Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Świąteczny Aspołeczny Ponurnik Kota

Poniedziałek, 26 grudnia 2016 Kategoria do 100, Kocia czytelnia
Km: 77.22 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Wstaję mocno rano, aby szybko wrócić z rowerowej przejażdżki do domu i oddać się świętowaniu. Mam wielką ochotę pojeździć na rowerze. Wczoraj ułożyłam nawet trasę i cieszę się na wiatr w plecy. Jem śniadanie, wychodzę z domu. Faktycznie wieje! Zapowiada się świetnie.

Ludzie gadają, że z wiatrem to nawet mokra gazeta poleci, ale moja jazda na latanie jakoś nie wygląda. Jadę pomału i czuję się średnio. Entuzjazm i ochota na rower przechodzą mi szybko jak ból głowy po kawie.
Udaje mi się przejechać 30 km z małym okładem.
Udaje mi się nawet na chwilę opuścić powiat poznański.
Jednak gdy myślę o dalszej jeździe i powrocie pociągiem, to czuję, że bardzo nie chcę jechać dalej.
Zawracam więc i od teraz mam 30 km z małym okładem do domu.
Pod wiatr.
O ile z wiatrem jechałam pomału, to teraz już w ogóle jest masakra. Co ciekawe tętno, niezależnie od warunków wiatrowych, cały czas mam na jednym poziomie. Nienaturalnie wysokim poziomie. Nie nastraja mnie to wesoło.
No nic, trzeba jakoś dotoczyć się do domu. Dostojnie. Majestatycznie. Jak dama. Jak na damce.

Po drodze wymyślam, że poprawię sobie humor kawą na Orlenie. Mam w końcu kupon na gratisową kawę. Ważny tylko do 31.12.2016. No to wbijam się na stację. Piję kawę i wtem widzę, że ktoś się pochyla nad moim rowerem, który stoi za drzwiami. Czujnie podbiegam do okna. To cykliści. Przyjechała jakaś grupa i gapią się na mój rower. Może nawet w niego stukają?... Brr! Jak ja nie lubię jak obcy ludzie gapią się na mój rower! A wręcz zgrzytam zębami, gdy go dotykają.
Piję kawę powoooli. Kompletnie nie mam nastroju na pogawędki. Celebrowanie picia kawy nic nie daje. Nadal sterczą nad moim rowerem.
Wychodzę więc zmierzyć się z rzeczywistością. Chłopaki coś tam gadają, że podniecają się tym rowerem, a mnie zbiera się na mdłości. Uwielbiam wprost taką gadaninę. Dziewczyny stoją nieco z boku. Grupa jest głośna i donośna. Zupełnie nie mój klimat. Wymieniam zdawkowo kilka zdań, a gdy pytają dokąd jadę, rzucam nazwą pierwszej lepszej miejscowości, którą będę miała po drodze. Życzę im miłej jazdy i umykam.

Szczęście dziś mi sprzyja. Mogę trochę poodpoczywać, bo trafiam na zamknięty przejazd kolejowy. Jadą 2 pociągi. Stoję z 7 minut. Do domu jeszcze kawałek. Naraz słyszę krzyki i śmiechy. Odwracam się - oto moja grupa spod stacji nadciąga! Są jeszcze daleko, a tak ich słychać. Pozostaje zwolnić, pojechać trochę bez pedałowania, niechże sobie jadą. Zupełnie nie mam ochoty na wrzaskliwe towarzystwo! Dziewczyny lecą przodem, widać wyraźnie, że się popisują. Chłopaki za nimi - zapraszają mnie do wspólnej jazdy. Gryzę się w język, by im nie odpowiedzieć "nie chcę". Przygryzionym językiem nie idzie nic powiedzieć, więc nic nie mówię. Za to czynię - zwalniam prawie do zera.

Ostatnie 5 km przed domem to walka z centralnie wiejącym w twarz wiatrem. Droga jest zupełnie płaska. Wiatr trochę mną rzuca. Daję radę trzymać te 12-13 km/h i nawet przez chwilę zastanawiam się, czy by na tym płaskim stole założyć zygzak...

Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, a jednak miejscowy sklepik spożywczo-alkoholowy jest otwarty. Okoliczne pijaczki już mają z tego użytek, siedzą pod sklepem i wydzierają się. Zdegustowana spoglądam w ich stronę... a tu "moja grupa". Może być wspanialej? Chyba tylko wtedy, gdyby teraz ruszyli i znowu chcieli ze mną jechać. No i spełnia się, ruszają.
Pospiesznie, aspołecznie kombinuję, jak tu ich nie spotkać, gdzie by tu pojechać, aby to nie było im po drodze.... wbijam się więc na pierwszą lepszą posesję i odczekuję chwilę, aż znikną.

Tętno mi cały czas skacze, na dziś to koniec roweru. Zjazd, podjazd, trochę płaskiego, zjazd i wreszcie jest: dom.



komentarze
Kiedyś wybrałem się wieczorem na przejażdżkę i miałem ochotę pobyć sam. Niestety, dogoniłem jednego, jedynego kolarza (jesień, godzina 21, więc tłoku nie było), a on po wyprzedzeniu siadł mi na koło i dodatkowo włączył tryb stroboskop w swojej lampce. W końcu jakoś go zgubiłem, dojechałem do celu, zawróciłem i oczywiście w drodze powrotnej... sytuacja się powtórzyła.
michuss
- 09:37 środa, 28 grudnia 2016 | linkuj
A dla poprawy nastroju masz okienko na głównej! :)
yurek55
- 14:28 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
Wilk - niestety nie po chorobie, tylko w trakcie choroby. Nadal nie wyzdrowiałam :(
Yurek55 - jak Punurnik, to Ponurnik! Wszystko mnie dziś na rowerze irytowało. Czasem tak niestety bywa.
Bitels - to dziwne tętno jest chyba od choroby. Myślałam, że będzie dobrze...
Kot
- 14:13 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
Tętno skacze z różnych przyczyn. Dieta świąteczna, choć bardzo smaczna, dla żołądka nie jest optymalna, co też na tętnie się odkłada, podobnie jak i przebyta choroba. Ja mam często efekt, że zaraz po wyjściu z domu mam okres wysokiego tętna, trochę mija zanim organizm wejdzie na odpowiednie obroty
wilk
- 14:06 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
I nie ma co narzekać, skoro okienko udało się wyczesać ;))
wilk
- 14:03 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
A mnie zastanawia dlaczego Ci tak tętno skacze.
Bitels
- 14:03 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
Rzeczywiście ponuro - depresyjny ten Twój wpis, Kocie. Całkiem nieświąteczny. Głowa do góry! :)
yurek55
- 14:01 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
Po chorobie nie od razu ma się formę na Tour de France ;). A pogoda wyjątkowo marna się na święta trafiła, więc też motywacji i chęci do jazdy nie podnosi
wilk
- 14:00 poniedziałek, 26 grudnia 2016 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum