Poranek w Gdańsku
Niedziela, 19 stycznia 2020 Kategoria do 50
| Km: | 18.36 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:41 | km/h: | 10.91 |
| Pr. maks.: | 28.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 148m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jestem jak styczniowe słońce: wstaję późno i blado.
Boli mnie głowa. Łokieć. Biodro. Bywało lepiej. Głowy w miejscu uderzenia nie mogę nawet dotknąć, skroń w dodatku jest cała spuchnięta. Co za koszmar. Z wściekłością patrzę na kask. To on powinien przyjąć uderzenie, a nie moja głowa! Gotuję wodę na kawę. Tym razem na kuchence gazowej. Potem zbieram się i jadę najpierw nad morze (jest dziś blado-szare i bardzo spokojne), a potem na Westerplatte. Kasku nie zakładam. Wisi gdzieś z tyłu na podsiodłówce. Głowa boli mnie tak bardzo i jest tak spuchnięta, że nawet gdybym chciała, to bym nie dała rady go założyć… Jest po 8:00, bliżej 9:00. Za mną idą rozgadani, roześmiani ludzie.
Głośni.
Przeszkadzają.
Drażnią.
Nie lubię być wśród ludzi.

Idą pod pomnik. Rowerem jest szybciej i jestem tam przed nimi. Mam kilka chwil. Robię zdjęcia i kiedy oni pojawiają się na górze, uciekam. Teraz już tylko trzeba dotoczyć się do centrum. Trochę chodzę, jem śniadanie - jak zwykle, choć przecież zupełnie inaczej.

O 12:05 wsiadam w pociąg i jadę do domu. Do szpitala trafię następnego dnia.
Boli mnie głowa. Łokieć. Biodro. Bywało lepiej. Głowy w miejscu uderzenia nie mogę nawet dotknąć, skroń w dodatku jest cała spuchnięta. Co za koszmar. Z wściekłością patrzę na kask. To on powinien przyjąć uderzenie, a nie moja głowa! Gotuję wodę na kawę. Tym razem na kuchence gazowej. Potem zbieram się i jadę najpierw nad morze (jest dziś blado-szare i bardzo spokojne), a potem na Westerplatte. Kasku nie zakładam. Wisi gdzieś z tyłu na podsiodłówce. Głowa boli mnie tak bardzo i jest tak spuchnięta, że nawet gdybym chciała, to bym nie dała rady go założyć… Jest po 8:00, bliżej 9:00. Za mną idą rozgadani, roześmiani ludzie.
Głośni.
Przeszkadzają.
Drażnią.
Nie lubię być wśród ludzi.

Idą pod pomnik. Rowerem jest szybciej i jestem tam przed nimi. Mam kilka chwil. Robię zdjęcia i kiedy oni pojawiają się na górze, uciekam. Teraz już tylko trzeba dotoczyć się do centrum. Trochę chodzę, jem śniadanie - jak zwykle, choć przecież zupełnie inaczej.

O 12:05 wsiadam w pociąg i jadę do domu. Do szpitala trafię następnego dnia.
komentarze
Fajnie, że wróciłaś. Twoje wpisy potrafią tak "wciągnąć" czytającego, że chyba trudno o lepszą lekturę.
Pozdrawiam i życzę dalszych udanych wypraw. przemekturysta - 23:40 sobota, 11 lipca 2020 | linkuj
Pozdrawiam i życzę dalszych udanych wypraw. przemekturysta - 23:40 sobota, 11 lipca 2020 | linkuj
O! Pani Kot dodaje zaległe wpisy. Ps. wiele razy mijaliśmy się gdzieś na trasie (ja w aucie) i widziałem, że jeździsz, tylko gdzie te wpisy...?
grigor86 - 18:26 piątek, 10 lipca 2020 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





