Wpisy archiwalne w miesiącu
Marzec, 2014
| Dystans całkowity: | 2118.23 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | b.d. |
| Średnia prędkość: | b.d. |
| Suma podjazdów: | 7850 m |
| Liczba aktywności: | 35 |
| Średnio na aktywność: | 60.52 km |
| Więcej statystyk | |
Praca
Środa, 12 marca 2014
| Km: | 43.86 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 215m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Wtorek, 11 marca 2014
| Km: | 55.01 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 218m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano -2, po południu aż +16 stopni.
Praca
Poniedziałek, 10 marca 2014
| Km: | 37.06 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 210m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Gdy eranis nie ma, koty harcują ;-)
Niedziela, 9 marca 2014 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
| Km: | 209.18 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 402m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
No to hop! Dwieście po raz pierwszy :-D.
Ile razy można się zawahać? Dwa razy? Cztery? Pięć?!
Wystarczy.
Po piątym razie wiadomo już, że z tego wahania wiele więcej nie wyjdzie... można za to z dwusetką w kieszeni i uśmiechem na ustach wrócić do domu.
Plan był zupełnie inny. Miało być z wiatrem w plecy 230 km w kierunku północnym. Niedzielna pobudka o 5 rano. Niestety prognozy się nie sprawdziły. Miał być delikatny plus, jest delikatny minus. Na dachach i ulicach szron. Jemy śniadanie. Miny mamy kwaśne. Radia nawet nie włączamy. Szosówki i szron to kiepskie połączenie.
- No to co? – Rzucam.
- Może zamiast napierania na północ i wracania pociągiem zrobimy wahadło? Krzysztof nie przejawia entuzjazmu. Ja też nie jestem do swojego pomysłu zapalona. Na wahadle będzie nudno. Będzie wiało. Będzie bolało. Przysypiamy nad stołem. To bez sensu. Idziemy jeszcze pospać.
Podejście drugie.
Pijemy kawę i ociągamy się jak możemy. Smażę nawet frytki. No ale dość już tego, wymówki się pokończyły. Jeśli faktycznie mamy dziś kursować po wahadle, to trzeba w końcu ruszyć. Jest chwila po 9 gdy wsiadamy na rowery. Dojazd na wahadło to 30 km z wiatrem w twarz. Już pierwsze kilometry ustawiają mnie na właściwym miejscu. Pierwszy podjazd i od razu tętno maksymalne! Wahadło zaczynamy od jazdy z wiatrem tylno bocznym. To na zachętę, by tak od razu się nie zrazić. Na rondzie nawrotka. Zabawa zaczyna się na całego. Silny wiatr przednio boczny przez wiele kilometrów. Nie ma gdzie się schować. Dookoła raczej pola. Jest nieprzyjemnie. Jedziemy po zmianach. Nie gadamy. Kiedy docieramy do nawrotki, oddychamy z ulgą. Tempo niewiele większe niż podczas jazdy pod wiatr. Odpoczywamy. Po kilku kilometrach odpoczynku rozpędzamy się. I tak się wahamy na tym wahadle.
Gdy wybija 95 kilometr zatrzymujemy się przy sklepie. Stoi on mniej więcej w połowie wahadła. Jemy drożdżówkę (ja) i bułkę (Krzysztof), oraz obdzielamy się dużą butelką soku porzeczkowego. Za fajnie to nie wygląda. 95 kilometr, godzina 13.00 i średnia niewiele ponad 26 km/h. Siedzę na schodach sklepu, jem i zupełnie nie wierzę w dwusetkę.
Gdyby tylko tak nie wiało!
Gdyby nie ten poranny szron!
Jest za to bardzo ciepło (15 stopni) i bezchmurnie. Piękna wiosna. Pora ruszać. Po osiągnięciu pierwszej setki wszystkie złe myśli znikają.
Hej! Przecież to już całkiem niedaleko! Tylko 95 km :-).
Robi się wesoło, raźno mkniemy pod wiatr. Przyspieszamy. Potem z wiatrem jest jeszcze szybciej. Po południu mijamy wielu niedzielnych rowerowych wycieczkowiczów. Oni też męczą się pod wiatr. Jadą pomału, kilkanaście kilometrów na godzinę. Gdy ich wyprzedzamy, odnoszę wrażenie, że stoją w miejscu. Tak jest wiele razy. Druga i ostatnia wizyta w sklepie. Ten sam sok porzeczkowy i bułki (drożdżówek już nie ma). Na liczniku 150,5 km. I lekkość. Kilka razy próbowałam wychodzić w górny chwyt. Jednak jestem za słaba, bo od razu się męczyłam i opadałam w dolny. Cała trasa w dolnym chwycie. Po piątym wahadle kończymy krążenie w kółko i obieramy kurs na dom. Znowu po zmianach. Wahadło to dobry test dla psychiki. Łatwo się złamać, gdy po raz kolejny trzeba nawrócić i kręcić pod wiatr. Po tej samej trasie, którą zna się już w końcu na pamięć. Każdy metr. Obydwoje zdaliśmy ten test wyśmienicie. Wielkie brawa dla Krzysztofa, że wytrzymał ze mną tyle godzin. Fotkę zrobiłam tylko jedną. Widać na niej fragment wahadła i Krzysztofa (na fragmencie z wiatrem, 162 kilometr):

No i coś od serca :-)

Ile razy można się zawahać? Dwa razy? Cztery? Pięć?!
Wystarczy.
Po piątym razie wiadomo już, że z tego wahania wiele więcej nie wyjdzie... można za to z dwusetką w kieszeni i uśmiechem na ustach wrócić do domu.
Plan był zupełnie inny. Miało być z wiatrem w plecy 230 km w kierunku północnym. Niedzielna pobudka o 5 rano. Niestety prognozy się nie sprawdziły. Miał być delikatny plus, jest delikatny minus. Na dachach i ulicach szron. Jemy śniadanie. Miny mamy kwaśne. Radia nawet nie włączamy. Szosówki i szron to kiepskie połączenie.
- No to co? – Rzucam.
- Może zamiast napierania na północ i wracania pociągiem zrobimy wahadło? Krzysztof nie przejawia entuzjazmu. Ja też nie jestem do swojego pomysłu zapalona. Na wahadle będzie nudno. Będzie wiało. Będzie bolało. Przysypiamy nad stołem. To bez sensu. Idziemy jeszcze pospać.
Podejście drugie.
Pijemy kawę i ociągamy się jak możemy. Smażę nawet frytki. No ale dość już tego, wymówki się pokończyły. Jeśli faktycznie mamy dziś kursować po wahadle, to trzeba w końcu ruszyć. Jest chwila po 9 gdy wsiadamy na rowery. Dojazd na wahadło to 30 km z wiatrem w twarz. Już pierwsze kilometry ustawiają mnie na właściwym miejscu. Pierwszy podjazd i od razu tętno maksymalne! Wahadło zaczynamy od jazdy z wiatrem tylno bocznym. To na zachętę, by tak od razu się nie zrazić. Na rondzie nawrotka. Zabawa zaczyna się na całego. Silny wiatr przednio boczny przez wiele kilometrów. Nie ma gdzie się schować. Dookoła raczej pola. Jest nieprzyjemnie. Jedziemy po zmianach. Nie gadamy. Kiedy docieramy do nawrotki, oddychamy z ulgą. Tempo niewiele większe niż podczas jazdy pod wiatr. Odpoczywamy. Po kilku kilometrach odpoczynku rozpędzamy się. I tak się wahamy na tym wahadle.
Gdy wybija 95 kilometr zatrzymujemy się przy sklepie. Stoi on mniej więcej w połowie wahadła. Jemy drożdżówkę (ja) i bułkę (Krzysztof), oraz obdzielamy się dużą butelką soku porzeczkowego. Za fajnie to nie wygląda. 95 kilometr, godzina 13.00 i średnia niewiele ponad 26 km/h. Siedzę na schodach sklepu, jem i zupełnie nie wierzę w dwusetkę.
Gdyby tylko tak nie wiało!
Gdyby nie ten poranny szron!
Jest za to bardzo ciepło (15 stopni) i bezchmurnie. Piękna wiosna. Pora ruszać. Po osiągnięciu pierwszej setki wszystkie złe myśli znikają.
Hej! Przecież to już całkiem niedaleko! Tylko 95 km :-).
Robi się wesoło, raźno mkniemy pod wiatr. Przyspieszamy. Potem z wiatrem jest jeszcze szybciej. Po południu mijamy wielu niedzielnych rowerowych wycieczkowiczów. Oni też męczą się pod wiatr. Jadą pomału, kilkanaście kilometrów na godzinę. Gdy ich wyprzedzamy, odnoszę wrażenie, że stoją w miejscu. Tak jest wiele razy. Druga i ostatnia wizyta w sklepie. Ten sam sok porzeczkowy i bułki (drożdżówek już nie ma). Na liczniku 150,5 km. I lekkość. Kilka razy próbowałam wychodzić w górny chwyt. Jednak jestem za słaba, bo od razu się męczyłam i opadałam w dolny. Cała trasa w dolnym chwycie. Po piątym wahadle kończymy krążenie w kółko i obieramy kurs na dom. Znowu po zmianach. Wahadło to dobry test dla psychiki. Łatwo się złamać, gdy po raz kolejny trzeba nawrócić i kręcić pod wiatr. Po tej samej trasie, którą zna się już w końcu na pamięć. Każdy metr. Obydwoje zdaliśmy ten test wyśmienicie. Wielkie brawa dla Krzysztofa, że wytrzymał ze mną tyle godzin. Fotkę zrobiłam tylko jedną. Widać na niej fragment wahadła i Krzysztofa (na fragmencie z wiatrem, 162 kilometr):

No i coś od serca :-)

Wizyta
Sobota, 8 marca 2014
| Km: | 4.14 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 30m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kółko
Sobota, 8 marca 2014
| Km: | 49.50 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 207m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kółko takie, jaki wolny czas. Pogoda piękna. Trochę terenu, trochę szosy.
Widoczki były na przykład takie:

Prawie jak w Portugalii:

Widoczki były na przykład takie:

Prawie jak w Portugalii:

Praca
Piątek, 7 marca 2014
| Km: | 54.05 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 265m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wizyta
Czwartek, 6 marca 2014
| Km: | 3.92 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 21m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Praca
Czwartek, 6 marca 2014
| Km: | 33.02 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 181m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ora et labora
Środa, 5 marca 2014
| Km: | 35.80 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 182m | Sprzęt: Hardtail | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Cele moich dzisiejszych dojazdów doskonale się wpisują w maksymę św. Benedykta: módl się i pracuj. Czyli do pracy i do Kościoła :-)





