aktywność:82.06 km
Więcej statystyk

Zakupy

Niedziela, 11 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 8.33 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 47m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Poznań - Tłuszcz za Warszawą

Sobota, 10 maja 2014 Kategoria do 400, Kot w wielkim mieście, Kocia czytelnia
Km: 375.21 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 799m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Było grubo, było tłusto, był Tłuszcz!
Poprzednia próba dojechania do Tłuszcza nie udała się. Jazdę skończyliśmy wtedy w Sochaczewie. Sochaczew to był nieudany Tłuszcz. Jednak to, że wtedy nie wyszło oznaczało dla mnie tylko tyle, że gdy tylko pojawi się okazja, spróbuję jeszcze raz. Jestem trochę jak ta uparta koza, która skacze na pochyłe drzewo. Skacze tak długo aż wskoczy :)

Dobranoc państwu!
Wstajemy 10 minut po trzeciej w nocy. Za oknem kompletne ciemności, pada deszcz. Radio, śniadanie, kawa, ciastka. Zamiast gazety - trochę Internetu. Radiowiec kończy właśnie swoją audycję, mówiąc "dobranoc państwu!". Dobranoc? Jak to? Przecież właśnie zaczynamy dzień :). Ruszamy tuż po 5 nad ranem. Już nie pada, ale wg prognoz przez cały dzień możliwe są burze i ulewy. Tym razem jesteśmy na to przygotowani, a ja nauczona doświadczeniem po Niemieckiej Majówce biorę nawet folię NRC. Jakże inaczej jest niż wtedy gdy skończyliśmy w Sochaczewie! Huraganu brak. Wiatr nie przewraca za każdym razem gdy droga - choćby delikatnie - zmienia kierunek. Znając prognozę i wiedząc, że trasa jest łatwa, postanawiam trochę dać sobie w kość. Nie jadę na szosówce, lecz na istotnie cięższej przełajówce, zaopatrzonej w odpowiednio szersze opony.

Krem
Jedziemy we dwójkę. Krzysztof nakręca mocne tempo i muszę trochę popracować, by dotrzymać mu koła. Jadąc początek trochę wspominamy tamten dzień, odmierzam odległość, którą pokonałam wtedy sama. To prawie 28 km. W Witkowie, po ponad 60 kilometrach jazdy, coraz bardziej widać, że wiatr przepędza chmury, chwilami widać nawet błękitne niebo. Słońce świeci mocno, a my nie mamy kremu do opalania. Spalimy twarze! W Witkowie zatem latamy po sklepach w poszukiwaniu kremu. Udaje się kupić w aptece.


Szczęście
Pogoda jest bardzo dynamiczna. Wieje cały czas, choć chwilami ten wiatr chyba troszkę kręci i nie do końca jest w plecy. Wspaniałe widowisko za to cały czas jest na niebie. Ciemne napompowane wodą chmury, białe delikatne obłoki, błękitne niebo, ostre słońce. Taka sceneria towarzyszy nam cały czas. Trudno się tym nie zachwycić. Ulewy latają dookoła, a nad nami spokój. To nie do wiary, ale aż do samego Tłuszcza nie łapie nas ani jeden deszcz!


Nie mój
Dziurawy odcinek w okolicy Powidza jadę lekko. Grubsze opony przełajówki dają tu jednak przewagę. Niestety nie ma nic za darmo. Jest wygodniej, ale też wolniej. Cięższy rower trudniej rozpędzić, trudniej też utrzymać prędkość. Rezultat jest taki, że jedzie mi się ciężko. Krzysztof współpracuje ze mną bardzo dobrze. Jak zwykle nogę ma mocną. Jest tak silny, że całą trasę jedzie z przodu. Ja wychodzę na zmianę tylko raz i jest to niewiele znaczący epizod. Co więcej nie zawsze jestem w stanie utrzymać koło. Każdy podjazd to zerwanie mnie i lekkie Krzysia zdziwienie, dlaczego siedzę tak daleko z tyłu :). To chyba nie jest mój dzień i wygląda na to, że ta trzysetka starga mnie nieco. No ale! O to mi, zdaje się, chodziło….


Zbyt wygodny
Dłuższe postoje (z piciem kawy/herbaty) robimy dwa – pierwszy w Sompolnie po 130 kilometrze trasy (na znanej nam już stacji paliw), drugi w Gostyninie (w kawiarni jemy słodkie i pijemy herbatę). Grubo po setnym kilometrze docieramy do Chocenia. To jest to miejsce, w którym wtedy z wiatrem był prawdziwy dramat i trudno było nawet iść. Było siedzenie w rowie, w sklepie, kościele. Dziś to też właśnie tu wieje najmocniej. Mamy taki sentyment do tego miejsca, że robimy tu całą foto sesję :). Krótko po przekroczeniu dwusetnego kilometra zaczynam czuć ból pleców. No tak, jest to test przełajówki na długiej trasie. Sprawdzam tu między innymi to, czy wszystkie ustawienia są w porządku. Ból pleców nie jest jednak raczej spowodowany błędem w ustawieniach, a tym, że… rower jest zbyt wygodny. Tak wygodny, że zupełnie zapominam by raz po raz się poprzeciągać. Siedzenie w bezruchu przez kilka godzin musi się skończyć bólem. Przystępuję do gimnastyki (jadąc) i po około 50 następnych kilometrach czuję się daleko lepiej.


Rozjazd
Najładniejszy odcinek trasy to okolice Izbicy Kujawskiej i pagórki, które tam są. Dzisiejsza trasa aż do Gąbina pokrywa się z trasą do Sochaczewa (225 km). Tym razem w miasteczku nie zjeżdżamy na Sochaczew, tylko lecimy na Tłuszcz. Szosy, którymi jedziemy są bardzo różnej jakości. Mamy długie odcinki świetnych asfaltów, ale pojawiają się też szosy z wybojami, koleinami, spękaniami i dziurami. Gdy ma się w nogach ponad 200 km coś takiego potrafi mocno wkurzyć. Znacząco spowalnia też tempo jazdy. Najgorzej wspominam frezowany i pełen kolein odcinek przed Nieporętem.


Warszawa
Odległość do Tłuszcza mamy lekko niedoszacowaną, ale to nic nie szkodzi. Jak się stargać to na całego! Najciężej jest na dworcu w Tłuszczu. Trzeba tu wejść po schodach na kładkę, a potem zejść do peronu. Na tych schodach robi mi się słabo z głodu. W wagonie dochodzę do siebie. Mam lekkie dreszcze i przez chwilę się nawet zastanawiam czy aż tak ze mną źle. Szybki ogląd pokazuje jednak, że dreszcze nie są niczym niezwykłym – parę siedzeń dalej chłopaki mają szeroko otwarte okno. Pociąg zatrzymuje się na stacji Warszawa Wileńska. Przejeżdżamy stąd rowerami na Centralną. Wielkie miasto, można się w nim zagubić. Kot w wielkim mieście :). Pod Pałacem Kultury robimy obowiązkowe foty i chowamy się na dworcu. Przed nami długa droga do domu, która zakończy się jazdą w ulewie około 3 w nocy (tak, tak, cały dzień pogoda nas litościwie oszczędzała, a na sam koniec zaserwowała obfity prysznic).

Uzyskana średnia prędkość: 28,8 (bez przeciskania się przez Warszawę, biegania po dworcach itd.)

Trasa:


Praca

Piątek, 9 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 35.07 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 162m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Rano w deszczu.

Do sklepu

Czwartek, 8 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 0.87 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 4m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Do sklepu po szpinak :)

Praca

Czwartek, 8 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 44.49 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 211m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Środa, 7 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 41.10 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 186m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Wtorek, 6 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 40.07 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 193m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Podziębiona.

Praca

Poniedziałek, 5 maja 2014 Kategoria do 50
Km: 30.70 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 162m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Podziębiona.

Niemiecka majówka 5

Niedziela, 4 maja 2014 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 103.61 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 156m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
To najzimniejszy poranek naszej kilkudniowej wycieczki (musi być przymrozek, bo nawet Krzysztof szczelnie opatula się w śpiworze, a to nieczęste). Budzik dzwoni jak zwykle o 5.30. Jednak jest tak zimno (w namiocie!), że stopy mam całe zdrętwiałe. Trzęsę się, a przecież mam na sobie 2 pary skarpet, podwójne spodnie, koszulkę, polara, chustę na głowie i polarowy rękaw (częściowo na szyi, częściowo na głowie).

Niemcy z psami

W tej sytuacji wychodzenie z namiotu nie ma sensu. Będzie tylko gorzej. Leżymy jeszcze 2 bite godziny i czekamy aż słońce ociepli ten wyjątkowo zimny poranek. Gdy zwijamy się do drogi, nieopodal Niemcy chodzą z psami. Czas najwyższy uciekać! Trasa na dziś to dojazd do Cottbus. Pierwotnie miał to być dojazd do Zgorzelca.
To mogło się udać, gdybyśmy wczoraj krócej zabalowali w Tropical Islands, albo gdyby dziś rano było cieplej i byśmy wystartowali wcześniej. Niestety z czasem jest wąsko, już do samego Cotbuss musimy kręcić żwawo.


Za karę
W Lübben łapię trzeciego na tej wyprawce kapcia. Tym razem z przodu. Wyjazd na starych oponach (spękanych po bokach i z odpadającymi klockami) nie był mądrym pomysłem i niestety za taką lekkomyślność trzeba zapłacić straconym czasem.

Mimo podkręconego tempa znajdujemy kilka chwil na zachwycanie się przyrodą. Piękny jest zwłaszcza odcinek biegnący brzozową aleją miedzy dwoma kanałami. Grunt jest tak równy, że spotykamy tu nawet szosowców. W Burg mijamy rowerowy zajazd. Można tu kupić rowery i akcesoria do nich, można coś zjeść, jest tu nawet automat z dętkami!

W Cottbus kupujemy bilety do Görlitz. Nieco ponad godzina jazdy koleją do granicy słono nas kosztuje. To kara za przestrzelenie trasy. Po wyjściu z pociągu, już rowerami, przejeżdżamy przez granicę niemiecko-polską. A w Polsce prawdziwy raj – normalne sklepy! Wszędzie pełno sklepów! :)


Na zakończenie:

1.Wszystkie szlaki, którymi jechaliśmy są oddzielone od ruchu samochodowego, a przez to bardzo bezpieczne.
2.Poza Berliner Mauerweg nawierzchnie są wygodne także dla rowerów pozbawionych zupełnie amortyzacji. Można jechać nawet przełajówką.
3.Na szlakach prawie nie ma sklepów. Aby coś kupić trzeba z nich zbaczać lub po prostu jechać solidnie zaprowiantowanym.
4.Toalety w większości miejsc są albo płatne albo pozamykane na klucz. Wyjątek to: Centrum Muru Berlińskiego oraz McDonaldy.
5.Zdecydowanie nie doceniłam (prognozowanego przecież!) załamania pogody. Lekkomyślne podejście – a w szczególności brak kompletnego stroju wodoodpornego – doprowadziły mnie do hipotermii.
6.Nieoczekiwanie (miła i sympatyczna w zamyśle) majówka zamieniła się w walkę z zimnem i głodem. No ale tak to jest gdy oczekuje się jednego, a zastaje drugie ;)

Niemiecka majówka 4

Sobota, 3 maja 2014 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
Km: 72.51 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 194m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Poranek jest zimny, ale słoneczny. Pierwszy przystanek robimy w odległej o kilka kilometrów miejscowości. Supermarket – kawa. Nasza trasa na dziś to dojazd do Tropical Islands i relaks w tym obiekcie.

Odległość trochę niedoszacowana – zamiast około 50 kilometrów, wychodzi 70. Jedzie się jednak dobrze. Nawierzchnie są lepsze niż na Berliner Mauerweg. Nie ma paskudnych bruków, za to wyraźnie faworyzowany jest ruch rowerowy. Tam gdzie leśna droga dla rowerów jest utwardzona, obok droga dla samochodów to piaskownica. Ewenement! Pod Tropical Islands gotujemy makaron i tak posileni wchodzimy do kompleksu. Najpierw odczekujemy swoje w kolejce, potem kilka ładnych godzin spędzamy chodząc pośród świetnie utrzymanej tropikalnej roślinności, wypoczywając w saunach i basenach. Obiekt opuszczamy tuż przed 22.00. W ciemnościach szukamy miejsca na rozbicie namiotu. Znajdujemy je 2 kilometry dalej.



Ciąg dalszy

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum