Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(100)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Łódź - Kraków (4)

Sobota, 18 czerwca 2022 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
Km: 160.16 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 956m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Zaliczanie gmin: Przyrów, Irządze, Szczekociny, Słupia (Jędrzejowska), Sędziszów, Żarnowiec, Charsznica, Miechów, Gołcza, Słomniki.

Dziś na szczęście już znacznie cieplej. Poza tym korzystniejszy wiatr. Jechało się więc przyjemnie :)











Szczekociny


Miechów








Słomniki




Noc na placu



Łódź - Kraków (3)

Piątek, 17 czerwca 2022 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
Km: 152.40 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 585m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Zaliczanie gmin: Słupia (Konecka), Kluczewsko, Wielgomłyny, Masłowice, Kodrąb, Kobiele Wielkie, Radomsko gmina miejska, Radomsko gmina wiejska, Kruszyna, Kłomnice, Gidle, Żytno, Dąbrowa Zielona.

Dziś było nieprzyjemnie zimno i przez większość czasu wiatr w twarz. Malownicze boczne drogi, lecz niestety okropnie dziurawe i wyboiste.





Kluczewsko








Radomsko


Gidle




Nocleg w młodniku





Łódź - Kraków (2)

Czwartek, 16 czerwca 2022 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
Km: 168.49 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 807m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Zaliczanie gmin: Piotrków Trybunalski, Wola Krzysztoporska, Rozprza, Gorzkowice, Łęki Szlacheckie, Ręczno, Przedbórz, Fałków, Ruda Malenicka.

Od rana bardzo dobra pogoda. Natomiast od 15 uciekałam przed burzami, które kotłowały się nade mną ze wszystkich stron! Na szczęście udało się nie zmoknąć, a padać zaczęło dopiero na noclegu, gdy już byłam w namiocie.

Piotrków Trybunalski:






Droga


Przedbórz






Las




Nocleg



Łódź - Kraków (1)

Środa, 15 czerwca 2022 Kategoria do 50
Km: 5.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Dojazd tylko na nocleg.





Pyra Trail

Sobota, 11 czerwca 2022 Kategoria do 350, Kocia czytelnia
Km: 304.68 Km teren: 0.00 Czas: 17:57 km/h: 16.97
Pr. maks.: 35.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1005m Sprzęt: Terenówka Aktywność: Jazda na rowerze
Po raz trzeci zdecydowałam się wystartować w długim, terenowym maratonie Pyra Trail. Pogoda była świetna. Słonecznie i ciepło. Choć pamiętając, jak bardzo prognozy potrafią się nie sprawdzić, zabrałam ze sobą w podsiodłówce koszulkę termiczną, deszczówkę, a nawet grubego polara! To chyba się nazywa trauma termiczna :)

Najgorzej, najtrudniej i dla mnie zupełnie nieprzejezdnie było na singlach nad Wartą. Cały ten odcinek kilku km zrobiłam z papcia, tracąc mnóstwo czasu i będąc wyprzedzaną chyba przez cały peleton. W dodatku ubrana od stóp do głów, bo zarośla były takie, że wydawało mi się, że jest to jedno wielkie siedlisko kleszczy. Dopiero w Bolechowie-Osiedlu, na przystanku autobusowym, zdjęłam rękawki, nogawki i czapkę i od razu zrobiło się milej i przyjemniej.

Przystanków nie robiłam dużo. Pierwszy w Pławnie, potem we Wronczynie i dalej jeszcze może ze 2 sklepy i na koniec stacja Orlenu, przed nocą. Przede wszystkim trzeba było uzupełniać picie. W tym gorącu schodziło ono szybko!
Trasa, poza singlami nad Wartą prawie w całości przejezdna. Piaskownic dużo na szczęście nie było. Na metę dojechałam krótko po 3 w nocy, uzyskując czas brutto 20 godzin i 30 minut oraz 4 miejsce wśród kobiet.







Maraton Podróżnika

Sobota, 4 czerwca 2022 Kategoria do 550, Kocia czytelnia
Km: 503.50 Km teren: 0.00 Czas: 24:18 km/h: 20.72
Pr. maks.: 44.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 3871m Sprzęt: Kolarzówka Aktywność: Jazda na rowerze
Kociewie i Kaszuby, baza blisko mnie (jakieś 150 km dojazdu samochodem), dobra pogoda i zapowiadane 8 stopni ciepła w nocy. Trasy lekko pagórkowate, wśród lasów i jezior lubię, więc szybko się zapisałam na ten maraton. Oczywiście na trasę dłuższą, tj. 500 km, gdyż lubię spędzać czas na rowerze.

W nocy śniło mi się, ze spóźniłam się na start i to się prawie sprawdziło! Zamotałam się tak okropnie, że na linii startu byłam niepełną minutę przed odjazdem mojej grupy, w ostatnim momencie Wąski podał mi lokalizator i już jazda! A w zasadzie marszobieg po piaszczystym wyjeździe z kempingu. Po mniej więcej 5 km jazdy całe emocje związane z tym prawie spóźnieniem, opadły. Zaczęłam sprawdzać kieszonki, czy na pewno wszystko w nich dobrze siedzi i nie zamierza wypaść. Zwłaszcza portfel i telefon. Zaraz.... nie czuję pod palcami telefonu! Raz jeszcze macam po kolei wszystkie kieszonki. No, nie ma! Ups.... został w namiocie, w bazie.
Już się po niego nie wracam, bo to za dużo czasu by poszło. Decyduję się jechać 500 km bez telefonu. Na szczęście mam pieniądze i dokumenty. Powinno być ok.
Po drodze dogania mnie kolega z późniejszej grupy. Zatrzymuję go na chwilę i z jego telefonu dzwonię do Taty, by przekazał dalej moim bliskim, że przez dobę będę kompletnie nieosiągalna, bo zapomniałam telefonu... Od tego momentu jestem już spokojna.

Trasa jest bardzo ładna. Dużo soczystej zieleni w promieniach słońca. Pagórki, jeziora. Cieszę się z każdym kilometrem coraz bardziej, że zdecydowałam się przyjechać na ten maraton!

Niewesoło zaczyna się robić późnym popołudniem. A to dlatego, że temperatura dziwnie szybko spada i jeszcze przed zachodem słońca osiąga wartość około 10 stopni. Niebo jest czyste, co każe przypuszczać, że temperatura w nocy i nad ranem jeszcze poleci w dół.
Rzeczywistość jest gorsza od przypuszczeń. W nocy i nad ranem temperatura spada do zera! Jest przeraźliwie zimno, raz po raz pojawiają się mgły, które sprawiają, że temperatura odczuwalna jest jeszcze niższa. Zupełnie nie jestem przygotowana na takie warunki i czuję, że zamarzam mimo, że jadę w pożyczonej bluzie termicznej oraz owinięta na rękach i tułowiu oraz głowie folią NRC.

Cała ta lodowata masakra kończy się w McD w Chojnicach. Jest 6.00 rano i wreszcie możliwość schowania się w cieple! Bo w nocy był tylko las i to okropne zimno. Dochodzę tu do siebie, wstrząsana dreszczami. Jest nawet moment, gdy myślę, że to już dla mnie po zawodach - tak mną telepie. Jednak po odpoczynku, jadę jakoś dalej. Ostatnie 80 km. Pod wiatr. Powoli, bo wymarnowana zimnem nie mam siły cisnąć. Na mecie jestem z czasem brutto 27 godzin i 28 minut. Czyli 32 minuty przed limitem czasu.


Fot. M. 

Badania

Niedziela, 29 maja 2022 Kategoria do 350, Kocia czytelnia
Km: 301.83 Km teren: 0.00 Czas: 13:55 km/h: 21.69
Pr. maks.: 38.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 765m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Kręciłam się nieskończoną ilość razy po tym samym odcinku.


Szczecin

Sobota, 23 kwietnia 2022 Kategoria do 300, Kocia czytelnia
Km: 257.71 Km teren: 0.00 Czas: 14:00 km/h: 18.41
Pr. maks.: 40.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 1015m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Wydawało mi się, że dawno nie byłam w Szczecinie. Wsiadłam na rower i pojechałam. Było pod wiatr i na początku chłodno, +3 stopnie. To po Gdańsku druga długa trasa pod wiatr. Więc jechałam średnio zadowolona. O tym, że tylko wydawało mi się, że dawno nie byłam w Szczecinie, przekonałam się po zachodzie słońca. W końcu dzielnice takie jak np. Zdroje, to też jest Szczecin. Kiedy tam ostatnio byłam? Wcale nie tak dawno, pod koniec minionego lata, podczas MRDP. Miałam sobie okazję przypomnieć, jak bardzo nie lubię rowerowo tego miasta!












"I'm on my way over the deep blue sea I'll be searching for your light house to lead me"

Sobota, 19 marca 2022 Kategoria do 350, Gdańsk, Kocia czytelnia
Km: 335.00 Km teren: 0.00 Czas: 19:49 km/h: 16.90
Pr. maks.: 38.00 Temperatura: 5.0°C HRmax: 153153 HRavg 129
4837: 4837kcal Podjazdy: 1446m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
To nie była przyjemna jazda i gdyby nie to, że to były już ostatki zimy, a astronomiczna wiosna zaczynała się w niedzielę 20.03.2022 r. o 16:33, to dałabym sobie spokój i poczekała na przyjemniejsze warunki. Jednak do Gdańska jeżdżę wyłącznie zimą. Zawsze pomiędzy 1 stycznia a początkiem wiosny astronomicznej. Zatem był to tegoroczny ostatni możliwy termin, aby tradycji mogło stać się zadość.

Ruszyłam w zimny poranek, pod wiatr. Na rowerze przełajowym, z sakwami. Ze względu na wiatr przeciwny, z którym zmagałam się przez całe ponad 300 km, dość często wyrzucałam sobie, że mogłam jednak pojechać na kolarzówce. Opory byłyby mniejsze. A tak? No cóż, ciężko było ciągnąć cały ten rowerowo-sakwiarski zestaw. We wszystkich znajomych mi miejscach byłam znacznie później niż zwykle. Jak zawsze zatrzymałam się na kawę w Janowcu. W dolinie Noteci wspominałam poprzedni wyjazd do Gdańska, wtedy na tej drodze miejscami leżały śnieżne jęzory. Nakło było nieprzyjemne (jak co roku), w dodatku trafiłam na roboty drogowe i musiałam jechać przez miasto dziwnym objazdem. Nie zatrzymałam się tam nawet na chwilę. Droga na Mroczę mniej obciążona ruchem niż zazwyczaj. Potem długi odcinek do Koronowa. Rozległe, wywiane przestrzenie. Nic przyjemnego. Samo Koronowo osiągnęłam dopiero o 15:45. Czyli bardzo późno. Zrobiłam tu drugą przerwę w cieple – na Orlenie. Mocno wysmagana wiatrem siadłam na jednej z kanap. Zamówiłam zapiekankę i herbatę. Niespecjalnie lubię orlenowe zapiekanki, no ale coś trzeba było zjeść.

Dalej były lasy. Tu mogłam nieco odetchnąć od wiatru, lecz wcale nie jechałam bardziej żwawo, gdyż po jakichś 150 km jazdy pod wiatr nie czułam się rześka. Gdzieś w okolicach Lniana słońce zaczęło zachodzić, a przy drodze pojawiły się znaki o… zamkniętej drodze na Tleń. Klasyka! Który to już raz na długiej trasie trafiam na roboty drogowe? To zawsze jest loteria – uda się przedrzeć, albo i nie. Będzie długi kawał z papcia, albo jedynie krótki spacerek. W każdym razie jadąc uparcie ku remontowanemu fragmentowi postanowiłam, że jeśli remont będzie nie do sforsowania, to nie cofam się do objazdu, tylko kończę wyrypę w lesie i odpuszczam Gdańsk. A skoro tak, to odpuszczam również wszystkie ultra, które zaplanowałam na ten rok. W myślach wysyłałam już do organizatorów poszczególne rezygnacje i tylko w jednym przypadku czułam prawdziwy żal. A mianowicie na myśl o rezygnacji z MPP.



Remontowany odcinek wyłonił się z ciemności. Bariery i swojski widok: znak zakazu ruchu. Było to wszystko dokładnie nad moim najulubieńszym jeziorem Wierzchy. Nigdzie nie jest tak pięknie jak tu. Żadne jezioro nie jest tak magiczne. Dzień już się skończył. Stałam na brzegu z telefonem i usiłowałam zrobić zdjęcie. Wydobyć z tej ciemności światło, którego już nie było.



Coś tam się udało. A potem przedzierałam się przez bariery, następnie maszerowałam w głębokim piachu, lawirowałam pomiędzy maszynami budowlanymi, potem znowu był kopny piach, a na koniec blaszane, wysokie zapory. I już!



Krótko potem osiągnęłam Tleń i wypatrzyłam zupełnie nową restaurację, która nazywa się Żółty Rower, stoi ona po prawej stronie drogi. Chyba wcześniej jej tu nie było. Następnie Przystanek Tleń. Kilka razy podczas wyryp do Gdańska zatrzymywałam się tu na obiad. Potem pomogłam im finansowo w pandemii, gdyż zależało mi, by to miejsce przetrwało. Natomiast gdy w zeszłym, pandemicznym roku nie wpuścili mnie do środka, gdy zziębnięta chciałam zjeść obiad, poczułam się głęboko rozczarowana i postanowiłam, że nigdy więcej nie przekroczę ich progu… Nie zatrzymałam się ani na chwilę. Od razu ruszyłam na podjazd, który zaczyna się zaraz za Przystankiem.

Wszystko dalej już po ciemku. Osie, Lipinki, Przewodnik, Jaszczerek. Odcinek po wąskiej drodze do Jaszczerka bez śniegu, oczywiście. Pamiętam jednak, jak ta droga potrafi wyglądać. Pamiętam siebie, jak po kostki w śniegu szłam tutaj pewnej zimy z rowerem. W drodze do Gdańska, rzecz jasna. Doceniałam teraz brak śniegu. Miło.

Skórcz osiągnęłam o 21:55. Dokładnie 5 minut przed uruchomieniem kasy nocnej. Chyba nie wspominałam, ale praktycznie natychmiast po zapadnięciu ciemności, pojawiła się mgła. Co ciekawe nie wiązało się to z ustaniem wiatru. Wiatr nadal sobie wiał w twarz, a mgła i ciemność sprawiały, że niewiele widziałam.



Skórczowy Orlen to była niesamowicie miła niespodzianka. Pani, która pracuje na tej stacji powiedziała, że ona nie jest jak wszyscy i nie zamyka stacji z wybiciem godziny 22. Mogłam więc wypić i zjeść w cieple. To nieocenione, gdyż byłam nie tylko wywiana i zmarznięta, ale też zmoknięta od mgły. Za Skórczem jeszcze trochę bocznych dróg aż do Pelplina. Fajnie się jechało, gdy z tej mgły raz po raz wyłaniały się wielkie drzewa rosnące na poboczu, albo domy, czy zakręty. Bardziej czułam pod kołami i wyobrażałam sobie tę drogę, niż faktycznie ją widziałam.

Bazylika w Pelplinie również wyłoniła się z mgły.



Potem już tylko musiałam dojechać do DK 91 i nią dociągnąć do Gdańska. Jakoś tak dziwnie zapamiętałam, że jest ona oświetlona na całym tym odcinku. Nie była. Była za to gęsta mgła. Na szczęście ruch mały i w większości towarzyszące tej drodze pobocze. Ostatni przystanek to był bardzo duży Orlen w Pszczółkach – znany mi już z poprzednich wyjazdów. Herbata i bagietka z jajkiem. Wychodząc stąd ubrałam wszystko, co miałam, bo zrobiło się wściekle zimno. Miałam zatem na sobie: wełnianą bluzkę, koszulkę kolarską różową BBT, kurtkę od wiatru, kamizelkę, kurtkę puchową i kurtkę przeciwmgłową, tj. przeciwdeszczową. Okazał się to być zestaw idealny do jazdy pod wiatr, w zimnie i mgle, gdy ma się w nogach 300 km i jedzie się jeszcze te 35 km dalej.



Tabliczkę Gdańsk klepnęłam o 3:51.



Na Długiej i Długim Targu byłam o 4:25, natomiast w lesie na Westerplatte o 5:12. Na Długiej i Długim Targu spędziłam czas robiąc zdjęcia i ciesząc się, że mogę tu znowu być zimą. Tym razem w ostatnich godzinach zimy. Fontanna Neptuna podświetlona była w barwy UA. Inni też mile spędzali tu czas… wymiotując, rozbijając butelki, wydzierając się i… grając w piłkę nożną. Poza tym, wszystko było rozkopane, trwał jakiś kosmiczny megaremont.









Wobec niezbyt sympatycznego i raczej mało łagodnego towarzystwa, nie odważyłam się przejechać Długą w drugą stronę. Pojechałam zupełnie innymi drogami do głównej ulicy, a potem już znaną mi drogą potoczyłam się na Westerplatte. W moim lesie, gdy dojechałam do celu, zaczynało już jaśnieć. Zastanawiałam się nawet, czy jest sens kłaść się spać w tej sytuacji, czy może pojechać pod pomnik Obrońców Westerplatte i tam popatrzeć, jak wstaje dzień. Doszłam jednak do wniosku, że chętnie rozprostuję kości i poleżę. Rozłożyłam worek biwakowy, materac, śpiwór i nastawiłam budzik na szalone 1,5 godziny snu. Kiedy otworzyłam oczy, powitał mnie bardzo szary i mglisty oraz zimny poranek.



Zrobiłam kawę, pogapiłam się w niebo i w korony drzew, a potem spakowałam się i pojechałam pod Pomnik. W międzyczasie przez mgłę zaczęło się przebijać słońce. Pod Pomnikiem miałam szczęście być sama. Widoczny spod niego w dole napis „NIGDY WIĘCEJ WOJNY” miał inny wydźwięk niż w poprzednich latach. Teraz, gdy wojna jest tuż obok…







Potem, już w słońcu i pod błękitnym niebem, pojechałam do centrum. Długa i Długi Targ były zupełnie inne niż w nocy. Inni ludzie, inny klimat, inny świat. Tradycyjnie poszłam na śniadanie i kawę z ciastkiem do Pellowskich. Odwiedziłam też Mariacką i spędziłam kilka chwil w bazylice.









Do pociągu powrotnego wsiadłam o 12:17, do domu weszłam o 16:05, gdy trwała jeszcze astronomiczna zima. Tradycji stało się zadość. Gdańsk zimą po raz siódmy!


#niewiem

Wtorek, 8 marca 2022
Km: 25.40 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Hardtail Aktywność: Jazda na rowerze

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum