Z Wilkiem do Pragi / 4
Poniedziałek, 16 czerwca 2014 Kategoria do 200, Kot w wielkim mieście, Kocia czytelnia
Km: | 151.44 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
: | kcal | Podjazdy: | 1873m | Sprzęt: Przełajówka | Aktywność: Jazda na rowerze |
W nocy prawie nie śpię. Zasypiam co prawda szybko, ale
równie szybko budzi mnie zimno i (jak zwykle przy zimnych noclegach) zatkany
nos. Kiedy się trochę rozwidnia sprawdzam temperaturę. Są tylko 3 stopnie
powyżej zera. Zasypiam dopiero na chwilę nad ranem, gdy już wychodzi słońce.
Niewidzialni
Gdy zbieramy się do wyjazdu, samochodem przyjeżdża właściciel terenu. Rzuca rybom karmę. Nic do nas nie mówi, prawie na nas nie patrzy. Zupełnie jak byśmy byli niewidzialni. Po lodowato zimnej nocy nie ma śladu. Robi się wręcz gorąco. W pierwszym lepszym sklepiku kupuję wodę i zaczynamy ostatni etap dojazdu do Pragi. Ta końcówka lekka nie jest. Nie wjeżdżamy co prawda na duże wysokości, ale pagórków jest sporo, a niektóre z nich to prawdziwe ścianki o kilkunastoprocentowych nachyleniach. Coś takiego męczy chyba znacznie bardziej niż jeden porządny, długi podjazd. Kilka razy zjeżdżamy nad rzekę Berounkę, a potem wydostajemy się podjazdami z jej doliny.
Najbardziej w kość daje stromy (12% jak pamiętam) podjazd pod zamek w Krivolacie - pod górę wiedzie tu długa droga wyłożona kamiennym brukiem. Podjazd ciągnie się jeszcze za zamkiem, my jednak jedziemy pod tę wspaniałą budowlę i robimy tu sobie przerwę na jedzenie. Najadamy się porządnie, bo planujemy już bez większych postojów dojechać aż do Pragi. Siedząc pod zamkiem zastanawiamy się czy księżniczki i książęta też się wytrzęsali na kamiennym bruku ;). Przed dojazdem do Pragi musimy dokończyć jeszcze podjazd zamkowy i wykonać z cztery następne. Końcówkę ostatniego z nich pokonujemy ramię w ramię. Jedziemy w sposób dla nas typowy: on na lemondce, ja w dolnym chwycie. Żartujemy sobie, że prawdziwi kolarze podjazdy pokonują trzymając kierownicę w inny sposób niż my teraz. Na żadną olimpiadę już jednak raczej nie pojedziemy, więc profesjonalizm odkładamy na bok ;).
Praga
Do samej Pragi prowadzi świetny zjazd. Niestety mój aparat zaczyna strajkować i zdjęcie, na którym stoję pod tablicą „Praha” nie wychodzi. A tak się poświęciłam, weszłam nawet w pokrzywy! Jazda po centrum Pragi nie jest łatwa ze względu na kamienny bruk i tory tramwajowe. Miasto jest za to piękne. Jestem tu po raz pierwszy. Michał był już kilkukrotnie i pokazuje mi najpiękniejsze miejsca. Pokonujemy stromy (11%) brukowany podjazd by zwiedzić Hradczany. Widok na miasto z góry jest wspaniały. Ale to przecież jeszcze nie wszystko! Spacerkiem idziemy pod katedrę św. Wita i na słynną Złotą Uliczkę. Potem zjeżdżamy na Most Karola. Gwarno tu, tłoczno i ładnie. Spacer kończymy na Rynku Staromiejskim. Przysiadamy na chwilę. Potem idziemy na obiad do McDonaldsa i wracamy z powrotem na Rynek. Siedzimy tak aż do 23.00.
Na bruku
Na dworzec autobusowy zbieramy się mając prawie godzinny zapas czasu do odjazdu. To sporo, ale jeszcze nie wiem, że to dobra decyzja. Ruszamy. To była chwila: myślałam, że jedziemy prosto, tymczasem Michał zaczął skręcać w lewo. Nie zdążyłam wypiąć pedału zatrzaskowego i z impetem runęłam na bruk mocno uderzając łokciem. To moja wina, powinnam bardziej uważać! Ból jest tak przejmujący! Tymczasem robi się małe zbiegowisko i wiele osób pyta, czy wszystko ok. Ktoś z werwą chwyta mnie od tyłu i stawia na ziemi. Aż mi się w głowie zakręciło. Na szczęście do dworca jest blisko i dajemy radę ze spokojem dojść tam pieszo.
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Czwarty dzień wg Wilka: http://wilk.bikestats.pl/1167611,Czechy-z-Kotem-4.html
Niewidzialni
Gdy zbieramy się do wyjazdu, samochodem przyjeżdża właściciel terenu. Rzuca rybom karmę. Nic do nas nie mówi, prawie na nas nie patrzy. Zupełnie jak byśmy byli niewidzialni. Po lodowato zimnej nocy nie ma śladu. Robi się wręcz gorąco. W pierwszym lepszym sklepiku kupuję wodę i zaczynamy ostatni etap dojazdu do Pragi. Ta końcówka lekka nie jest. Nie wjeżdżamy co prawda na duże wysokości, ale pagórków jest sporo, a niektóre z nich to prawdziwe ścianki o kilkunastoprocentowych nachyleniach. Coś takiego męczy chyba znacznie bardziej niż jeden porządny, długi podjazd. Kilka razy zjeżdżamy nad rzekę Berounkę, a potem wydostajemy się podjazdami z jej doliny.
Najbardziej w kość daje stromy (12% jak pamiętam) podjazd pod zamek w Krivolacie - pod górę wiedzie tu długa droga wyłożona kamiennym brukiem. Podjazd ciągnie się jeszcze za zamkiem, my jednak jedziemy pod tę wspaniałą budowlę i robimy tu sobie przerwę na jedzenie. Najadamy się porządnie, bo planujemy już bez większych postojów dojechać aż do Pragi. Siedząc pod zamkiem zastanawiamy się czy księżniczki i książęta też się wytrzęsali na kamiennym bruku ;). Przed dojazdem do Pragi musimy dokończyć jeszcze podjazd zamkowy i wykonać z cztery następne. Końcówkę ostatniego z nich pokonujemy ramię w ramię. Jedziemy w sposób dla nas typowy: on na lemondce, ja w dolnym chwycie. Żartujemy sobie, że prawdziwi kolarze podjazdy pokonują trzymając kierownicę w inny sposób niż my teraz. Na żadną olimpiadę już jednak raczej nie pojedziemy, więc profesjonalizm odkładamy na bok ;).
Praga
Do samej Pragi prowadzi świetny zjazd. Niestety mój aparat zaczyna strajkować i zdjęcie, na którym stoję pod tablicą „Praha” nie wychodzi. A tak się poświęciłam, weszłam nawet w pokrzywy! Jazda po centrum Pragi nie jest łatwa ze względu na kamienny bruk i tory tramwajowe. Miasto jest za to piękne. Jestem tu po raz pierwszy. Michał był już kilkukrotnie i pokazuje mi najpiękniejsze miejsca. Pokonujemy stromy (11%) brukowany podjazd by zwiedzić Hradczany. Widok na miasto z góry jest wspaniały. Ale to przecież jeszcze nie wszystko! Spacerkiem idziemy pod katedrę św. Wita i na słynną Złotą Uliczkę. Potem zjeżdżamy na Most Karola. Gwarno tu, tłoczno i ładnie. Spacer kończymy na Rynku Staromiejskim. Przysiadamy na chwilę. Potem idziemy na obiad do McDonaldsa i wracamy z powrotem na Rynek. Siedzimy tak aż do 23.00.
Na bruku
Na dworzec autobusowy zbieramy się mając prawie godzinny zapas czasu do odjazdu. To sporo, ale jeszcze nie wiem, że to dobra decyzja. Ruszamy. To była chwila: myślałam, że jedziemy prosto, tymczasem Michał zaczął skręcać w lewo. Nie zdążyłam wypiąć pedału zatrzaskowego i z impetem runęłam na bruk mocno uderzając łokciem. To moja wina, powinnam bardziej uważać! Ból jest tak przejmujący! Tymczasem robi się małe zbiegowisko i wiele osób pyta, czy wszystko ok. Ktoś z werwą chwyta mnie od tyłu i stawia na ziemi. Aż mi się w głowie zakręciło. Na szczęście do dworca jest blisko i dajemy radę ze spokojem dojść tam pieszo.
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...
Czwarty dzień wg Wilka: http://wilk.bikestats.pl/1167611,Czechy-z-Kotem-4.html
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!