Gatto.Rosablog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Znajomi

wszyscy znajomi(101)
Kalendarz na stronę

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kot.bikestats.pl

linki

Noc Pálení čarodějnic

Sobota, 30 kwietnia 2016 Kategoria do 200, Kocia czytelnia
Km: 190.44 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
: kcal Podjazdy: 2086m Sprzęt: Przełajówka Aktywność: Jazda na rowerze
Nocą wydaje mi się, że śpiwór jakoś słabo grzeje. Rano myślę o tym samym. Sprawdzam temperaturę. Jest -2*C. To mój (jak dotąd) najzimniejszy nocleg pod namiotem. Powinnam już wstać ale wobec tak niskiej temperatury zarządzam labę. Leżę więc i czekam na to aż się ociepli. Mija kwadrans, nie zmienia się nic. Niecierpliwość zwycięża i zaczynam poranną krzątaninę: kawa 3w1, kanapka, zwijanie śpiworu, namiotu, ładowanie gratów na rower i wio! Mimo nieprzyjemnego zimna, pogoda jest piękna. Wygląda na to, że gdy tylko się ociepli, dzień będzie wspaniały. Na niebie ani jednej chmurki. Jadę na południe - czyż nie jest to genialny pomysł? Na południu z pewnością będzie cieplej. Gdy tylko trafia się stacja paliw, ładuję się do środka. Nic to, że dopiero jestem w Kowarach i ledwie co ruszyłam. Gdy wychodzę nadal jest zimno, ale na szczęście zaczyna się podjazd na przełęcz Okraj. Od razu robi się lepiej - przynajmniej nie trzęsę się z zimna. Im wyżej, tym mniej wiosny, a pod koniec wspinaczki znajduję nawet śnieg po bokach drogi. Zjazd z przełęczy to już Czechy. Zaczynam zatem wycieczkę na dobre od tego właśnie zjazdu i od razu zaczynam ponownie dotkliwie odczuwać zimno. Niechże wreszcie się ociepli!



Na stacji w Vrchlabi kupuję kawę i kanapkę. To pierwsza czeska stacja, pierwsze zakupy i pierwszy raz od dawna, gdy gadam po angielsku. Oj, zardzewiała ta moja angielszczyzna! Na szczęście moi rozmówcy spikają jeszcze słabiej, albo nawet wcale, więc szybko przełamuję opory i mówię coraz śmielej.
Pogoda cały czas dopisuje, wszystko dookoła kwitnie. Czeskie wzgórza wiosną wyglądają wprost przepięknie. W Lazne Belohrad mijam otwartą restaurację. Sporo tu ludzi, ładuję się do środka. Duża sala, głośno, wesoło. Rozglądam się trochę, patrzę co ludzie mają na talerzach - jedzenie wygląda smakowicie, więc biorę menu. Trochę trudno połapać się co jest czym, bo nazwy potraw są tylko po czesku, a obsługa nie zna angielskiego. Na chybił trafił zamawiam jakieś danie z rybą. Po chwili okazuje się, że zamówiłam łososia w migdałach z sosem oraz surówką. Wygląda świetnie, ale… brakuje tu ziemniaków. Udaje mi się jakoś je domówić.

Posilona ruszam dalej. Dogania mnie jakaś parka na rowerach. Jednak gdy pojawia się pierwsza góreczka, łykam ich i więcej się już nie spotykamy. Potem z naprzeciwka jedzie sznur ciągników. Wszyscy weseli, poprzebierani, traktorki przystrojone. Wesoło do siebie machamy. Zatrzymuję się i robię całą serię fotek. Jadę zupełnie niespiesznie. Zajmuję się głównie kontemplowaniem widoków, robieniem zdjęć i jedzeniem. Novy Bydzow to dobre miejsce na popołudniową kawę, natomiast Kutna Hora to miasteczko tak piękne, że robię tu całą sesję fotograficzną i spędzam dość sporo czasu. Na liczniku mam już 164 km, jest wieczór, ale nadal jasno. Jadę więc dalej. We wszystkich mijanych wioskach płoną ogniska. I to nie byle jakie! Często są to prawdziwe płonące stosy, tego wieczoru Czesi palą czarownice, jest to noc Pálení čarodějnic. Jakieś 10 km za Caslav rozbijam namiot.




Zdjęcia

ciąg dalszy


komentarze
No wiem, że dość krótko opisałam, ale za to zrobiłam dość obszerną galerię. Sporo się nagimnastykowałam, bo trasa była długa i ciekawa. Dużo fajnych miejsc. A przecież trzeba było jakoś powybierać fotki najbardziej warte pokazania. Co zaskakujące - szosy były na ogół dobrej i bardzo dobrej jakości.
Kot
- 18:51 środa, 11 maja 2016 | linkuj
Okraj to jest prościutki Elizjum, tak więc bez obaw - spokojnie byś wjechał ;).
Ale ten podjazd na Kapliczkę o którym Mors wspomina - to już prawdziwa rzeźnia, jeszcze do tego z fragmentami bruku; ale dojeżdża się niemal pod samą Śnieżkę i teren można się przebić na naszą stronę.
wilk
- 14:17 środa, 11 maja 2016 | linkuj
Z Czechami po angielsku? :O Nawet bym na to nie wpadł...

Zaraz poniżej Okraju jest zjazd na Pec pod Snezkou, a z tamże najlepszy podjazd całych Czech: do 24% i do 1509 m npm. Szkoda, że se go nie machnęłaś... ;)
mors
- 21:28 piątek, 6 maja 2016 | linkuj
Patrzę na te dwie wystające... górki i już wiem, że prowadziłbym w dwie strony. Krótki ten opis, Kocie, jak na prawie 200 km trasy...
elizium
- 12:01 piątek, 6 maja 2016 | linkuj
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!

kategorie bloga

Moje rowery

Hardtail
Przełajówka
Terenówka
Kolarzówka

szukaj

archiwum