Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Kutno - Poznań

Niedziela, 20 kwietnia 2014 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
Km: 202.43 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Na pomysł by odwiedzić Kutno wpadłam w środku tygodnia. Tak to jest, gdy trafi się nudniejszy dzień w pracy :). Chciałam jechać w Lany Poniedziałek, ale Krzysztof stwierdził, że Niedziela Wielkanocna będzie lepsza. Przynajmniej będziemy mieli pewność, że nikt niespodziewanie nie wyleci na nas z wiadrem wody.

Święcone jajeczko
Sobotę kończę już właściwie w niedzielę, bo gdy idę spać, jest 00:30. A pobudka ustawiona na 5:00. Śpię przez 4,5. Trochę mało. Gdy dzwoni budzik czuję się tak słaba, że nie mam siły wstać. Jak ciężko! Pośpimy jeszcze? Pośpimy. No i potem za to zapłacimy. Śniadanie wielkanocne mamy pospieszne, bo czasu już niewiele. Szybkie jajeczko ze święconego, sałatka, trochę chleba, herbata, kawałek babki. I to wszystko!
Żadnej kawy.
Żadnego radia.
Żadnej gazety.
Szybkim tempem jedziemy na stację kolejową. Poznań jeszcze śpi, więc główną ulicą. W pociągu jadącym do Kutna drzemiemy.


Jak z bajki
Gdy wysiadamy w Kutnie, pogoda jest jak z bajki – słońce, ciepło (w ciągu całego dnia od 17-25°C) i z wiaterkiem w plecy.
Zaczynamy szybko i… szybko jest aż do samego końca.

Dość powiedzieć, że 200 km robimy ze średnią 31,5km/h.

No ale po kolei. Osiem kilometrów za Kutnem jest Grochów, a tam bardzo ładny drewniany kościółek (jak doczytałam – z 1681r.). Robię mu fotkę i lecimy dalej.

Początkowo drogi, którymi jedziemy są dość średnie. Tj. czasem wygodne, innym razem bardzo dziurawe i łaciate. Za Nowymi Ostrowami przecinamy krajową drogę nr 91. Jest na niej zupełnie pusto, ale to przecież Niedziela Wielkanocna! Czego innego można się było spodziewać?

Lewiatan jakich mało
Następny minutkowy postój robimy w Przedeczu. Moje czujne oko wypatruje tu kolejny ładny kościół i mały drewniany domeczek.



Wjeżdżam w uliczkę i robię fotkę. Potem zatrzymuję się jeszcze raz, by zrobić zdjęcie z daleka. Szkoda, że nie mamy więcej czasu, bo miejscowość pewnie warto by zwiedzić dokładniej. Brdów też jest ładny. Już z daleka widać wspaniałe Sanktuarium MB Zwycięskiej.

  W Babiaku parskamy śmiechem na widok tutejszego Lewiatana.

Lewiatana w takim obiekcie (były kościół ewangelicki) jeszcze nie widzieliśmy! Kilometry uciekają bardzo szybko. Wiosna w pełni! Przed Sompolnem jedziemy przez sadowe zagłębie. Jak okiem sięgnąć sady. Ukwiecone drzewa owocowe po sam horyzont! Upojny zapach kwiecia jest wspaniały. A za sadami żółcące się pola rzepaku.

Tuż przed Sompolnem wjeżdżamy na stację paliw. Uzupełniamy wodę, zamawiamy kawę i jemy po kanapce. Kawa jest słodka, gorąca i smaczna. Tego nam było trzeba! Teraz możemy przyspieszyć :).


Pierwsze wakacje

Tuż przed Ślesinem dyskutujemy o tym, czy zahaczymy o Licheń. Widząc jednak, że wszystkie auta tam właśnie jadą, dochodzimy do przekonania, że akurat dziś nie jest to dobry pomysł. Jedziemy zatem prosto do Ślesina, ładnego miasteczka, w którym spędziliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje. Dziś przemykamy tu tylko. Mniej więcej na wysokości Kleczewa mijamy potężne maszyny kopalniane.

Są imponujące, nawet widziane jedynie z drogi. Najbardziej w kość daje mi dziś parszywie dziurawy odcinek między Smolnikami Powidzkimi a Powidzem. Jedzie się tu fatalnie.

Kilka razy niestety władowałam się w dziury. Za Powidzem jest już jednak znacznie lepiej. Droga ma dobrą nawierzchnię i można pędzić. Pędzimy więc do Witkowa, przez Witkowo, przecinamy DK15. W Czerniejewie udaje nam się znaleźć czynny sklep. Kupujemy małe rogaliki z jabłkiem i sok pomarańczowy. Czujemy się już prawie jak w domu i mimo, że do prawdziwego domu jeszcze jest kilkadziesiąt kilometrów jedziemy szybko. Ja na to mówię „efekt obiadu”. Jeszcze trochę i będzie pyszny obiadek u teściowej. Dziś drogi były prawie puste, a z Krzysztofem współpracowało mi się bardzo dobrze. Sporo się wiozłam na kole, ale też dałam 5 lub 6 zmian, aby nie być jedynie wstrętnym pasożytem :).

Trasa:


komentarze
Faktycznie, trochę jak z Biblii :). Średnia wcale nie była aż tak szaleńczo wysoka. Pamiętaj, że pomagał nam wiatr. No i wiozłam się. W takich warunkach wykręcenie dobrej średniej nie jest aż tak trudne i stosunkowo małym nakładem sił można uzyskać dobry wynik :) Tu można było pociągnąć jeszcze ostrzej. Ale ja nie miałam dnia.
Kot
- 16:23 środa, 23 kwietnia 2014 | linkuj
Zrobiono targowisko ze świątyni, motyw trochę jak z Biblii. ;)

Średnia taka, że tylko się pochlastać. ;]
mors
- 15:06 środa, 23 kwietnia 2014 | linkuj
Tę trasę zaprojektował Krzysztof. Jak kiedyś będziesz w okolicach Poznania, daj znać. Kto wie? Może zgadamy się na wspólny kawałek :)
Kot
- 16:29 wtorek, 22 kwietnia 2014 | linkuj
W zeszłym roku też pokonywałem podobną trasę bocznymi drogami w stronę Gniezna i Poznania, zauważalnie ciekawsza niż główna szosa z Kutna do Poznania.
wilk
- 11:30 wtorek, 22 kwietnia 2014 | linkuj
Dzięki! :) Nie, dziś jedziemy tylko nad jezioro spotkać się ze znajomymi :) Wesołych!
Kot
- 08:26 poniedziałek, 21 kwietnia 2014 | linkuj
Piękna wycieczka i wspaniała średnia :) Ciekawa jestem czy na jutro też planujecie podobny wypad :) Jeszcze raz Wesołych Świąt :)
starszapani
- 21:08 niedziela, 20 kwietnia 2014 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum