Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Olsztyn-Toruń (3)

Niedziela, 30 września 2018 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 101.24 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 478m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Brodnicki Park Krajobrazowy o poranku jest jeszcze piękniejszy niż w środku dnia. Zapach lasu wcześnie rano, wszystkie dźwięki budzącego się dnia mają w sobie coś niezwykłego. Jadę wąskim, leśnym asfaltem. Dziś, tak jak wczoraj, jest przejmująco zimno. Znowu jedynie 5 stopni na plusie. Szosa prowadzi mnie nad jez. Sosno. Robię krótką przerwę fotograficzną. Dalej droga zamienia się w gruntówkę, a później w kamienny bruk. Czasem idę, czasem jadę – tak jak wczoraj.

Kiedy po kolejnej sekcji pieszej wskakuję na rower i wpinam buty w pedały, dzieje się coś dziwnego. Prawy but jakoś tak mocno chwycił. O choinka! Nie mogę wyszarpnąć bloku z zatrzasku! Szarpię kilka razy nogą z całych sił. Nic – trzyma jak w imadle. Wygląda na to, że blok się zapchał, gdy szłam. W oddali widzę mocno zapiaszczony fragment ścieżki wiem, że tego nie przejadę. Wiem też, że nie wyrwę nogi z zatrzasku. Nadal szarpię, rower skacze na kamiennym bruku, lekko lata na boki od moich desperackich prób. No nic, pozostaje pogodzić się z nieuchronną glebą i upaść tak, by nie potrzaskać się zbyt mocno. Lądowanie na ziemi nie jest straszne. Leżąc nadal jestem przypięta. Wściekam się, że to aż tak mocno trzyma. Ostatecznie uwalniam stopę, wstaję i jadę dalej. Z każdą mijającą chwilą, czuję się gorzej. Znajome uczucie: ból i rozpieranie, kolano i biodro – to tam, właśnie teraz, tworzą się krwiaki. W BPK prawie do samego końca mam teren. Potem jest szosa.

Kiedy dojeżdżam w okolice Jabłonowa Pomorskiego, zastanawiam się, czy tu nie skończyć wyjazdu. Mogę odbić na stację kolejową i wrócić do domu. Ostatecznie zrealizowałam wszystkie swoje cele. Zaliczyłam gminy: Gietrzwałd, Grunwald oraz Dąbrówno i spędziłam odpowiednio dużo czasu w BPK. Dokładnie tak jak chciałam. Reszta trasy była zaplanowana mało finezyjnie. Ot, zwykły dojazd do Torunia, na pociąg powrotny do domu.

Chwilę o tym wszystkim myślę. Pogoda jest piękna. Gdyby nie silny wiatr przeciwny i tak gleba, mogłoby być wprost wspaniale. Żal jest mi jednak tej niedzieli. To ostatnia okazja, by pobawić się w przełaje we wrześniu tego roku. Jutro już będzie październik. Decyduję, że powoli potoczę się do Torunia. Idzie faktycznie powoli. Biodro i kolano bolą, w dodatku ten wiatr….



I tak sobie jadę i jadę…. osiągam Golub-Dobrzyń, jadę przez miasto jakimiś kompletnie bocznymi uliczkami. Nie docieram ani do rynku, ani pod zamek. No ale byłam tu przecież rowerem wiele razy. Zatem nie jest mi żal. Jadę dalej. Dziś dominuje szosa. Poza BPK, gdzie terenu było od samego rana dużo, teraz mam już tylko terenowe wstawki. Po raz pierwszy mam okazję jechać drogą w dolinie Drwęcy w drugą stronę niż zwykle. Fragment, który zawsze był dziurawym i wyboistym zjazdem, teraz zamienia się w całkiem długi podjazd. Mielę go spokojnie. Do Torunia docieram z bezpiecznym zapasem czasu. Po mieście jadę na pamięć. Uśmiecham się do siebie. Coraz więcej jest takich miejsc, gdzie mogę sobie na to pozwolić - dzięki temu, że sporo jeżdżę rowerem. Wiem gdzie muszę skręcić, by dotrzeć do McD, wiem gdzie jest Orlen z wygodnymi kanapami oraz którędy najszybciej do starego centrum miasta, czy na dworzec kolejowy. Na Orlenie uzupełniam kalorie. Potem, najedzona, jadę na stare miasto. Tu po raz ostatni prowadzę rower. Nie spieszy mi się. Na koniec już tylko przejazd przez most i po chwili jestem na dworcu kolejowym. Czas wracać do codzienności.

Zdjęcia
Mapa


komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum