Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(97)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2014

Dystans całkowity:2309.63 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:35:19
Średnia prędkość:24.93 km/h
Suma podjazdów:5125 m
Liczba aktywności:29
Średnio na aktywność:79.64 km i 11h 46m
Więcej statystyk

Konferencja

Wtorek, 9 września 2014 Kategoria do 50
Km: 41.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 135m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Dojazd tam i z powrotem.

Praca

Poniedziałek, 8 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.68 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 138m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Jechało mi się dziś do pracy strasznie. Cała byłam rozpalona. Może gorączka? Jedyne o czym myślałam - to zejść z roweru i przestać jechać. Moja dłoń jest obecnie w takim stanie, że gdy jadę rowerem MTB z prostą kierownicą, to nie mogę ścisnąć klamki by zahamować. Tak boli wykręcony staw. Nie da się znaleźć na kierownicy dobrej pozycji - albo cierpnięcie jest nieznośne, albo ból nie daje o sobie zapomnieć. Przez to wszystko nastrój mam bardzo średni. A właściwie fatalny.
Można pocieszać / podtrzymywać na duchu.

Pętelka do Środy

Niedziela, 7 września 2014 Kategoria do 150, Kocia czytelnia
Km: 115.88 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Jak to w niedzielę, pospałam chwilę dłużej. Nie planowałam niczego szczególnego. Miałam tylko dojechać do Środy Wielkopolskiej i z powrotem – łącznie około 60km.

Do jutra wytrzeźwiejesz
Wczoraj wieczorem Krzysztof zapytał mnie, czy pojadę dziś do chłopaków na zbiórkę. Byłam sceptyczna - z tymi kontuzjami...
- Poza tym jestem po dwóch setkach (spacerek) – dodałam.
- Do jutra wytrzeźwiejesz – rzucił on.
Skoro już wstałam o tej siódmej, bez pośpiechu się ogarnęłam, no to i na zbiórkę pojechałam. Profanacja – na przełajówce ;).

As w rękawie
Chłopaki od razu narzucają mocne tempo. Pierwsza górka i pełen gaz. Jak na wyścigu! Pod koniec lekko odpuszczam, na co oni przyspieszają. Zaczyna się rwanie ;). Wygląda to tak, że jadę około 30 km/h, a oni są coraz dalej. Nie bardzo się oglądają. Próbuję jeszcze trochę gonić, ale szybko dochodzę do wniosku, że to bez sensu. Jest po prostu za ostro. Ogień od samego początku, bez żadnej rozgrzewki. W tym momencie żałuję, że nie ma tu Roberta. On zawsze zaczyna łagodnie i trzyma grupę mocną łapą. Ach!
Po niecałych 10 km szarpanki daję sobie spokój. Krzysztof chwilę na mnie czeka, ale mówię mu by jechał. Początkowo trochę się waha, ale mam w rękawie potężny argument: ze śmiechem stwierdzam, że przecież cały BBT przeleciałam sama, więc i pod domem sobie poradzę ;). Trudno z tym dyskutować, Krzysztof leci za chłopakami. [Potem opowiadał, że goniąc ich przez długi czas trzymał 40 km/h i musiał się ostro spinać, by ich dorwać. Ostatecznie się udało i zrobili razem sprint na setkę.]

Osa
Tymczasem ja zwalniam i daję odpocząć kontuzjowanej dłoni. Przy szybkiej jeździe, zwłaszcza, gdy trzeba się spinać na górkach, pracuje się jednak całym ciałem. Również dłońmi, które machinalnie mocniej zaciska się na kierownicy. Wygląda na to, że odpuściłam w dobrym momencie, bo puszczając na chwilę kierownicę czuję znajome mrowienie w palcach.
Bez pośpiechu (w Środzie muszę być na 13.30, a jest jeszcze wcześnie) jadę do Krześlic. Gdy z nich wracam, spotyka mnie pech: za pasek kasku wlatuje mi osa i żądli w szyję. Boli. Na szczęście jednak nie jestem uczulona i nic złego się nie dzieje. Na rynku w Pobiedziskach robię postój kawowy, a potem kieruję się do Czerniejewa. Nie mam ze sobą papierowej mapy i trasę oglądam na ekranie GPSa (niezbyt to wygodne). Przez Neklę jadę do Środy. Pogoda jest piękna. W Środzie spędzam bite 4 godziny, po czym wracam krótką drogą do domu.

Fotki: https://picasaweb.google.com/102656043294773462009...

W Środzie trochę posiedziałam i GPS podzielił mi trasę na 2 części:
Cześć 1:

Część 2:



Poznań - Choszczno (spacerek rehabilitacyjny)

Sobota, 6 września 2014 Kategoria do 250, Kocia czytelnia
Km: 204.84 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Rano budzik wyrywa mnie ze snu o 4.00. Śniadanie jem skromne i w ciągu godzinki od wyjścia z łóżka siedzę już na rowerze. Teoretycznie powinnam siedzieć w domu i oszczędzać dłoń. Ale wobec zapowiadanej świetnej pogody wiem, że i tak nie wysiedzę, więc jadę na trasę rehabilitacyjną ;). Celem jest polepszenie (lub przynajmniej zachowanie na tym samym poziomie) stanu dłoni. Planuję więc często zdejmować lewą łapkę z kierownicy i spokojną jazdę. Zaplanowana trasa przewiduje 180km, ale zapominam do tego dodać dojazd na trasę z domu i potem powrót ;). No i wychodzi troszkę więcej. Ma to być spokojny, rehabilitacyjny spacerek. Wiatr jest słaby, ale i tak go biorę pod uwagę przy planowaniu - jest to dobry wiatr na Choszczno.

Moje okno
No to jazda! Gdy ruszam, jest jeszcze ciemno. No niestety, to już wrzesień i dni są coraz krótsze. Jest to wyraźnie odczuwalne. Gdy odpalam GPSa, pojawia się problem. Urządzenie odmawia współpracy. Czy będę zmuszona wrócić do domu i zakończyć mój spacerek, zanim na dobre go zaczęłam? Na szczęście nie. Po długich minutach walki, w końcu trasa wyświetla się. Jadę przez Poznań głównymi ulicami. W związku z tym, że jest to spacerek, że nie muszę się spieszyć i w dodatku jadę sama – pozwalam sobie na wiele. Gdy docieram na Golęcin, wjeżdżam w bramę Zespołu Szkół. Schodzę z roweru i wędruję. Idę pod budynek, w którym mieszkałam przez kilka lat. Spoglądam w górę. W swoje dawne okno….
Potem idę na plac. Wiele się zmieniło…

Ona czeka za progiem
Z głową pełną wspomnień wracam na trasę. Gdzieś w drodze na Kiekrz widzę między drzewami wschodzące słońce. To bardzo ładny wschód. Przy bezchmurnym niebie poranek jest zimny. Mój termometr pokazuje 10`C. Drogi, którymi jadę są prawie zupełnie puste. Tym bardziej spory poranny ruch w Szamotułach zaskakuje. Jedzie się nieprzyjemnie aż do odbicia z głównej drogi na Gaj Mały. Od tego momentu wraca spokój. We Wronkach co centrum wjeżdżać nie muszę. Jadę więc lekko bokiem i wkrótce zanurzam się w Puszczę Notecką. To głębokie na niemal 30km nurkowanie. Pusta zwykle droga nr 140 dziś jest dość oblegana. Samochodów jest sporo zarówno na drodze, jak i w samym lesie. A wśród drzew mnóstwo ludzi z koszami, wiadrami i siatkami. Zupełnie zapomniałam! Przecież to już sezon na grzyby. W tak piękny dzień pamiętali tu chyba o tym wszyscy poza mną ;). O nadchodzącej nieubłaganie jesieni przypominają też pięknie kwitnące wrzosy. Tak, tak – a więc to już za progiem stoi jesień.

Przynajmniej zarobią
W drodze do Roska niespodziewanie wyłącza mi się GPS. Robi się niewesoło. Papierowej mapy nie mam. Szczęśliwie udaje się go uruchomić ponownie. W tej miejscowości wybiega też za mną duży pies. Co za pechowe miejsce! Wieleń to 102 km trasy. Zatrzymuję się na kawę na stacji Orlenu. Biorę duże capuccino. W sumie nie z potrzeby, a z ogromnej wprost ochoty na kawę :). Gdy piję dziewczyna zza lady pyta skąd i gdzie jadę. Mówię, że nigdzie daleko – z Poznania do Choszczna, a ona robi duże oczy. Przecież to daleko!! Kawał drogi. Podchodzi i dosypuje kawę do ekspresu. Gadamy o grzybiarzach w Puszczy. Opowiadam, że parkują gdzie popadnie, w samym lesie. Ona stwierdza: „to dobrze, przynajmniej zarobią”….. zawiesza głos i dokańcza….. „strażnicy leśni!” Obie wybuchamy śmiechem. Grzyby są dziś zdecydowanie tematem przewodnim. Znajduję tego największego. Ogromny borowik wyrasta pod budynkiem urzędu gminy w Drawsku. Niestety jednak nie zabiorę go ze sobą do domu ;).

Każde nieszczęście
W Drezdenku robię przerwę przy znanej mi już z wcześniejszych wyjazdów cukierni. Zjadam z apetytem sernik, a potem jeszcze lody. Robię też zdjęcie ulubionej kamieniczki (Kościuszki, nr 24). Nigdzie się nie spieszę. Z Choszcza do Poznania jeździ sporo pociągów. Nie zdążę na jeden, to wsiądę do drugiego. W końcu jak spacerek, to spacerek :). Gdy ruszam, przekraczam most na Noteci, a potem zaczynam słynny odcinek specjalny – 2 km kamiennego bruku. Bruk – jak każde nieszczęście – wreszcie się kończy i już to samo w sobie jest powodem do radości. Niedługo za tym odcinkiem odbijam na Dobiegniew (stąd do Choszczna mam 50km) i tu zaczyna się najciekawszy odcinek trasy – robi się lekko pagórkowato. Zaczynam od długiego, ale łagodnego podjazdu. Potem małe góreczki następują jedna po drugiej. Trasa ucieka nadspodziewanie szybko i udaje mi się zdążyć na pociąg o 15.29 (planowałam jechać godzinę później). Kupuję bilet i po chwili czekam już na peronie. I wtedy właśnie, gdy szarpię się z rowerem próbując go władować po wysokich schodkach do wagonu, robię sobie krzywdę – wykręcam palec serdeczny lewej dłoni. Moja biedna lewa dłoń! Trzy palce zdrętwiałe i jeden wykręcony.

Podsumowanie:
Spacerek – bardzo udany. Trasa mocno leśna i przez to przyjemna. Drogi na ogół dobrej jakości. Końcówka ładna widokowo - lekko pagórkowata.
Rehabilitacja: wyszłam na tym jak Zabłocki na mydle – zdrętwienie – bez zmian + wykręcony palec. Kontuzja ścięgna achillesa – nie przeszła.

Fotki: https://picasaweb.google.com/10265604329477346200...


Praca

Piątek, 5 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.74 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 148m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Czwartek, 4 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.52 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 148m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Środa, 3 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.25 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 158m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

Praca

Wtorek, 2 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.26 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 168m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Całość w deszczu. W drodze do 12`C, z powrotem 14`C. Przedsmak jesieni?

Praca

Poniedziałek, 1 września 2014 Kategoria do 50
Km: 35.67 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 140m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze
Szaro, mgliście, spokojnie, cicho. Nastrojowo.

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail 78409 km
Przełajówka 51579 km
Terenówka 26133 km
Kolarzówka 51959 km

szukaj

archiwum