Weronika i Paulina
Sobota, 9 lutego 2019 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
| Km: | 158.92 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Kolarzówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miasto w sobotę, przed świtem jest pustawe. Słońce jeszcze
śpi, gdy mkniemy ulicami i ścieżkami. To jest ten czas, gdy można swobodnie
lecieć głównymi arteriami i nie przejmować się ruchem. Noc dość szybko
zamienia się w dzień. Nie spodziewamy się widoku wschodzącego słońca, wszak
niebo jest pełne chmur i niechybnie będzie dziś padać, ale… wschód jest.
Mogłoby być piękniej - słońce wstaje nad dawną DK5, reklamy, ogrodzenia,
brzydka zabudowa. To sprawia, że nie zatrzymujemy się, nie robimy zdjęć. W znajomej
cukierni kupuję kilka drożdżówek. Jest zimno, więc z pewnością się przydadzą. Chłód
poranka jest dokuczliwy. Czuję, że mocno marzną mi stopy, zaledwie jeden stopień
powyżej zera.
Kiedy tak jedziemy przez lasy, odczucie zimna jest jeszcze silniejsze – po bokach drogi leży śnieg, od którego bije chłodem. Tę drogę dobrze znam. Każdy kilometr. Wiem jak tu wygląda w dzień i… wiem jak tu wygląda w nocy. W blasku słońca i w świetle księżyca. Pod błękitnym i pod szarym niebem. To w końcu moja wylotówka na północ. Aż do Janowca Wielkopolskiego jest ona zbieżna z trasą do Gdańska, Kołobrzegu, Wielanowa, Olsztyna, czy Iławy. W niektórych miejscach na szosie jest nadal szron i trochę lodu. Na szczęście tylko trochę, bo mamy rowery z wąskimi oponami. W Janowcu, na „moim” Orlenie, robimy przerwę. Zawsze się tu zatrzymuję. Bierzemy gorące napoje i… szykujemy się emocjonalnie na deszcz. Dobrze wiemy co będzie dalej: spadnie deszcz, przy temperaturze 4 stopni powyżej zera. Znamy przyszłość, a jednak wychodzimy na zewnątrz bez obaw. Wiatr wieje w plecy i to zdecydowanie ratuje sytuację i pozwala z optymizmem patrzeć w dal.

O 10.50 zaczyna się załamanie pogody. Trafia się akurat wiata przystankowa. Ubieramy stroje deszczowe i mkniemy dalej, w szarość dnia. Deszczyk siąpi delikatnie - pogoda łaskawie oszczędza nam soczystej ulewy. Po drodze sprawdzamy objazd ruchliwej szosy między Kcynią a Nakłem. Fragment tego objazdu już kiedyś opracowałam. Dalsza część okazuje się być równie dobra i w przyszłości z pewnością będę z niej korzystała.
Robi się wesoło, gdy na szosie pojawiają się one: Weronika i Paulina. Weronika nas nie lubi i zakazuje jazdy szosą stosownym znakiem drogowym, Paulina natomiast jest zdecydowanie milsza – tu zakazów jazdy brak. W okolicach Pauliny teren z boku drogi mocno się wznosi. Z góry jest ładny, szeroki, widok na dolinę Noteci. Ja zostaję jednak na dole, bo mam awarię łydki. Zobaczę to wszystko dopiero na zdjęciach. Aż do samego Nakła n. Notecią możemy cieszyć się pustymi szosami. Na wjeździe do miasta, jak zwykle, duży ruch. Zawsze jadę tu kostkową ścieżką rowerową – teraz robimy tak samo. Chyba nigdy nie polubię Nakła. Dziś deszcz przeplata się tu ze słońcem. Zagniewane granatowe niebo podświetlają złociste promienie słońca. To jest miejsce na drugi odpoczynek. Na stacji są kanapy, można się wygodnie rozsiąść w cieple.

Stąd już tylko jakieś 20-25 km do celu naszego wyjazdu – do Bydgoszczy. Wybieramy możliwie najspokojniejszą drogę – jest to szosa biegnąca równolegle do DK 10. Kierowcy co prawda wyprzedzają nas grzecznie i nie trafiają się „sytuacje”, jednak mimo to wygodniej i milej jest jechać pustymi drogami. Z pewną ulgą zajeżdżamy zatem na dworzec kolejowy w Bydgoszczy. Nieźle trafiliśmy, jeszcze parę chwil i przyjedzie pociąg.
Zdjęcia
Mapa
Kiedy tak jedziemy przez lasy, odczucie zimna jest jeszcze silniejsze – po bokach drogi leży śnieg, od którego bije chłodem. Tę drogę dobrze znam. Każdy kilometr. Wiem jak tu wygląda w dzień i… wiem jak tu wygląda w nocy. W blasku słońca i w świetle księżyca. Pod błękitnym i pod szarym niebem. To w końcu moja wylotówka na północ. Aż do Janowca Wielkopolskiego jest ona zbieżna z trasą do Gdańska, Kołobrzegu, Wielanowa, Olsztyna, czy Iławy. W niektórych miejscach na szosie jest nadal szron i trochę lodu. Na szczęście tylko trochę, bo mamy rowery z wąskimi oponami. W Janowcu, na „moim” Orlenie, robimy przerwę. Zawsze się tu zatrzymuję. Bierzemy gorące napoje i… szykujemy się emocjonalnie na deszcz. Dobrze wiemy co będzie dalej: spadnie deszcz, przy temperaturze 4 stopni powyżej zera. Znamy przyszłość, a jednak wychodzimy na zewnątrz bez obaw. Wiatr wieje w plecy i to zdecydowanie ratuje sytuację i pozwala z optymizmem patrzeć w dal.

O 10.50 zaczyna się załamanie pogody. Trafia się akurat wiata przystankowa. Ubieramy stroje deszczowe i mkniemy dalej, w szarość dnia. Deszczyk siąpi delikatnie - pogoda łaskawie oszczędza nam soczystej ulewy. Po drodze sprawdzamy objazd ruchliwej szosy między Kcynią a Nakłem. Fragment tego objazdu już kiedyś opracowałam. Dalsza część okazuje się być równie dobra i w przyszłości z pewnością będę z niej korzystała.
Robi się wesoło, gdy na szosie pojawiają się one: Weronika i Paulina. Weronika nas nie lubi i zakazuje jazdy szosą stosownym znakiem drogowym, Paulina natomiast jest zdecydowanie milsza – tu zakazów jazdy brak. W okolicach Pauliny teren z boku drogi mocno się wznosi. Z góry jest ładny, szeroki, widok na dolinę Noteci. Ja zostaję jednak na dole, bo mam awarię łydki. Zobaczę to wszystko dopiero na zdjęciach. Aż do samego Nakła n. Notecią możemy cieszyć się pustymi szosami. Na wjeździe do miasta, jak zwykle, duży ruch. Zawsze jadę tu kostkową ścieżką rowerową – teraz robimy tak samo. Chyba nigdy nie polubię Nakła. Dziś deszcz przeplata się tu ze słońcem. Zagniewane granatowe niebo podświetlają złociste promienie słońca. To jest miejsce na drugi odpoczynek. Na stacji są kanapy, można się wygodnie rozsiąść w cieple.

Stąd już tylko jakieś 20-25 km do celu naszego wyjazdu – do Bydgoszczy. Wybieramy możliwie najspokojniejszą drogę – jest to szosa biegnąca równolegle do DK 10. Kierowcy co prawda wyprzedzają nas grzecznie i nie trafiają się „sytuacje”, jednak mimo to wygodniej i milej jest jechać pustymi drogami. Z pewną ulgą zajeżdżamy zatem na dworzec kolejowy w Bydgoszczy. Nieźle trafiliśmy, jeszcze parę chwil i przyjedzie pociąg.
Zdjęcia
Mapa
komentarze
Znakomita opowieść z intrygującym tytułem, pięknie skomponowana z fotografiami.
malarz - 16:42 czwartek, 14 lutego 2019 | linkuj
A nie lepiej było jechać z Nakła przez Występ, Łochowice, Łochowo? :) Bardzo ładna droga, mały ruch samochodowy :)
Pozdrowerki Kocie :) Aga - 12:44 czwartek, 14 lutego 2019 | linkuj
Pozdrowerki Kocie :) Aga - 12:44 czwartek, 14 lutego 2019 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





