Weekend na Mazurach (3)
Niedziela, 10 lipca 2016 Kategoria do 100
Uczestnicy
| Km: | 84.19 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | 411m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Już wczoraj wieczorem dość mocno wiało, dziś od rana też wieje. Wstajemy dość wcześnie, by mieć pewność, że zdążymy na mój pociąg. Jak się później okazało, była to dobra decyzja. Po śniadaniu zwijamy namioty i po krótkim spacerze łąką, jesteśmy na szosie.
Początek dnia to nadal wspaniałe mazurskie krajobrazy, których nigdy nie mam dość. Nad jez. Dargin wspominamy Pierścień 1000 Jezior, który w zeszłym roku pojechaliśmy razem. W miejscu, w którym teraz sobie spokojnie siedzimy i spacerujemy był punkt kontrolny. Oj! :)) Nie było wtedy spokoju, lecz dzida. A dziś - pełen relaks :).

Do Kętrzyna jedziemy przez Gierłoż, mijając po drodze Wilczy Szaniec - wojenną kwaterę Hitlera. Droga przez Gierłoż to aż 4 km wstrząsającego bruku. Nie jedzie się po tym zbyt przyjemnie, żartuję nawet, że ten fragment powinien zostać jako odcinek specjalny włączony do P1000J ;). W Kętrzynie dłuższa przerwa na drugie śniadanie. Siadamy na ławeczce pod bazyliką św. Jerzego. Gadamy chwilę z sakwiarzem ze Szkocji, dla którego celem podróży jest Poznań i wizyta u znajomych, którzy w nim mieszkają.
Kawałek za Kętrzynem w rowerze Michała pojawia się problem z tylną przerzutką. Tym problemem okazuje się być naderwana linka. Trochę czasu schodzi na jej wymianę, bo jest poprowadzona w manetce jakoś mało intuicyjnie. Za Kętrzynem najmniej przyjemna część weekendu - długi, ok. 20 km, odcinek z przeszkadzającym dość silnym wiatrem. Mimo tego wiatru wyrabiamy się na pociąg z prawie godzinnym zapasem czasu. Szynobusem jedziemy razem do Olsztyna. Czekamy potem na moją przesiadkę. Dalej jadę już koleją sama, a Michał jedzie do Małkinii, skąd pociągiem wraca do domu.
Początek dnia to nadal wspaniałe mazurskie krajobrazy, których nigdy nie mam dość. Nad jez. Dargin wspominamy Pierścień 1000 Jezior, który w zeszłym roku pojechaliśmy razem. W miejscu, w którym teraz sobie spokojnie siedzimy i spacerujemy był punkt kontrolny. Oj! :)) Nie było wtedy spokoju, lecz dzida. A dziś - pełen relaks :).

Do Kętrzyna jedziemy przez Gierłoż, mijając po drodze Wilczy Szaniec - wojenną kwaterę Hitlera. Droga przez Gierłoż to aż 4 km wstrząsającego bruku. Nie jedzie się po tym zbyt przyjemnie, żartuję nawet, że ten fragment powinien zostać jako odcinek specjalny włączony do P1000J ;). W Kętrzynie dłuższa przerwa na drugie śniadanie. Siadamy na ławeczce pod bazyliką św. Jerzego. Gadamy chwilę z sakwiarzem ze Szkocji, dla którego celem podróży jest Poznań i wizyta u znajomych, którzy w nim mieszkają.
Kawałek za Kętrzynem w rowerze Michała pojawia się problem z tylną przerzutką. Tym problemem okazuje się być naderwana linka. Trochę czasu schodzi na jej wymianę, bo jest poprowadzona w manetce jakoś mało intuicyjnie. Za Kętrzynem najmniej przyjemna część weekendu - długi, ok. 20 km, odcinek z przeszkadzającym dość silnym wiatrem. Mimo tego wiatru wyrabiamy się na pociąg z prawie godzinnym zapasem czasu. Szynobusem jedziemy razem do Olsztyna. Czekamy potem na moją przesiadkę. Dalej jadę już koleją sama, a Michał jedzie do Małkinii, skąd pociągiem wraca do domu.
Mapa:
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!





