Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2014

Dystans całkowity:2118.23 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Suma podjazdów:7850 m
Liczba aktywności:35
Średnio na aktywność:60.52 km
Więcej statystyk

Praca

Piątek, 21 marca 2014
Km: 30.87 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 155m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Czwartek, 20 marca 2014
Km: 47.72 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 217m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze

Miasto

Środa, 19 marca 2014
Km: 5.07 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 38m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Wieczorową porą.

Praca

Środa, 19 marca 2014
Km: 30.61 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 154m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
W deszczu, wiaterku i chłodzie.

Praca i miasto

Wtorek, 18 marca 2014
Km: 60.26 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 296m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Do pracy i do miasta.
Na mieście było słodko:

W terenie była ścinka drzew. Władowałam się w zniszczone po zrywce ścieżki, pełne błota i kolein. Na rowerze z ciężkim bagażem nie było mi do śmiechu. To co wystaje z drugiej sakwy to antena :).

Praca

Poniedziałek, 17 marca 2014
Km: 33.48 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 187m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Zygzak

Niedziela, 16 marca 2014
Km: 22.68 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 98m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Nadal wieje, ale jest już daleko lepiej niż wczoraj.
Zrobiłam mały zygzak i jedną fotkę:

Wczoraj wiele było takich połamanych drzew na trasie.

Poznań - Kowal - Sochaczew

Sobota, 15 marca 2014 Kategoria do 300, Kocia czytelnia, Ekstremalnie
Km: 281.05 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 993m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Poznań - Kowal - Sochaczew i prawie 300 km. Rajd z wiatrem? Nooo.... teoretycznie. Kto by pomyślał, że było słodko, srodze się rozczaruje.

Mocny tyłek

Zapowiadane od kilku dni załamanie pogody i prognozowany silny zachodni wiatr nastroiły nas optymistycznie. Taki wiatr jest genialny gdy się chce pojechać np. do Warszawy. Albo nawet jeszcze dalej.
- Możecie kombinować sobie rajd z wiatrem, bo jego średnia prędkość przekroczy 40-50 km/h i mając mocny tyłek :P można będzie dojechać do wschodniej granicy w kilkanaście godzin - napisał nam kolega.
Skórę na tyłku mam taką jak na piętach. Z takim tyłkiem mogę jechać :-). Trasę w całości wymyśla i projektuje Krzysztof. Ja warunek stawiam tylko jeden: to mają być spokojne szosy. Żadnych starych „92” ani podobnych rewelacji. No i jest trasa. Wiedzie przez: Witkowo, Sompolno, Izbicę Kujawską, Kowal, Gostynin, Wyszogród i Nieporęt, a kończy się w Tłuszczu, za Warszawą. Odcinek „włocławski” wysyłam do zaopiniowania Beacie z WTRu, natomiast „warszawski” Księgowemu i Wilkowi. Wiedząc czego się możemy spodziewać, w niedzielę wstajemy o 4.15. Gdy jemy śniadanie, leje. Wzmaga się też wiatr.

Klucze

Pierwsze kilometry są straszne. Mam problemy już w mieście, bo bardzo szarpie mi rowerem. Czuję, że nic z tego nie będzie. Jedziemy przez wiochy i szału nie ma. Jest bardzo ciężko, bo boczne podmuchy wyrywają rower spod tyłka. Wiatr WYJE. Drzewa szumią jak morze. W Sarbinowie Krzysztof jest już tak wściekły na moją pokraczną jazdę, że…. rzuca mi klucze od domu na ulicę i każe wracać. Sam natomiast znika w szarości poranka. I tyle go widzę. No świetnie po prostu! Zbieram klucze z szosy. Wsiadam na rower i jadę. Początek trasy znam przecież na pamięć.

Telefon

W Jankowie wyjmuję telefon. Na tę jazdę zamieniliśmy się kartami SIM, Krzysztof miał odbierać mój tel., którego nr znały osoby mające nas (w razie chęci) łapać na trasie. Tyle, że zamotaliśmy się i zamiast swojego aparatu z numerem Krzycha, mam jego aparat ze swoim numerem tel. i jeszcze jakimś innym numerem (podwójna karta). Zupełnie nie wiem jak się to obsługuje. Siedzę w Jankowie i wrzeszczę ze złości. Nikt nie słyszy, to szczere pole. Odblokowuję telefon, ale nie udaje mi się dodzwonić. Myślenie w nerwach nie jest proste. Chowam telefon i jadę. Klnę w głos. W Górze wiatr prawie mnie przewraca. Kawałek idę pieszo. W tym czasie dzwonię do Krzycha.
Nic.
Wsiadam i mam nadzieję, że czeka z Pobiedziskach.
Niestety tak nie jest.
Podejmuję ostatnią próbę telefoniczną. Dalej nie opłaca mi się jechać. To nie ja mam GPSa, a liczenie na łut szczęścia, że jednak się spotkamy może się skończyć kilkudziesięciokilometrowym wracaniem do domu pod tę wichurę. No ale tym razem się udaje. Odbiera telefon. Jest już pod Czerniejewem. On czeka, ja gnam. Docieram szybko, bo wieje centralnie w plecy.

Grad

Tuż przed Witkowem spada na nas pierwszy tego dnia grad. Co za wariacka pogoda! W Powidzu odbijamy na północny wschód, by ominąć jezioro, potem zakręcamy na południowy wschód. Boczny wiatr szarpie niemiłosiernie. Jedziemy wygięci jak paragrafy, boję się, że mnie zmiecie z ulicy. Boczny wiatr to najgorsze co może być. Warunki są fatalne. Pozrywane reklamy, gałęzie na drodze, leżące poziomo trawy. No i to przeraźliwe wycie wiatru. Huk, którego nie udaje się zagłuszyć muzyką w słuchawkach. W drodze do Sompolna mija nas jeden TIR. Jedzie szybko i rzuca mi na twarz cały syf z ulicy. W Sompolnie na rynku chowamy się za pustym kioskiem i jemy pierwsze kanapki. Zza chmur raz po raz przebija słońce. Za Ośnem mija nas szare Uno. Jedzie równo ze mną przez długi czas i mierzy mi prędkość, potem jedzie równo z Krzysztofem. Kierowca i Krzychu gadają chwilę i okazuje się, że mamy wspólnego znajomego. Jaki ten świat mały! W Izbicy Kujawskiej na rynku robimy małe zakupy (woda) i oddaję Krzychowi klucze od domu. Piesi idą pochyleni do przodu. Włosy mają rozwiane, ubrania na nich furkoczą. Patrzą na nas jak na wariatów.

Na drzewo!

Krótko przed Choceniem musimy pokonać odcinek z centralnie bocznym wiatrem. Jechać się nie da. Trudno nawet iść. Przy drodze rosną topole. Idąc raz po raz na nie wpadam, rzucana przez wiatr. Drzewo w bliskim kontakcie jest twarde i chropowate. Trzy razy mając problem z utrzymaniem pionu włażę do rowu przydrożnego i kucam w nim. Gdy idę, rower trzymam za kierownicę i za ramę, bo gdy trzymam tylko za kierownicę, to tył roweru odlatuje w bok. Nigdy w Polsce na rowerze nie doświadczyłam takich potwornych warunków. Nie sposób wsiąść na rower, przekrok przez ramę grozi szpagatem, a gimnastyczką nie jestem. Wobec tego wchodzimy się schować do supermarketu Dino. Nie ma prądu, ale kasy działają jeszcze w trybie awaryjnym. Kartą już płacić nie można, ciemno trochę w tym markecie. Sprawdzamy prognozę. Aktualna średnia prędkość wiatru to 13 m/s, porywy przekraczają 100 km/h. Kolejna wchodząca osoba pyta, czy to może koniec świata już. W końcu kasy padają. Obsługa zamyka market. Gdy dowiadują się, że jedziemy z Poznania do Warszawy, są pełni podziwu i niedowierzania. W powietrzu fruwają wielkie folie, haczą o drzewa i lecą dalej.

Burza

Z marketu idziemy do kościoła, który stoi po drugiej stronie drogi. Krzysztof wymyśla, że złapiemy jakiegoś dostawczaka i podwieziemy się te 8-10 km do Kowala, do którego droga to mordęga z bocznym wiatrem (nieco zmienił kierunek, zgodnie z prognozą). Ale do Kowala nic nie jedzie. W kościele otwarty jest jedynie przedsionek. Stoję między drzwiami a kratą. W środku, tak jak na zewnątrz, jest zimno - tylko 8 stopni Celsjusza. Zdajemy sobie sprawę, że żadnego transportu do Kowala nie złapiemy, ale huk wiatru, po tej godzinie koczowania w Choceniu jest ciut mniejszy. Wsiadamy na rowery. Jedziemy wśród pól.
Naraz otoczenie przed nami robi się niewyraźne.
To się nie dzieje! – Przez pola przetaczają się tumany piachu. To burza piaskowa. Chwila i już w niej jesteśmy. Piach mam na twarzy, w nosie, pył radośnie chrzęści między zębami. Poryw wiatru jest tragicznie mocny. Około 1,5 km do Kowala wykonuję pieszo. Gdy próbuję zrobić fotkę, wiatr wyrywa mi telefon z ręki. Upada na ziemię, ale nic się nie dzieje – to Solid. Tuż przed przejściem przez krajową jedynkę spada drugi tego dnia grad. Sygnalizacja świetlna nie działa – tu też nie ma prądu. Oczywiście wiemy już, że nie dojedziemy do Tłuszczu, ani nawet do Warszawy. Za cel obieramy Sochaczew. Od teraz (z małymi wyjątkami) jedziemy już z wiatrem aż do naszego nowego celu. Przed Gostyninem wchodzę na stację paliw. Mają prąd! Gdy wychodzę, wyłączają go.
- Zepsułaś – mówi Krzysztof śmiejąc się.

Szkarada

Na trasie mijaliśmy kilka miejscowości o śmiesznych nazwach, były: Księża Kępka, Wola Boża, teraz mijamy Szkaradę. Mają ludzie pomysły! Tuż przed Sochaczewem na chwilę musimy wjechać na krajową 50. Jest paskudnie: wąsko, bez pobocza. Sznury samochodów w obie strony, w tym TIRy. No i wreszcie jest! – Stacja kolejowa. Kupujemy bilety do Poznania i idziemy do czynnej 24h hinduskiej knajpy po drugiej stronie ulicy. Towarzystwo w środku jest łyse, dresowe i mocno umięśnione. Częściowo nie działa tu światło i w pierwszej części jest ciemno (nastrojowo?) ;-).
Nie, nie nastrojowo. To prawie klasyczna mordownia. Jedzenie za to jest dobre, a porcje duże. Hindusi gadają ze sobą w swoim języku, puszczają znane tylko sobie hinduskie przeboje. Za oknem pada grad. To już ostatni tego szalonego dnia.

Na rynku w Sompolnie:

Kościelny schron

Przed Kowalem robi się sino...

 Idzie burza piaskowa

Mazowieckie

Sochaczew

Sochaczew

:-)

Praca

Piątek, 14 marca 2014
Km: 30.83 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 185m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Czwartek, 13 marca 2014
Km: 34.10 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 184m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum